Jak najwięcej piłki w piłce

Rozmowa z Sylwestrem Kurkiem, prezesem klubu Brasil Czekanów, który na zaproszenie wnuka Pelego spędził tydzień w Brazylii

Sylwester Kurek z Gabrielem Arantesem, wnukiem Pelego. Fot. Paweł Czado

Pobyt w Brazylii był niezwykły. Nazbierał pan tu doświadczeń, przyglądał się, jak piłka wygląda u pięciokrotnych mistrzów świata. Co panu w tym kraju najbardziej się podobało?

– Co mnie zafascynowało? Chyba wszystko. Było wiele punktów programu tego pobytu, które wiele mnie nauczyły, dały do myślenia. Najpierw odwiedziliśmy Rogera Guerreiro, byłego reprezentanta Polski, który prowadzi w Sao Paulo szkółkę piłkarską. Analizujemy, jak wygląda praca z dziećmi, to mnie bardzo interesowało, chodzi o to, żebyśmy mogli w przyszłości wykorzystać to u siebie w szkoleniu. Wiele elementów jest podobnych do europejskiego szkolenia, jest jednak kilka drobnych niuansów, które decydują później o tym, że to nie my gramy w mistrzostwach świata o tytuł albo nie nasi zawodnicy są najlepszymi na świecie, takimi jak Neymar, Ronaldinho, Ronaldo czy kiedyś Pele. Rodzynki pojawiają się właśnie w takich akademiach jak u Rogera. Ci chłopcy niczym szczególnym się na początku nie wyróżniają, ale gdy wchodzą w grę, to widać ten entuzjazm, chęć wygrywania, ten taki spryt, chęć zdobywania bramek, wielu bramek! Cały czas prą do przodu, cały czas grają ofensywnie, właśnie to jest coś, czego nam brakuje, a Roger nas trochę wprowadził w aspekt tego rodzaju treningu. Zaprosiłem go do Polski, będzie u nas latem przyszłego roku. Będziemy chcieli, żeby poprowadził obóz w Polsce dla dzieci – wtedy wszyscy będą mogli się przekonać, dlaczego brazylijska piłka jest na takim poziomie, znacznie wyższym niż nasza.

Też chyba chodzi o to, żeby Brazylijczycy nie szkolili po europejsku, tylko po brazylijsku. Gdyby szkolili po europejsku, to po co europejskim klubom byliby Brazylijczycy, prawda? 

– Jako kibic sercem będący za Brazylią i za piłką brazylijską miałem przyjemność powiedzieć to właśnie na spotkaniu z trenerami i osobami związanymi z piłką nożną – tutaj w Brazylii. Życzyłem im, żeby nie uczyli się piłki w Europie, żeby to działało odwrotnie: żebyśmy my, jako Europejczycy, przyjeżdżali do nich i pobierali od nich lekcje, czerpali z ich szkolenia i wdrażali to u nas. Wtedy piłka nożna pozostanie piękną dyscypliną – taką, jaką my znamy i kochamy, a taktyka nie zabije tego piękna.

Przyjechaliśmy do Brazylii także dla Pelego, poznawaliśmy go i wspominali na różne sposoby. Zaczęło się od meczu ligowego Santos z Recife. To było niezwykłe spotkanie ze względów sportowych, bo wrócił Neymar i zagrał świetnie. Brazylijczycy mają nadzieję, że to on poprowadzi ich zespół do sukcesów w przyszłorocznych mistrzostwach świata. Otoczka wokółfutbolowa jest niezwykła, prawda?

– Santos jest pięknym miastem turystycznym, zadbanym, cudownym. Każdemu polecam.  Ale sam stadion mieści się w trochę uboższej dzielnicy. Tam życie zaczyna się dwie, trzy godziny przed meczem. Grille, pełne bary – czuć atmosferę podekscytowania świętem piłkarskim. Z racji tego, że byliśmy gośćmi Gabriela, wnuka Pelego, mieliśmy przyjemność pojawić się w loży należącej do jego rodziny.

To jest inna loża niż w europejskim rozumieniu tego słowa – z jednego zasadniczego powodu.

– Tak, to jest loża, gdzie... tylko ogląda się mecze. Tam nie ma jedzenia, nie ma alkoholu, nie ma napojów. To jedyna loża, która ma klimatyzację. Jest oszklona i w środku są skórzane siedzenia. Nie można wykupić tam miejsc, w przeciwieństwie do pozostałych, mniejszych lóż z plastikowymi siedzeniami, które są dla gości i klientów. A ta loża, w której my mieliśmy przyjemność być, jest dziedziczona. Tam nikt nie może usiąść, jeśli nie jest zaproszony przez rodzinę Pelego. Tam siedzą prezydenci, różni politycy oraz goście rodziny Pelego.

