Jak tu nie chodzić na naszą ekstraklasę?!

CZADOBLOG - Paweł Czado

GieKSa vs. Legia - co to był za mecz! Oglądało się to świetnie. Widziałem, że mnóstwo ludzi było rozgrzanych z emocji! Tak naprawdę do zadowolenia kibicowskich mas potrzeba w mojej opinii zaledwie dwóch elementów:

a) zabójczego tempa, a na Nowej Bukowej takie było: piłkarze wirowali jak rozwścieczone bąki. Nie oszczędzali się, nie szukali wytchnienia. Publiczność natychmiast to wyczuła;

b) nieoglądanie się na wynik. Obie drużyny w każdym momencie  tego spotkania bardzo chciały zdobyć bramkę, a potem kolejną. Nie oglądały się na okoliczności. Grały do przodu, a jeśli do tyłu, to jedynie po to, żeby zaskoczyć rywala inaczej. Zaskakująco dużo było gry z pierwszej piłki.

"Nie" dla Fabiusza Kunktatora

To wystarczyło, żeby rozpalić publiczność, która na trybunach też dawała z siebie wszystko. Ta warszawska niepotrzebnie i zbyt często prowokowała nieprzystojnymi piosenkami, kilka razy doczekała się nieprzystojnego rewanżu. Obie strony "pozdrawiały" się wzajemnie wyzwiskami. Trudno uwierzyć, że w tym zestawie nie miałoby tak być do końca świata i jeden dzień dłużej. Tym razem na szczęście najważniejszy jednak był mecz, a nie jakieś tam oprawy więc od razu człowiekowi lepiej robiło się na duszy. 

W tym meczu nikt nikogo się nie bał, jedynie na rywala uważał. Piłkarze doskonale wiedzieli co robić. Fabiusz Kunktator, rzymski wódz z III w. p.n.e., gdyby pojawił się na trybunach z pewnością... nie lubiłby tego! To od jego przydomka (łac. zwlekający) pochodzi słowo "kunktatorstwo". Kunktator wolał ten perfidny styl walki, ale w starciu GKS-u z Legią nie uświadczyłby go za grosz (a właściwie za sestercję).

Remisowy w efekcie wynik wydaje się sprawiedliwy. Nie udało się przełamać fatalnej passy GieKSie, choć są różne opinie na ten temat.  Fatalnej passy względem stołecznej drużyny - ostatni raz Katowice wygrały w lidze z Legią aż ćwierć wieku temu! Trudno w to uwierzyć, ale taka prawda... Wtedy Katowice wygrały na wyjeździe z Legią po golach Tomasza Moskały i Moussy Yahayi, później zresztą zawodnika Legii. A potem w dziesięciu oficjalnych meczach był remis i dziewięć kolejnych zwycięstw warszawskiego klub! Po powrocie Katowic do ekstraklasy legioniści wygrali pewnie wszystkie trzy mecze, każdy co najmniej różnicą dwóch bramek. Czyli śląscy minimaliści przerwaną passę w tym jednak zobaczą: GieKSa nie przegrała. Maksymaliści tylko wzruszą ramionami. 

Dokładnie od czterdziestu lat oglądam  na stadionach mecze GKS-u Katowice z Legią Warszawa. Zawsze przynosiły mnóstwo emocji - już od pierwszego, jaki widziałem. Było to w 1986 roku: Legia przyjechała na Bukową prosto z Chin opromieniona zdobyciem Pucharu Wielkiego Muru Chińskiego po zwycięstwie z reprezentacją Chin. Akurat wprowadzono zasadę minusowego punktu za porażkę co najmniej trzema bramkami. No i CWKS przegrał 2:5! Pierwszego gola, strzelonego przez Krzysztofa Hetmańskiego po kilkudziesięciu sekundach nie widziałem. Ale drugiego - przez Marka Bieguna już tak. Wspominaliśmy to ostatnio przy okazji gali Złotych Buków, którą oglądaliśmy razem. Mecze z Legią, przyznać trzeba, prawie zawsze są ciekawe, tak było i tym razem. To się oglądało! Takie mecze sprawiają, że fani chcą jeszcze i jeszcze!

Guillermo pozdrawia

Ten mecz będę pamiętał jeszcze z jednego powodu. Kiedy czytacie te słowa jestem już w trakcie podróży do Ameryki Południowej, ruszyłem prosto z Nowej Bukowej. Klubowi działacze wręczyli mi pamiątkową koszulkę. Przekażę ją w Buenos Aires Guillermo Mario Coppoli - pierwszemu cudzoziemcowi w historii GieKSy. Guillermo niezmiennie pozdrawia!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się