Jak nie przegapić końca
MUCHA NIE ŚPI - Tomasz Mucha
Gdy się ocknąłem, Iga Świątek analizowała już zalety australijskiej kawy. Fot. Sydney Low/Cal Sport Media/SIPA USA / PressFocus
Oglądanie nocnych meczów z Australii to czasem wyzwanie. Przyznaję, po pierwszym jednostronnym secie Igi ze Słowaczką poczułem się tak znużony, że gdy się ocknąłem, Polka właśnie opowiadała na korcie o różnicach w kawie pomiędzy Sydney a Melbourne. Pomyślałem, że to jakiś odgrzewany kotlet z telewizyjnej puszki, ale jednak leciało na żywo. Mecz trwał 61 minut, ale nie jest rekordowo krótki w tegorocznym AO: Hiszpanka Badosa potrzebowała ledwie48 minut, by rozprawić się z Brytyjką Gibson. To prawie jak kiedyś z walkami Gołoty: kto się spóźnił pół minuty, mógł przegapić wszystko. Zaparzyłem kawę kupioną w Polsce, wystarczyło, by zdążyć na niespodziewanie rychły koniec meczu Hurkacza. Pewnie nie zasnąłbym, gdybym w czwartek wylądował na Margaret Court Arena, choć gdy wietnamsko-amerykański nastolatek Tien wyrzucał z imprezy faworyta Miedwiediewa, na miejscowych zegarkach była 2.55 nad ranem. Za trzy godziny miało wstać słońce. Spojrzałem za okno, poklepałem poduszkę, nastawiłem budzik na naszą 2.55, żeby czasem nie przegapić Polki...
