Jej pierwszy tytuł
Maja Chwalińska w półfinale pokonała Igę Świątek, w finale Sonay Kartal i wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan.
Rozpoczęty w Paryżu piękny sen Mai Chwalińskiej wciąż trwa... Fot. PressFocus.pl
TENIS
Przed tegorocznym French Open Maja Chwalińska nie miała na koncie żadnej wygranej z tenisistką z top 60 rankingu. Przez ostatnie pół roku odniosła ich 13, w tym siedem z rywalkami z top 30. Zdobytym pierwszym w karierze tytułem w Wuhan doskonale pokazała, że czerwcowy paryski finał – przegrany z Rosjanką Mirrą Andriejewą – był czymś więcej niż jednorazową sensacją.
Turnieje rangi 1000 prestiżem ustępują tylko Wielkim Szlemom. Impreza w Wuhan rozgrywana jest od 2014 roku, a wcześniej wygrywały ją zawodniczki dużego kalibru. Trzy triumfy ma Białorusinka Aryna Sabalenka, dwa Czeszka Petra Kvitova, a po jednym Amerykanki Venus Williams i Coco Gauff oraz Francuzka Caroline Garcia. Do tego grona dołączyła 25-letnia Maja Chwalińska.
Wygrała z nie byle kim
Szacunek budzi, jakie rywalki Chwalińska pokonała w drodze do finału. Od 1/8 finału wygrała z 11. w rankingu Amerykanką Ivą Jovic, Greczynką Marią Sakkari, a w sobotnim półfinale z Igą Świątek 7:5, 6:1, z którą oficjalnie grała raz, w Sztokholmie 3 listopada 2016 roku. Zwyciężyła wówczas Świątek – 6:2, 6:3.
W Wuhan pierwszy set był bardzo zacięty. Większość gemów rozgrywana była na przewagi i w efekcie set trwał prawie półtorej godziny. Były w nim dwa punkty zwrotne. Najpierw Świątek od stanu 2:3 wygrała trzy gemy z rzędu. W kolejnym prowadziła przy własnym serwisie już 40-15, co oznaczało dwie piłki setowe. Skończyć partii jednak nie zdołała i inicjatywę przejęła Chwalińska.
Zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała od wyniku 5:3 dla Świątek wygrała 10 z kolejnych 11 gemów. Prawdopodobnie na tak duże obniżenie poziomu przez sześciokrotną mistrzynię wielkoszlemową wpływ miał jej problem z mięśniem lewego uda. Gdy przegrywała 5:6, poprosiła o przerwę medyczną. Jej udo zostało zabandażowane, a w trakcie zabiegów widać było łzy w oczach zawodniczki. Ambitnie jednak dokończyła spotkanie, choć emocji w drugim secie nie było.
Chwalińska kontynuowała solidną grę, a widząc problemy rywalki, sama zaczęła grać agresywniej. W drugim secie popełniła tylko jeden niewymuszony błąd (w całym meczu siedem) i miała 11 zagrań wygrywających. W znacznie dłuższym pierwszym secie zanotowała osiem winnerów. Świątek w całym spotkaniu zanotowała 37 zagrań wygrywających i 33 niewymuszone błędy.
Świątek sobotnią porażką bardzo zmniejszyła swoje szanse na występ w WTA Finals dla ośmiu najlepszych zawodniczek sezonu. Zostało już tylko jedno wolne miejsce i walczy o nie z Karoliną Muchovą. Do Czeszki traci 546 punktów, a maksymalnie do zdobycia pozostało 1000, za dwa turnieje rangi 500 – rozpoczynający się już w poniedziałek w Ningbo i tydzień później w Osace.
Z każdym setem lepiej
W niedzielnym finale Chwalińska pokonała Brytyjkę Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2. To pierwszy tytuł Polki w cyklu WTA, a w poniedziałek awansuje na 11. miejsce w rankingu światowym. Awans zanotuje także jej rywalka. Jeszcze niedawno zajmowała dopiero 170. miejsce, bo większość obecnego sezonu straciła z powodu kontuzji. Teraz wskoczy na 50. miejsce.
