Jak to dobrze, że wrócił Ivi

Po bramce Iviego Lopeza Raków doczekał się pierwszej wygranej na wiosnę. Paradoksalnie był to jednak najgorszy mecz Częstochowian pod wodzą Łukasza Tomczyka.

Piłkarze Rakowa mogli w sobotę cieszyć się z trzech punktów i... niczego więcej. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Niby zwycięzców się nie sądzi, lepiej brzydko wygrać niż ładnie zremisować, liczą się tylko trzy punkty etc. etc... Po meczu z ostatnią drużyną w tabeli przy Limanowskiego mają jednak nad czym myśleć. Na pewno Raków nie prezentuje się bowiem na miarę oczekiwań kibiców, właściciela czy samych zawodników i trenera.

Hiszpan zrobił różnicę

W największym uproszczeniu można napisać, że Raków przepchnął kolanem wygraną, bo w końcu miał Iviego Lopeza. Aż trudno uwierzyć, ale Hiszpan zagrał po raz pierwszy od 30 listopada i wygranego meczu z Arką w Gdyni (4:1). Wtedy jednak pojawił się na placu gry w drugiej połowie, zastępując Lamina Diaby-Fadigę. W podstawowym składzie Ivi zagrał po raz pierwszy od… 28 września, gdy Raków wygrał 1:0 w Łodzi z Widzewem. Król strzelców ekstraklasy z sezonu 2021/22 przez większość sezonu zmaga się z urazami, daleko mu do najlepszej formy, ale w sobotę i tak był najlepszym piłkarzem wicemistrzów Polski. Od pierwszych minut widać było jego wielki głód gry, chęć wchodzenia w pojedynki (dziewięć, w tym cztery wygrane) oraz zdobycia bramki. Udało się pod koniec pierwszej połowy, gdy wykorzystał wyjątkową niefrasobliwość zawodników Bruk-Betu, a można nawet powiedzieć, że Krzysztof Kubica głową idealnie wystawił mu piłkę. Hiszpanowi pozostało tylko uderzyć w długi róg i cieszyć się z trzeciego gola w sezonie (49. w ekstraklasie).

Obraz nędzy i rozpaczy

Wydawało się, że Raków – mając prowadzenie z ostatnią drużyną w tabeli –po zmianie stron pójdzie za ciosem, poszuka drugiej bramki, aby jak najszybciej zamknąć losy rywalizacji. Stało się jednak coś, co trudno logicznie wytłumaczyć. Częstochowianie od początku drugiej połowy wyglądali po prostu katastrofalnie. Popełniali ogrom prostych błędów, tracili piłkę w najprostszych sytuacjach, mieli problemy z celnym podaniem, o wyprowadzeniu akcji ofensywnej nawet nie wspominając. Dla drużyny Łukasza Tomczyka nie lada wyzwanie stanowiło nawet przekroczenie własnej połowy boiska! Patrząc całościowo, był to najgorszy mecz pod wodzą nowego szkoleniowca, ale zarazem pierwszy… wygrany. Wśród komentarzy na oficjalnym profilu Rakowa można było znaleźć nawet takie, które domagały się od szkoleniowca… oficjalnych przeprosin za drugą połowę meczu, co w obliczu zdobycia trzech punktów i znacznego awansu w tabeli brzmiało jednak dość groteskowo.

Rozwój potrzebuje czasu

– Pierwsza połowa bardzo dobra w naszym wykonaniu, mogliśmy prowadzić 3:0, mieliśmy sytuację za sytuacją i dobrą kontrolę. Druga połowa… musimy wymagać od siebie oczywiście więcej, ale po to trenujemy kompleksowo, żeby też dobrze bronić. To nam wychodzi, bo trzeci mecz z rzędu nie tracimy bramki. Rozwój potrzebuje czasu – bronił swojego zespołu na pomeczowej konferencji Łukasz Tomczyk, ale zapewne sam zdaje sobie sprawę, że klub z takimi aspiracjami nie może kolejny raz zagrać tak złej drugiej części spotkania. W niedzielę pierwsza poważna weryfikacja – mecz z Lechem w Poznaniu.

Bruk-Bet może mieć poczucie sporego niedosytu. Jednak brak doprowadzenia do remisu z tak słabo dysponowanym rywalem jak Raków po zmianie stron tylko potwierdził, że pozycja Niecieczan w tabeli nie jest przypadkowa. Mimo fragmentami naprawdę niezłej gry o jakąkolwiek wygraną będzie im niezwykle ciężko, bo gorzej od Rakowa nikt może już bowiem nie zagrać. – Do samego końca dążyliśmy do strzelenia bramki, bo wierzyliśmy, że nas na to stać. Szkoda, że nam się to nie udało – powiedział po meczu mocno przybity Marcin Brosz.


OCENA MECZU⭐ ⭐

◼ Raków Częstochowa – Bruk-Bet Termalika Nieciecza 1:0 (1:0)

1:0 – Ivi Lopez, 42 min (bez asysty)

RAKÓW: Zych 6 - Tudor 6, Racovitan 6, Mosór 5 – Ameyaw 5 (81. Ilenić niesklas.), Struski 6, Bulat 4, Silva 4 (61. Amorim 5) – Makuch 5 (61. Diaby-Fadiga 5), Ivi Lopez 7 (69. Rocha 4) - Brunes 4 (81. Pieńko niesklas.). Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Trelowski, Czeremski, Arsenić, Mircetić, Ojo, Brusberg.

BRUK-BET: Chovan 6 – Matysik 5, Kopacz 5, Putiwcew 4 (69. Guerrero 5) – Boboc 5 (82. Hilbrycht niesklas.), Ambrosiewcz 6, Strzałek 5 (46. Kurzawa 6), Wolski 5 – Kubica 5, Fassbender 5 (77. Jimenez niesklas.) – Durdov 4 (46. Zapolnik 5). Trener Marcin BROSZ. Rezerwowi: Mleczko, Biniek, Isik, Jakubik, Kasperkiewicz, Trubeha.

Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa) – 6. Asystenci Marcin Boniek (Warszawa) i Filip Sierant (Warszawa). Czas gry 95 min (47+48). Widzów 4806. Żółte kartki: Wolski (34, dyskusje), Kurzawa (61, faul), Kubica (79, faul).


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW  BRUK-BET
55 posiadanie piłki  45
4  strzały celne 5
5  strzały niecelne 15
4 rzuty rożne  6
0  spalone  1
10  faule  15
0  żółte kartki 3

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się