Jakbyś był prezydentem

Okiem Sylwestra Kurka

Sylwester Kurek

Jesteśmy w Brazylii i opowiadamy o tutejszym niezwykłym futbolu z Sylwestrem Kurkiem, szefem klubu Brasil Czekanów. Wnuk Pelego, Gabriel, zaprosił go do Brazylii, gdy dowiedział się o jego pasji. To dla Kurka spełnienie marzeń. Codziennie opowiada o wrażeniach z pobytu.

- Ligowy mecz Santosu z Recife to dla mnie spełnienie marzeń. Nigdy na takim spotkaniu nie byłem i pewnie już nie będę. To trzeba poczuć, atmosfera przedmeczowa, meczowa, pomeczowa - zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wręcz łezka w oku się zakręciła! Każdemu człowiekowi, który kocha piłkę - życzę z serdecznością takich przeżyć. 

Poziom? Santos i Recife to obecnie jedne z najsłabszych drużyn w lidze brazylijskiej, to był mecz na dole tabeli, o utrzymanie. Uważam, że kilku zawodników - pojedyncze postaci - mogłyby zaistnieć w europejskim, czy polskim futbolu klubowym. Większość nie wyróżniała się jednak niczym specjalnym. Najlepsze polskie drużyny byłyby w stanie z nimi powalczyć, choć zapewne ciężko byłoby się im odnaleźć, jeśli chodzi o... zachowania boiskowe, taktyczne. Oglądałem ten mecz okiem zarówno trenera, jak i kibica, więc odczucia są różne. Wszystko wygląda inaczej niż w Polsce. Z punktu widzenia trenera: tu właściwie taktyki nie ma, idzie na drugi plan. Grają sobie na luzie, choć twardo. Dają więcej z siebie, jeśli chodzi o indywidualne popisy, chęć pokazania się kibicom. Neymar pokazał, jak można się bawić, a przy tym pięknie grać. Jego zagrania były najwyższej próby. Wszyscy piszą: Neymar wrócił. Uważam, że pozamykał tym meczem usta dziennikarzom, jego gra była wręcz fascynująca. Przewagę niesamowitą robił dzieciak, syn Robinho, czyli Robinho junior. Niecałe 18 lat, wszedł na boisko i... wirtuoz. Człowiek, który przekonał mnie do siebie właściwie od razu, po pięciu minutach gry. Gra jak Yamal: lewa noga, ustawienie, ciąg na bramkę. On nie waha się, nie czeka, nie ogląda na taktykę. Na pewno o nim jeszcze usłyszymy. Robi to, co uważa za słuszne i... nikt mu w tym nie przeszkadza. U nas byłoby na pewno hamowanie jego zapędów, tłumaczenie, że musi grać więcej dla drużyny. „Po co to robisz? Odegraj, wyjdź na pozycję"... A tu pozwalają mu samemu decydować. Inny piłkarz, który zrobił na mnie wrażenie, to Souza, lewy obrońca z numerem 33 - świetny w destrukcji, ale robiący też różnicę w ataku. O nim na pewno też jeszcze usłyszymy.

Jako kibic uważam, że spełniło się moje marzenie. Korzystam na tym, że zaprosiła mnie rodzina Pelego. Mogłem oglądać to widowisko z jego loży. Czujesz się tam jak ktoś wyjątkowy, jak gość specjalny, możesz poczuć się wręcz prezydentem! Wszyscy kiwali, machali. Jako skromny człowiek czułem się z tym dziwnie, odmachując (uśmiech). Ważne: tutaj ludzie chodzą na mecze, żeby oglądać futbol. To jest najważniejsze. U nas kibice przychodzą czasami, żeby się wyżyć, coś zademonstrować, choćby negatywne emocje. Tutaj w dniu meczu nim się po prostu żyje. Co ważne: tutaj kibice znają się na piłce, rozumieją ją, wiedzą w którym momencie klaskać, w którym gwizdać, w którym kibicować. W Europie, przypuszczam, nie ma takich nigdzie. Nawet na Bałkanach (uśmiech)...

Not. pacz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się