Obie tenisistki grały ze sobą po raz pierwszy. Otwierający set należał do Kartal. Chwalińska miała problem z serwisem i po kilkunastu minutach przegrywała 1:4. Słynąca z solidnej gry Polka popełniała też sporo niewymuszonych błędów. Łącznie w pierwszym secie miała ich 10, wobec sześciu rywalki i dość gładko przegrała go 2:6.
W drugiej partii zawodniczka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała poprawiła się praktycznie w każdym aspekcie, ale początkowo wciąż lepiej prezentowała się Brytyjka. Pierwszy gem trwał 10 minut, a Chwalińska nie wykorzystała w nim trzech break pointów. Chwilę później dała się przełamać i pierwszy tytuł wydawał się oddalać. Polka z minuty na minutę grała jednak coraz lepiej. Szybko wyrównała na 2:2, a od stanu 4:4 wygrała dwa gemy z rzędu, co oznaczało zwycięstwo w secie.
Początek trzeciego był zupełnie inny niż dwa wcześniejsze, obie bowiem w czterech pierwszych gemach dość pewnie utrzymywały serwis. Później jednak wydarzenia na korcie zdominowała Chwalińska. Podopieczna czeskiego trenera Jaroslava Machovsky'ego raz po raz nękała rywalkę swoją popisową kombinacją skrótów i lobów. Kartal próbowała szybciej kończyć wymiany, ale coraz bardziej zmęczona nie była już tak precyzyjna. W ostatnim secie zanotowała osiem zagrań wygrywających, wobec 14 niewymuszonych błędów. Chwalińska miała w nim sześć „winnerów” i pięć niewymuszonych błędów. Spotkanie ostatecznie trwało aż dwie godziny i 43 minuty. Bardzo długi był ostatni gem, w którym Chwalińska wykorzystała trzecią piłkę meczową, a wcześniej obroniła trzy break pointy.
Miała być „setka”...
Maja Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku w Miechowie, ale wychowywała się w Dąbrowie Górniczej, gdzie zaczęła przygodę z tenisem. Od 2020 roku mieszka w Bielsku-Białej.
Od Świątek jest młodsza o niespełna pół roku. W czasach juniorskich ich drogi były mocno związane. Razem zdobyły tytuł najlepszej drużyny globu do lat 16, w 2017 roku dotarły wspólnie do finału debla w juniorskim Australian Open. Przyjaźnią się do dziś, o czym można było się przekonać choćby w sobotę, gdy serdecznie się wyściskały po półfinałowym pojedynku.
Teraz ich sportowe drogi znowu się złączyły i zaczęły przeplatać, ale wcześniej mocno się rozjechały. W 2020 roku Świątek sensacyjnie wygrała French Open, a Chwalińska, uważana za zbyt niską, aby odnieść sukces w tenisie, znalazła się na zakręcie. Kontuzja nadgarstka, brak wiary w siebie, aż w końcu zdiagnozowana depresja. W czerwcu 2021 roku oficjalnie poinformowała o swoich problemach i zawieszeniu kariery.
- Sama przerwa nie była najgorsza. Najtrudniejszy był czas tuż przed nią. Próbowałam być twarda i zmuszać się do treningów, ale doszłam do momentu, w którym nie mogłam wstać z łóżka. Potrzebowałam przerwy, bo po prostu nie byłam w stanie tak żyć. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam wtedy, czy kiedykolwiek wrócę do tenisa – wspomniała ten trudny czas.
Karierę wznowiła po kilku miesiącach. Latem 2022 roku przebrnęła kwalifikacje do Wimbledonu i zaliczyła wielkoszlemowy debiut. W drugiej rundzie, po trzysetowym meczu, przegrała z rozstawioną z numerem 28. Amerykanką Alison Riske. Wydawało się, że wszystko zaczyna iść po jej myśli. Wkrótce jednak czekała ją kolejna przerwa – tym razem półroczna z powodu kontuzji kolana.
