Jak zostałem południowcem
Kiedy wieczór wkracza w noc, do akcji przystępują Biało-czerwoni.
Mecz kobiecej reprezentacji w Sosnowcu, który zaczynał się o 20.45, obejrzało ledwie 800 widzów... Fot. Kosz Kadra
RZUT ZZA BOISKA
Zawsze zazdrościłem południowcom – przede wszystkim słońca, dobrej pogody przez większość roku, sjesty, spokojniejszego trybu życia. Hiszpania, Portugalia, Grecja, Włochy, Chorwacja – tam czas płynie wolniej, ludzie rzadziej patrzą na zegarki, cieszą się życiem. Spokojny początek dnia w kawiarni, popołudniowy odpoczynek, wreszcie wieczór na jakimś meczu czy koncercie.
Okazuje się, że marzenia czasami się spełniają. Polski Związek Koszykówki postanowił... przenieść nas na południe. Może nie tak dosłownie, ale na tyle, na ile mógł, zmieniając godziny meczów na te znane z okolic Morza Śródziemnego.
Najpierw na południe przeniesiono... Sosnowiec. Gdzieś w rejon Barcelony. Ubiegłotygodniowy mecz kobiecej reprezentacji Biało-czerwonych z Cyprem rozpoczynał się tuż przed godziną 21, gdy na południu Europy zaczyna się prawdziwe wieczorne życie... Pomyślałem, że to pewnie jakiś odgórny nakaz światowej federacji i dlatego wszystkie ekipy muszą grać o podobnej godzinie. Sprawdziłem, ale raczej nic z tych rzeczy. W Rydze na Łotwie grali o godzinie 17, w norweskim Bergen o 18, tak samo w Slavonskim Brodzie w Chorwacji, nawet Portugalki w Barreiro zaczynały mecz z Islandią o godzinie 19! Ostatni mecz tej kolejki odbywał się w Sosnowcu... Pomyślicie, że to przypadek.
Tymczasem w piątek w Gdyni inauguracyjny mecz naszych koszykarzy z Austriakami w kwalifikacjach mistrzostw świata rozpoczynał się też o 20.45! Słoweńcy swój mecz grali o 18, Grecy o 18.30, Chorwaci o 19, Niemcy o 19.30. Kiedy wieczór wkracza w noc, wtedy do akcji przystępują Biało-czerwoni. Nie mamy za wiele słońca, do tego plucha, gdzieniegdzie śnieg, ogólnie zimno i ponuro, nie możemy pozwolić sobie na popołudniową sjestę, więc chociaż godziny meczów pokrywają się z tymi, w których grają piłkarze Realu czy Barcelony...
Dobrze byłoby poznać nazwisko osoby, która ustala taki terminarz. Ostatnio do sprawy odniósł się trener Śląska Wrocław, Ainars Bagatskis. Łotysz był zniesmaczony, że zaraz po meczu pucharowym jego drużyna musiała zagrać spotkanie ligowe. – Przecież było tyle innych dni do wyboru. Nie rozumiem tego. Może osoba, która ustala taki terminarz, sama wybiegłaby na boisko? – zaproponował Łotysz.
Spec od terminarza na boisko raczej nie wybiegnie. On dopiero się rozkręca. Na przełomie grudnia i stycznia Śląsk trzykrotnie będzie musiał rozegrać mecze w odstępie dwóch dni!
Piotr Płatek
