Jest niedosyt

Rozmowa z Mateuszem Kamińskim, byłym kapitanem Odry

Mateusz Kamiński. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Latem pożegnał się pan z Odrą po 6 latach gry w jej barwach. Czy zupełnie rozstał się pan z piłką nożną?

- Myślałem sobie, że przejdę w stan całkowitego odpoczynku fizycznego i psychicznego, ale piłka okazała się mocniejsza. Dlatego jako mieszkaniec podmikołowskiej miejscowości zacząłem trenować dzieciaki. W stowarzyszeniu Raki Gostyń pomagam w szkoleniu chłopców z rocznika 2016-17, czyli przede wszystkim zabawa i radość. Spotykamy się dwa razy w tygodniu, ale chcemy dorzucić jeszcze jedne zajęcia. No i oczywiście jako kibic, oglądający mecze z trybun i w telewizji.

Ile razy w rundzie jesiennej widział pan Odrę z opolskich trybun?

- Ponad połowę jej domowych spotkań oglądałem na żywo, a resztę śledziłem na ekranie i jestem na bieżąco. Odra została w sercu. I muszę powiedzieć, że gdybym miał ocenić rundę jesienną w jej wykonaniu jednym słowem, powiedziałbym: „niedosyt”. Po falstarcie w Głogowie naprawdę fajnie się ją oglądało. Było widać, że opolanie są dobrze zorganizowani i ręka Łukasza Włodarka, który do odejścia do Widzewa asystował Jarosławowi Skrobaczowi, była widoczna. Każdy z zawodników wiedział, co ma robić i gdzie ma być. Z niskiej obrony, gdy szli do pressingu to się paliło. Później jednak zaczęło się gubienie punktów, a trzy porażki na koniec rundy to było ogromne rozczarowanie. Parę oczek więcej, a one były w zasięgu drużyny, zupełnie zmieniłoby ocenę.

Który mecz Odry jesienią był najlepszy?

- Największe wrażenie zrobiła na mnie druga połowa z Ruchem. Byłem, widziałem, przeżywałem, bo to było widowisko i kibicowskie, i piłkarskie. Odra mogła zapewnić sobie zwycięstwo, ale ostatecznie Mateusz Abramowicz, broniąc rzut karny w ostatnich sekundach, uratował remis.

Na którym spotkaniu denerwował się pan najbardziej?

- Najbardziej frustrujący był mecz w Mielcu. Stal nie miała prawa tego meczu zremisować, bo wszystko było pod kontrolą Odry, ale gdy zaczęła grać z przewagą jednego zawodnika – według mnie – zmiany dokonane w składzie sprawiły, że wszystko się rozleciało. Ta porażka 1:2 bolała bardzo, także te gole tracone w ostatnich sekundach. Również mecz w Opolu z Chrobrym, bo to on zadecydował, że Odra odpadła od czołówki, był gorzki.

Kto z piłkarzy Odry może zaliczyć rundę jesienną do udanych?

- Słowa uznania należą się całej drużynie za grę defensywną. Mnie imponował Mateusz Spychała, bo to jest „żołnierz”, który – gdy jest zdrowy – walczy do upadłego i widać go zarówno z tyłu, bo nie przegrywa pojedynków, jak i z przodu, bo zalicza asysty. Zawsze jest solidny i poniżej poziomu nie schodzi, a te jego łzy po ostatnim tegorocznym gwizdku świadczyły też o tym, że jest szalenie ambitny. Myślę, że ta runda była dobra w jego wykonaniu, ale stać go na jeszcze więcej. Imponował też drugi Mateusz, czyli Abramowicz w bramce. Długo czekał na szansę, ale jak już wszedł między słupki, miejsca nie oddał i wiosną może być tak samo.

Kto pana najbardziej zawiódł?

- Kibice spodziewali się „armaty”. Będę jednak bronił Kacpra Przybyłki, bo wiemy jakie ma warunki fizyczne i potrzebuje dogranych piłek, a miał ich za mało. Oczywiście, miał też kilka okazji, które powinien wykorzystać, ale czas pracuje dla niego. Jak przepracuje zimowy okres przygotowawczy z drużyną to „odpali”, bo Odra będzie wypracowywała więcej sytuacji, a Kacper będzie miał pole do popisu.

Rozmawiał Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się