Jest pierwsze zwycięstwo
Jacek Wuwer otworzył tyską listę strzelców w 2026 roku. Na razie w meczu kontrolnym.
Wiosna zweryfikuje Łukasza Piszczka jako trenera. Cel: utrzymanie w I lidze. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
GKS TYCHY
Łukasz Piszczek pracuje w tyskim klubie od 12 listopada, ale długo musiał czekać na pierwsze zwycięstwo. Wprawdzie w ostatnim meczu rundy jesiennej zaświeciła iskierka nadziei na lepszą przyszłość, bo tyszanie zremisowali 1:1 z Polonią Warszawa, ale dopiero po pierwszym sparingu okresu przygotowawczego, na sztucznej murawie bocznego boiska Stadionu Miejskiego, mogli się cieszyć z wygranej. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Powiedzmy sobie jednak szczerze - pokonanie plasującego się na 5. miejscu w III lidze zespołu KS Panattoni Goczałkowice-Zdrój wielkim wyczynem trudno nazwać. Na potwierdzenie tych słów dodajmy, że listę strzelców tyszan w 2026 roku otworzył wypożyczony właśnie z goczałkowickiej drużyny Jacek Wuwer. Przypomnijmy też, że trener Piszczek zanim przyszedł do Tychów był grającym trenerem Goczałkowiczan, a więc nie miał problemów z doborem taktyki.
Bardzo wysoki pressing
Zakładany wysoko, a nawet bardzo wysoko, bo już w polu karnym gości pressing sprawił, że rywale wykładali piłkę na strzał tyszanom. Najpierw 27-letni pomocnik skarcił swoich byłych kolegów, a chwilę później Damian Kądzior także skorzystał z prezentu. Kibice GKS-u zobaczyli więc coś pozytywnego w grze swojego zespołu, ale przeżyli też spore rozczarowanie, bo pozyskany zimą Luis Silva popełnił trampkarski błąd. Mistrz Europy w kategorii U-17 sprzed 10 lat za lekko zagrał bowiem piłkę w kierunku swojego bramkarza. Wykorzystał to Kacper Ćwielong, który po nieudanym okresie wypożyczenia do GKS-u Katowice z Sandecji Nowy Sącz szuka nowego klubu. 18-letni syn Piotra, mającego za sobą reprezentacyjny debiut, a także 3 sezony spędzone w LKS-ie Goczałkowice, niczym stary wyjadacz wykorzystał sytuację sam na sam i pokonując Jakuba Mądrzyka ustalił wynik pierwszej połowy na 2:1.
Pięciu nowych w składzie
Pieczęć na zwycięstwie tyszan postawił w ostatnich sekundach spotkania Oliver Stefansson. Grający nominalnie na lewej stronie obrony Islandczyk włączył się do akcji ofensywnej i gdy Bartosz Jankowski nie wykorzystał sytuacji sam na sam, pokazał, jak należy lokować piłkę w siatce.
Oczywiście na tym etapie ważniejsze od wyników są założenia taktyczne oraz ich realizacja, a w przypadku GKS-u także walka o miejsce w składzie. Z ośmiu nowych zawodników pięciu wybiegło w pierwszej jedenastce: Jakub Mądrzyk w bramce, Luis Silva i Igor Łasicki w roli stoperów, Jacek Wuwer na środku pomocy oraz Bartłomiej Barański jako „dziesiątka”. Ponadto w 33 minucie na szpicę ataku wszedł Piotr Krawczyk, który w sumie grał pół godziny – kwadrans przed przerwą i kwadrans po zmianie stron. Ponadto w drugiej połowie pokazali się Daniel Sandoval w drugiej linii oraz Paweł Łysiak na „dziesiątce”.
Czas pożegnań
Z taką liczbą nowych piłkarzy – wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec transferów przychodzących, bo w kolejce na finalizację umowy czeka choćby niechciany w Jagiellonii Białystok Marcin Listkowski – drużyna potrzebuje czasu na zgranie. Będzie go pod dostatkiem na tureckim zgrupowaniu, na które tyszanie wylatują dzisiaj.
Wiadomo, że do Antalyi nie polecą: Leon-Oumar Wechsel, Yannick Woudstra i Rafał Makowski, bo oni już pożegnali się z klubem. Na nich jednak lista zawodników niepotrzebnych Łukaszowi Piszczkowi się nie kończy. Niebawem więc okaże się, kto jeszcze zostanie „odstrzelony” i zwolni miejsce w szatni dla tych, którzy mają uratować GKS Tychy przed spadkiem do II ligi.
Jerzy Dusik
