Jak Roberto Carlos
Fede Valverde poprowadził Real Madryt do zwycięstwa w półfinale Superpucharu Hiszpanii.
Tak wygląda bohater derbów Madrytu. Fot. PAP / EPA
HISZPANIA
Ostatnie derby Madrytu odbyły się 27 września. Minął już więc kwartał, ale był to mecz, o którym środowisko Realu nie zapomniało. Ekipa Xabiego Alonso po raz pierwszy za jego kadencji przekonała się wówczas o tym, że nie jest niezniszczalna. Poniosła klęskę. Przegrała 2:5 z Atletico, spisując się fatalnie.
Dlatego właśnie Królewscy byli podwójnie zmotywowani przed wczorajszym meczem z Los Colchoneros w półfinale Superpucharu Hiszpanii. Byli żądni zemsty. A chęć zwycięstwa do serca wziął sobie Fede Valverde. Urugwajczyk już w 2 minucie zapewnił Realowi prowadzenie. Zrobił to w nieprawdopodobnie ładny sposób. Ustawił piłkę kilkadziesiąt metrów przed polem karnym, żeby wykonać rzut wolny i bez zastanowienia oddał atomowy strzał. Piłka minęła mur z jego prawej strony, po czym zaczęła rotować się w stronę bramki. I choć bramkarz Jan Oblak miał futbolówkę na ręce, uderzenie było na tyle silne, że nie był w stanie go zatrzymać. Valverde wpisał się na listę strzelców w stylu do złudzenia przypominającym legendarnego gola Roberto Carlosa – byłego piłkarza Realu Madryt – w towarzyskim starciu Francja – Brazylia z 1997 roku. Różnica polegała na tym, że Brazylijczyk uderzał lewą nogą, a piłka minęła mur z jego lewej strony.
A na tym koncert Urugwajczyka się nie skończył. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0, a chwilę po zmianie stron sprawił, że Królewscy podwyższyli prowadzenie. Valverde popisał się idealnym podaniem do Rodrygo, Brazylijczyk znalazł się w sytuacji sam na sam i spokojnym uderzeniem pokonał Oblaka. Wydawało się, że Atletico jest na kolanach, że zemsta Królewskich się dokona, ale emocje w rywalizacji podtrzymał Alexander Sorloth. Norweg zaraz po trafieniu Rodrygo zmniejszył straty, zdobywając bramkę strzałem głową. 30-latek w tym sezonie strzelił siódmego gola, licząc wszystkie rozgrywki, a drugiego Realowi.
Sytuacja Realu zrobiła się niepewna, tym bardziej że w ostatnich minutach Xabi Alonso został zmuszony do dokonania dwóch zmian – musiał wprowadzić rezerwowych za dwóch obrońców: Raula Asencio i Antonio Ruedigera, bo obaj doznali kontuzji. A z uwagi na to, że z urazem walczy Eder Militao, Dean Huijsen dopiero powraca do pełni sił, podobnie zresztą jak David Alaba, na murawie zameldowali się dwaj lewi obrońcy: Ferland Mendy oraz Fran Garcia. Tym samym do końca meczu Real grał bez nominalnego środkowego defensora. Mimo tego wykazał się solidnością i utrzymał prowadzenie. W niedzielę Królewscy zmierzą się w finale z Barceloną.
Kacper Janoszka
Półfinał Superpucharu Hiszpanii
◼ Atletico Madryt – Real Madryt 1:2 (0:1)0:1 – Valverde (2, wolny), 0:2 – Rodrygo (55), 1:2 – Sorloth (58)
