Jest dobrze, jest znakomicie

LIGOWIEC - Michał Zichlarz

Gwarki dopiero się rozpoczną, jeszcze czas, Barbórka dopiero 4 grudnia, ale likwidowana przez obecny rząd górnicza brać już teraz, w połowie października, ma choć chwilę radości i satysfakcji. Oto Górnik, zeszłoroczny niespodziewany wicemistrz Polski i zdobywca – po 54 latach – Pucharu Polski, jest na czele ligowej tabeli!

Jasne, podobna sytuacja była przecież przed rokiem, kiedy zespół trenera Michala Gasparika liderował w tej fazie rozgrywek, żeby na finiszu pierwszej części sezonu 2025/26, po słabych występach w Radomiu i Gdańsku na przełomie listopada i grudnia, gdzie w dwóch meczach stracił aż dziewięć goli, dać się wyprzedzić Wiśle Płock. Teraz taka sytuacja nie powinna się wydarzyć, bo raz, że kadra lidera ekstraklasy wydaje się nie tyle może lepsza, ile liczniejsza i bardziej wyrównana niż w poprzednim roku. Wszystko po części było budowane pod europejskie puchary, których w Zabrzu jesienią niestety nie ma. Dwa - większe doświadczenie z ekstraklasy ma Michal Gasparik. Słowacki szkoleniowiec doskonale zawiaduje prowadzonym przez siebie zespołem, a efekty tego widać po zerknięciu na ligową tabelę, gdzie po dziesięciu grach ma już aż 25 punktów.

Toż przecież na koniec zeszłego roku, kiedy Górnikom tak znakomicie szło, a liga zakończyła granie w grudniu, mieli ledwie o pięć punktów więcej niż teraz, bo 30, a wszystko po 18 grach! Teraz tych oczek jest już 25.

Zeszłoroczny sezon był jednak z wielu powodów szalony. Wtedy pierwsze w tabeli Wisłę Płock i Górnika od ostatniej w tabeli Legii, która miała 19 punktów, dzieliło po pierwszej rundzie ledwie jedenaście punktów. Na spadkowym, 16. miejscu zimowała GieKSa, która, jak wiemy, potem wywalczyła miejsce w europejskich pucharach. Zresztą skutecznie grającym wiosną pod wodzą Marka Papszuna legionistom też niewiele do tego zabrakło.

Teraz różnice w tabeli są już konkretne, olbrzymie. Będący na ostatnim miejscu w tej części rozgrywek Raków, który przecież też ma swoje ambicje, nie ma żadnych szans na włączenie się do walki o puchary na koniec sezonu (oczywiście jest jeszcze Puchar Polski). Po ledwie dziesięciu kolejkach Częstochowianie tracą do lidera aż 22 punkty. To punktowy kosmos, nie do nadrobienia w realiach ekstraklasy.

Górnik notuje znakomity start sezonu, podobnie jak przykładowo wielka Wisła Kraków w pierwszej dekadzie tego wieku, która po dziesięciu kolejkach jesienią 2004 i 2007 roku miała na tym etapie rozgrywek nawet o punkt więcej, bo aż 26 oczek. Identyczny bilans - osiem wygranych, jeden remis i jedna porażka - miała Legia jesienią 1970, Lech jesienią 1992 i Widzew Franciszka Smudy w pierwszych miesiącach rozgrywek 1995/96. Co łączy te zespoły? To, że na koniec zdobywały upragnione mistrzostwo Polski, choć był jeden wyjątek – na koniec rozgrywek 1970/71 to nie legioniści, którzy tak świetnie wystartowali, zostali najlepsi, a… Górnicy! Legia była wtedy tylko druga.

Obecny znakomity wynik Górnika, czyli osiem wygranych, jeden remis i jedna porażka to – posiłkując się danymi z portalu Transfermarkt, który obejmuje ekstraklasę od wspomnianego 1970 roku – wynik plasujący zespół na miejscach 6–11 w tym zestawieniu. Jest dobrze, znakomicie, ale rywale też nie śpią, a taki Lech ma jeszcze, trzeba pamiętać, w zanadrzu zaległe spotkanie z Wisłą w Płocku (17 grudnia).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się