Bohaterem meczu był Neymar. Tu wszyscy na niego liczą, tu wszyscy na niego patrzą jak na boga. To jest książę! Jego wizerunek jest też w loży – jest król Pele i jest książę Neymar, który w meczu z Recife zagrał właśnie jak książę! Pobudził publiczność, pobudził w kolegach chęć wygrania tego meczu, bo Santos mocno walczy o utrzymanie się w lidze i ten mecz był bardzo ważny, może nawet decydujący. A Neymar pociągnął drużynę do zwycięstwa! Wszyscy o tym mówili przez kolejne dni. Dał ludziom nadzieję i radość. 

Reprezentacja Brazylii wyjedzie na mistrzostwa świata, ale po raz pierwszy od dawna nie będzie głównym faworytem. Czy źródełko talentów tu wysycha? 

– Nie, nie, nie! To źródełko nie wysycha i nie wyschnie chyba nigdy, dopóki tu pozostanie ta atmosfera i to wszystko, co widzieliśmy i mieli okazję poznać przez te kilka dni. Chyba wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego wszystkiego. Tyle że... boisk mają tu zbyt mało. Oni nie potrzebują dużych boisk, bo oni nie chcą biegać, oni chcą grać. Młodzi Brazylijczycy chcą mieć piłkę przy nodze, chodzi o to, żeby było jak najwięcej piłki w piłce. Często nie mają gdzie trenować, więc miejscowa młodzież przychodzi z miasta Santos grać na plażę. Robią na niej boiska, fajnie wyrównane i utwardzone, rysują linie, bramki stawiają i grają normalne rozgrywki ligowe. Oglądałem taki mecz na plaży i się zachwyciłem tymi zawodnikami – wziąłbym całą drużynę! Przypuszczam, że spokojnie grałaby w trzeciej lidze w Polsce... Ta drużyna z plaży!

Wróćmy do Pelego. W jeden dzień byliśmy w dwóch niezwykłych miejscach – najpierw w Muzeum Pelego, a potem przy jego grobowcu. Wiem, że był pan oszołomiony tu i tu. 

– Wspaniale było to zobaczyć. Poczułem tam niezwykłą energię. Popłakałem się, wzruszyłem niesamowicie i to nie było udawane. Nie wstydzę się tego, bo ja wiem, po co tu przyjechałem...

W Museo Pele na każdym piętrze był inne mistrzostwa świata. Obrazy, zdjęcia, wspomnienia, buty piłkarskie, koszulki. Dla mnie najważniejszy był rok 1958, wtedy zadebiutował Pele. Gdy doszedłem do zdjęcia z tych mistrzostw świata w Szwecji i zobaczyłem tych wszystkich piłkarzy, na których opierała się moja miłość do piłki brazylijskiej i tych wszystkich, o których czytałem w biografii Pelego – znów wzruszyłem się niesamowicie.

Czyli rzeczywistość dogoniła marzenia. 

– Tak, rzeczywistość dogoniła marzenia, powiem więcej: ja nawet nie marzyłem o takich rzeczach! To było spełnienie czegoś, czego nawet sobie nie wyobrażałem. Nie wiem, czy właśnie Bóg, czy może Pele, zdecydowali, że moje miejsce jest akurat tutaj. 

Mieliśmy okazję spotkać jeszcze jednego Pelego – tyle że nie piłki nożnej, a... futsalu. Falcao jest uważany za najlepszego zawodnika wszechczasów w tej dyscyplinie. Tu jest właściwy moment, żeby powiedzieć właśnie o tym, dlaczego wnuk Pelego i Falcao przyjadą do Polski.

– Rozmawiając z wnukiem Pelego, nawiązaliśmy też kontakt i współpracę z menadżerem Falcao, czyli jego bratem, Bruno. Zaproponował nam organizację meczu, w którym Falcao zagra w Polsce. Tak się stanie! Gośćmi będą Falcao, Gabriel, czyli wnuk Pelego, a także syn Pelego, Edinho. Dograliśmy szczegóły i 28 marca na PreZero Arenie w Gliwicach dojdzie do chyba największego wydarzenia w historii polskiego futsalu, meczu legend Polska – Brazylia. W polskiej reprezentacji też będzie kilka gwiazd z dużego boiska, choćby Rafał Gikiewicz, Kamil Wilczek, Kuba Czerwiński. Pojawią się także Adam Kryger czy Rafał Franz. Chcemy zrobić święto piłkarskie, chcemy pokazać, jak można przy futsalu fajnie się bawić, zrobić show. Bilety są już w sprzedaży na eventim i e-bilet, więc serdecznie zapraszam.

Rozmawiał Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się