Jeden zadowolony
◼ KONRAD DĄBROWSKI ◼ ERYK GOCZAŁ ◼ MAREK GOCZAŁ ◼ MICHAŁ GOCZAŁ
◼ KONRAD DĄBROWSKI
Z ręką się zbyt wiele nie zmieniło, znowu jechałem na środkach przeciwbólowych. Bolała, ale do mety dojechałem. Pogodziłem się z tym, że raczej ten ból mnie już nie opuści do końca tego Dakaru, ale jest do przeżycia. Generalnie jestem zadowolony, bo tak wysoko jeszcze nigdy nie byłem. Jak się uda być w pierwszej „10”, to będę bardzo szczęśliwy, ale ten rezultat też chciałbym dowieźć. Będę szanował ten wynik. Tak mi radzi tata, a przyszedł jeszcze Jacek Czachor (obaj są wielokrotnymi uczestnikami Dakaru) i powiedział to samo. Dlatego, jak w kolejnych dniach będę czuł, że gdzieś jest bardzo niebezpiecznie, to nie będę szalał!
◼ ERYK GOCZAŁ
To był bardzo bolesny etap. W czasie wolnego dnia wymieniliśmy bardzo dużo części auta, łącznie z amortyzatorami. I coś chyba nie zadziałało przy wymianie albo nowy komplet amortyzatorów ma jakąś wadę, bo cały dzień auto jechało jak pustak. Dobrze że dotarliśmy do mety. Musimy zmienić amortyzatory na te, które mieliśmy wcześniej.
◼ MAREK GOCZAŁ
Etap był bardzo długi. Taki „gaz do dechy”, na odwagę, a ja akurat tego nie lubię. Chyba też mieliśmy za małe ciśnienie w oponach...
◼ MICHAŁ GOCZAŁ
Nie był to dla nas dobry etap. Gdzieś na 180 kilometrów do mety straciliśmy przekładnię kierowniczą, więc ręce trochę bolą. To dziwne, bo w sobotę założyliśmy nową i ta część powinna wytrzymać 10 tysięcy kilometrów, a nie wytrzymuje... 250, a przejazd mieliśmy czysty, w nic nie uderzyliśmy.
