Janek błędu w selekcji nie zrobi
Rozmowa z Henrykiem Kasperczakiem, medalistą MŚ i igrzysk olimpijskich, byłym selekcjonerem m.in. reprezentacji Tunezji
Fot. Krzysztof Porebski/ PressFocus
Tydzień temu los wskazał nam potencjalnych rywali grupowych w finałach MŚ 2026: Tunezję, Holandię i Japonię...
- Losowanie... to tylko losowanie – trzeba je przyjąć do wiadomości. Pamiętam rok 1974, kiedy „wpadliśmy” do grupy z Argentyną i Włochami – niewielu dawało nam szanse, a myśmy dali sobie z nimi radę, a potem do półfinału i do trzeciego miejsca w świecie doszliśmy, więc najlepiej po prostu robić swoje.
Znowu czeka nas bój z Holendrami!
- I z tego powodu uważam to losowanie za sprzyjające. Mogliśmy z koszyka 1 trafić na mocniejszego rywala. Tymczasem trafiamy na Holandię, z którą – co pokazała drużyna Janka Urbana – możemy walczyć nawet o zwycięstwo. Znów się odwołam do mojej boiskowej przeszłości. Tydzień przed meczem na Wembley, który dał nam przepustkę na mundial '74, zagraliśmy z Holendrami towarzysko na wyjeździe. Oni wtedy też mieli świetnych zawodników, a zespoły klubowe znaczyły w europejskich pucharach dużo więcej niż obecnie, a myśmy wtedy zremisowali tam 1:1. To jest bardzo niedoceniany mecz w historii naszej piłki: on dał nam kopa motywacyjnego przed wylotem do Londynu. Wiarę, że możemy walczyć ze wszystkimi wielkimi jak równy z równym.
W grupie jest także bliska zapewne pańskiemu sercu Tunezja. Bardzo się zmienił tunezyjski futbol od czasu pańskich dwóch przygód z reprezentacją tego kraju?
- W piłce w każdym kraju są okresy generacji, które dają kibicom większą niż zazwyczaj satysfakcję. Ja na takie trafiałem. Dziś Tunezyjczycy to przede wszystkim zespołowość. Mają – moim zdaniem – bardzo dojrzałą drużynę, złożoną z bardzo ambitnych zawodników, wśród których jednak próżno szukać wielkich gwiazd; piłkarzy grających w wielkich klubach. Generalnie Tunezja – jako kraj – przeżywa w tej chwili problemy gospodarcze, ekonomiczne.
Generalnie natomiast piłka w krajach północnej Afryki zrobiła znaczący krok w przód – zgodzi się pan z tym?
- Owszem. Dynamiczniej niż w Tunezji rozwija się piłka w Algierii, natomiast absolutnie cudowne rzeczy robią w tej chwili Marokańczycy. Mają teraz jedną z najlepszych reprezentacji na kontynencie – obok Senegalu oczywiście. Na Senegalczyków lepiej w tej chwili nie trafić (śmiech), ale postęp futbolu marokańskiego jest gigantyczny, a dowodem – niedawne mistrzostwo świata dwudziestolatków.
Rozmawiamy sobie o przyszłorocznym mundialu i grupie, do której nas dolosowano, ale najpierw musimy przejść marcowe baraże!
- No właśnie. Idźmy krok po kroku. Jak powiedziałem – róbmy swoje.
Jakie są pańskie prognozy na baraże?
- Na pewno wszystkie drużyny w naszej ścieżce są w naszym zasięgu, ale nie mam wątpliwości, że już pierwszy mecz – niezależnie od faktu, że zagramy go u siebie – będzie trudny. Albańczycy w ostatnich latach zrobili wielki postęp, i wciąż idą do przodu.
Jeśli pokonamy Albanię, czeka na nas zwycięzca meczu Ukrainy ze Szwecją. Kogo pan by wolał?
- W tym momencie Szwedzi wydają się pogrążeni w kryzysie. Sprawiają wrażenie drużyny łatwej do ogrania, ale w futbolu cztery miesiące – a niemal tyle dzieli nas od baraży – to długi czas. Zresztą gdyby udało się im w półfinale wygrać z Ukrainą, pewnie dostaliby duży zastrzyk motywacji. Na dodatek mieliby w finale atut własnego boiska.
Rozmawiamy głównie o rywalach, tymczasem po rewolucji – mam na myśli przede wszystkim nowego selekcjonera – są tej jesieni także Biało-czerwoni. Podoba się panu gra zespołu pod skrzydłami Jana Urbana?
- Powiem krótko: idźmy w tym kierunku! Widzę, że Jasiu ma świetne wyczucie co do formy zawodników. Potrafi wykorzystać ich dobre momenty w klubach, okresy wysokiej dyspozycji. Choć trudno w naszej reprezentacyjnej piłce mówić o nadmiarze bogactwa, udało się obecnemu selekcjonerowi stworzyć konkurencję w walce o pierwszą jedenastkę w kadrze, a konkurencja zawsze prowadzi do podwyższenia poziomu. Widać to zresztą po wynikach. Interesujących – rzekłbym, podnoszących na duchu polskich kibiców. Nadzieja jest, perspektywy są optymistyczne. Najważniejsze, by kadrowicze byli zdrowi i grali w swych klubach – wtedy i o ich reprezentacyjną formę będę spokojny, a Janek w selekcji i ustawieniu zespołu na pewno błędu nie zrobi.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Fot. Mateusz Sobczak/ Press Focus
