Jaki prezes, taka drużyna
Wisła była jesienią jak Jarosław Królewski – do bólu nieprzewidywalna. I płaci za to wysoką cenę.
Kazimierz Moskal miał dostać dwa lata, a nie przepracował nawet czterech miesięcy...
Deser, który odbił się czkawką
Europejskie puchary były nagrodą, wykwintnym deserem za zdobycie Pucharu Polski, ale nie ułatwiły walki w lidze. Po nieudanym eksperymencie, czyli zatrudnieniu w 2024 roku Hiszpana Alberta Rude, latem Wisła znów sięgnęła po Polaka. Do tego była to klubowa legenda, Kazimierz Moskal, który świetnie reprezentował „Białą gwiazdę” na boisku, ale do trenerskich przygód nie miał szczęścia. Ten ruch popierała też zdecydowana większość kibiców, którzy „Kazika” widzieli przy Reymonta już zimą. Decyzję broniła też przeszłość szkoleniowca, który miał już na koncie awanse do ekstraklasy. W Wiśle dostał dwuletni kontrakt i nie miał od razu wydostać się z 1. ligi, choć taki scenariusz oczywiście byłby mile widziany. Pod jego wodzą zespół godnie, lepiej niż się spodziewano, zaprezentowała się w Europie. W lidze było tak sobie, bo nie było wieleczasu na trenowanie. Pojawiły się kontuzje Kacpra Dudy i Josepha Colleya, piłkarze dołączali do zespołu w trakcie przygotowań i rozgrywek. Moskal został zwolniony w ramach większej czystki, którą właściciel i prezes postanowił zrobić po wizycie... w Sewilli. W czasie konferencji, jak mówił, zainspirował się działaniami najlepszych klubów w Europie.
Królewski musiał to wiedzieć
Nic dziwnego, że trener czuł ogromne rozgoryczenie. – Powiem to pierwszy raz, choć byłem kilka razy w takich sytuacjach. W takich chwilach mam naprawdę dosyć. Może trzeba zająć się czymś innym, na przykład wyjechać w Bieszczady? – powiedział szkoleniowiec w programie „1. liga raport” na kanale Meczyki. Królewski wielokrotnie krytykował... szybkie zwalnianie trenerów, a sam wyrzucił Moskala po nieco ponad kwartale, po weekendzie, w którym drużyna nie rozegrała meczu, bo Dolny Śląsk nawiedziła powódź. Potem właściciel i prezes przyznał, że wizje jego i Moskala były inne, a nie chciał postępować wbrew sobie. Oczywiście, że były inne, bo trener nie jest tak zapatrzony w dane i sztuczną inteligencję. Wiedzieli to wszyscy, którzy choć trochę znali Moskala i jego styl pracy. Po co w takim razie Królewski wziął go do Wisły? By mieć chwilę spokoju, bo sięgnął po człowieka, który cieszył się szacunkiem kibiców? Tego nie wiemy, za to zdaniem wielu Moskal został mocno skrzywdzony.
Michał Knura
