Jak zmierzyć drugi poziom?
KOMENTARZ „SPORTU" - Mariusz Rajek
Trzydzieści tysięcy siedmiuset sześćdziesięciu sześciu. Tylu kibiców oglądało na stadionie przy Reymonta niedzielny mecz Wisły Kraków z Pogonią z Grodziska Mazowieckiego. To niewiele mniej niż cała populacja miasta rywali Białej Gwiazdy, ale nie o tym jest ten tekst. Od jakiegoś czasu zachwycamy się ekstraklasą, która notuje kolejne awanse w europejskim rankingu, obecnie stawiając naszą ligę na trzynastym miejscu na Starym Kontynencie. Progres to ogromny, biorąc pod uwagę, że jeszcze w pandemicznych czasach pałętaliśmy się pod koniec trzeciej dziesiątki.
Przy bezsprzecznym awansie i sukcesie naszej najwyższej klasy rozgrywkowej być może umyka nam nieco jeszcze większy sukces w porównaniu do punktu startowego, jaki zaliczyło jej zaplecze. Sukces 1. ligi jest wielowymiarowy i co oczywiste napędzany jakością klubów w niej występujących.
Ranking drugich klas rozgrywkowych w Europie nie jest prowadzony, ale na ryzyko autora Betclic 1. liga prawdopodobnie już teraz jest w najlepszej dziesiątce, a może nawet tuż za najlepszą piątką. Do 2. Bundesligi czy Championship wciąż oczywiście jeszcze nam bardzo daleko, aczkolwiek analogie z drugim poziomem naszych zachodnich sąsiadów mają już sens. Wisła Kraków jak HSV Hamburg, Ruch Chorzów jak Schalke, a Śląsk jak Hannover? Z zachowaniem wszelkich proporcji jak najbardziej tak. To wielkie firmy napędziły w ostatnich latach zainteresowanie (również w naszym kraju) drugim poziomem w Niemczech. Podobnie dzieje się nad Wisłą, gdzie nie tylko wspomniane kluby, ale również kilka innych pchnęło zainteresowanie zapleczem ekstraklasy niesamowicie do przodu. Wychodzące zresztą nawet poza skalę krajową, przecież krakowianie w poprzednim sezonie jako zdobywca Pucharu Polski dotarli do decydującej rundy kwalifikacjiLigi Konferencji. Nawet jeśli w końcu opuszczą zaplecze i powrócą do elity, istnieje szansa, że to, co wypracowali 1. lidze już z nią zostanie. Z korzyścią dla wszystkich.