Tak na dobrą sprawę dopiero sezon 2024 był tym, w którym zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała mogła bez większych problemów rywalizować. Zwieńczyła go pierwszym tytułem w imprezie WTA 125, gdy w grudniu okazała się najlepsza w brazylijskim Florianopolis. We wrześniu 2025 roku wygrała kolejne zawody tej rangi – w szwajcarskim Montreux, a w kwietniu tego roku w portugalskim Oeiras. Wszystkie te turnieje rozgrywane były na kortach ziemnych, podobnie jak French Open, którego w tym roku była prawdziwym objawieniem.
Zaczęła od kwalifikacji, wygrała łącznie dziewięć spotkań, docierając aż do wielkiego finału, w którym zmęczona prawie trzytygodniową batalią nie sprostała silniejszej fizycznie Andriejewej. Zyskała jednak sympatię kibiców i uznanie ekspertów urozmaiconą, techniczną, nieco już zapomnianą grą oraz tenisową inteligencją. Przesunęła się z 114. na 21. lokatę w klasyfikacji tenisistek, czym otworzyła sobie drzwi do innego, lepszego sportowego świata.
Kłopoty zdrowotne nie opuściły jej jednak na dobre, o czym przekonała się w 1. rundzie tegorocznego Wimbledonu, do którego dostała od organizatorów „dziką kartę”. Przy stanie 6:2, 5:3 w meczu z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii Polka poślizgnęła się na korcie przy piłce meczowej, później musiała skorzystać z pomocy medycznej, która nie pomogła na tyle, by była w stanie normalnie grać. Wróciła na kort po miesięcznej przerwie, ale dopiero w drugiej połowie września w Singapurze, gdzie dotarła do półfinału, wróciła na wysoki poziom.
Po wygranej w Chinach Maja Chwalińska będzie mogła określić rok 2026 jako przełomowy w jej karierze. Zachowująca dystans do sukcesów i popularności oraz ostrożność w prognozach mówiła niedawno, że celem na ten sezon był awans do grona najlepszych... stu tenisistek globu. Teraz jest u bram czołowej dziesiątki...
Wyniki turnieju w Wuhan.
Półfinały: Maja Chwalińska (16) - Iga Świątek (7) 7:5, 6:1, Sonay Kartal (W. Brytania) - Jelena Ostapenko (Łotwa) 7:6 (11-9), 7:6 (7-5); FINAŁ: Chwalińska – Kartal 2:6, 6:4, 6:2.
5 POLKĄ, która wygrała turniej z cyklu WTA Tour, została Maja Chwalińska. Najwięcej – 26 tytułów – ma na koncie Iga Świątek. Agnieszka Radwańska odniosła 20 turniejowych zwycięstw, Magda Linette – trzy, a Magdalena Fręch – jedno.
(awa)
◼ Zagrają w Ningbo
Katarzyna Kawa awansowała do głównej drabinki turnieju WTA 500 w chińskim Ningbo, mimo że w kwalifikacjach nie rozegrała żadnego pełnego meczu. W pierwszej rundzie kwalifikacji zajmująca 127. miejsce w światowym rankingu Polka wygrała pierwszego seta z Katie Volynets 6:1, w drugim Amerykanka prowadziła 4:3, lecz poddała mecz z powodu kontuzji. W niedzielę sytuacja się powtórzyła w pojedynku z najwyżej rozstawioną w kwalifikacjach, 42. w zestawieniu WTA Darią Snigur. Ukrainka skreczowała przy wysokim prowadzeniu Kawy 6:1, 2:0.
W sobotę nie dokończyła gry Magdalena Fręch, schodząc z kortu przy stanie 4:6, 1:0 w meczu z Chinką Han Shi.
W rozpoczynających się w poniedziałek zawodach w Ningbo Iga Świątek rozpocznie grę od drugiej rundy z Czeszką Marie Bouzkovą. Maja Chwalińska
w pierwszej zmierzy się z zawodniczką z kwalifikacji.
◼ Hiszpański finał
Alejandro Davidovich Fokina wygrał turniej ATP Masters 1000 na twardych kortach w Szanghaju. Hiszpan, który w 1/8 finału wyeliminował Huberta Hurkacza, pokonał w niedzielę rodaka Rafaela Jodara 1:6, 7:6 (7-5), 6:4.
(a)
