Jak oni to robią?
Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk
Jest czwartek, późny wieczór. Patrzę na tabelę medalową igrzysk olimpijskich – w piątek siłą rzeczy uległa małej zmianie – i drapię się po głowie, pochylając się nad zamieszczonymi w niej liczbami. Przynajmniej niektórymi. Otóż, liderzy, Norwegowie zgromadzili 34 medale, w tym 16 złotych, 8 srebrnych i 10 brązowych. Za nimi „demograficzne” potęgi: USA z 27 medalami, Włochy z 26, Francja z 19. Tuż za nią o wiele uboższe pod względem liczby ludności Holandia – 16 krążków i Szwecja – 15.
Powie ktoś – dominacja Norwegów to nic nowego, w przybliżeniu tak było na wielu (wszystkich) poprzednich igrzyskach, więc czemu się tu dziwić i czym podniecać, tym bardziej że i my mamy swoje powody do dumy (czytaj: Kacpra Tomasiaka) i nasze 21. miejsce w medalowej tabeli nie powinno ani ranić, ani razić. W każdym razie przed rozpoczęciem igrzysk we Włoszech bralibyśmy taki bilans w ciemno.
Może jednak wypadałoby - zwłaszcza sobie - dać do myślenia. Według najnowszych danych jest w Norwegii 5,6 mln mieszkańców. W przybliżeniu Polaków jest 6 razy więcej, zatem z samej tylko statystyki można byłoby wysnuć wniosek, że o tyle większy winien być nasz dorobek, tyle tylko, że statystyka i życie to odległe od siebie galaktyki.
No więc dlatego trzeba zadać pytanie, dlaczego w Norwegii tak dobrze sobie ze sportem radzą... Choć (teoretycznie) nie powinni, bo powiadają, że im większy poziom dobrobytu, tym większa niechęć do wysiłku fizycznego. Oni - bogacze na tle innych krajów i narodów - temu zaprzeczają, a zaprzecza bodaj każdy z nich. I ten, co ma 5 lat, i ten, co ma 25, i ten, co ma 50, no i ten, co ma 75 albo i więcej. Ruch to w tym kraju sposób życia i bycia, a każdy lekarz powie, że nie ma na wiele chorób lepszego lekarstwa niż wysiłek fizyczny.
No dobra, ale to kategoria prozdrowotnej rekreacji. Natomiast by osiągać wybitne wyniki w sporcie, trzeba czegoś więcej. Nie tylko pasji i zamiłowania, lecz także systemu, który nie tylko wyselekcjonuje utalentowane jednostki, ale – przede wszystkim – doprowadzi je do szczytów. Moglibyśmy skoncentrować się na sportach zimowych, z takimi fenomenami jak Johannes Klaebo, który świętuje 5 złotych medali zdobytych we Włoszech i 10 złotych olimpijskich w ogóle. Za jego plecami plasują się biegaczka Marit Bjoergen i biathlonista Ole Bjoerndalen – oboje z ośmioma złotymi krążkami. Trójka Norwegów, a za nimi norweski peleton. Ale zima to nie wszystko. Norwegia nie tłucze medali w jednej dyscyplinie (jak - nie przymierzając - Węgrzy w kajakach), tylko idzie bardzo szerokim frontem.
Włosi, jak powszechnie wiadomo, zakochani na umór w piłce nożnej, muszą mieć głęboko w pamięci, jak dwukrotnie dostali od Norwegów bezlitosnego łupnia w eliminacjach do mundialu 2026 i w konsekwencji za miesiąc będą musieli się bić w barażach o prawo wyjazdu za ocean. Jeszcze świeższe bolesne doświadczenia musi mieć Inter Mediolan, który uległ 1:3 Bodo/Glimt w Lidze Mistrzów. Co tam Inter! A Manchester City, który niedawno doświadczył w Norwegii równie bolesnego lania?
Powtórzmy zatem: polski, choć nie tylko, światek sportu powinien codziennie zadawać sobie pytanie: jak oni to nad tymi fiordami robią, no i naciskać na rychłe i kompletne odpowiedzi. Choć warto byłoby dowiedzieć się i tego, czym się tam karmią i czym oddychają.
