Jak 20-latka ze Stanowic trofeum z Paryża przywiozła
Alicja Klasik pisze swoją historię. Właśnie - jako reprezentantka w drużynie szpadzistek - zdobyła brązowy medal olimpijski. A to dopiero początek!
PięPiękny olimpijski medal z Paryża. Fot. Michał Zichlarz
Sportowa rodzina
Szermierkę zaczęła uprawiać jako 8-latka. Trochę przypadkowo. Jej starsza o dwa lata i mocno wspierająca starsza siostra Joanna uczęszczała w Rybniku na zajęcia muzyczne. Mama, pani Małgorzata, nie wiedząc co zrobić w tym czasie z młodszą córką wysłała ją na zajęcia szermiercze.
Rodzice medalistki z Paryża są wuefistami, uczą w szkołach. Sama rodzina Klasik jest bardzo usportowiona. - Zawodowo nie trenowali, ale tata był trenerem piłki nożnej. Ma szkoleniowe papiery. Natomiast dziadkowie ze strony mamy, i babcia i dziadek, uprawiali lekkoatletykę, biegali dłuższe dystanse – tłumaczy Joanna Klasik, która sama trenowała w Rybniku lekkoatletykę. Teraz indywidualnie startuje w biegach długodystansowych.
- Od małego mamy do czynienia ze sportem, bo rodzice od najmłodszego wpajali nam taki sportowy tryb, zabierając nas w góry, pokazując różne dyscypliny, wyjeżdżając na narty. Wszystko to się nam udzieliło. Ja lubię biegać, razem oglądamy też sportowe wydarzenia w telewizji, a teraz to takie niesamowite, jedziemy na igrzyska do Paryża, bo startuje tam Ala – mówi podekscytowana Joanna. Widać, że obie siostry mają między sobą świetne relacje. Jedna wspiera drugą. Różnica między nimi to 2 lata.
Kto z rodziców bardziej przeżywa starty Alicji na planszy, tata Dawid, czy mama Małgorzata? - Tata bardziej się denerwuje, ma w sobie więcej takiej złości, jak było w przypadku Francuzki Mallo-Breton, tych jej reakcji i takiej gry psychologicznej na planszy. Mama bardzo się stresuje. Jak Ala startuje, to w dniu zawodów nie potrafi jeść. Nie tylko było tak w przypadku igrzysk, ale krajowych zawodów również, jak ostatnio podczas mistrzostw Polski, kiedy Ala wygrywała. To było szczególnie widoczne w tym olimpijskim roku kwalifikacji. Można powiedzieć, że odbiło się to na całym domu – opowiada Joanna Klasik.
Alicja zajęcia z szermierką zaczęła w ramach uczniowskiego klubu w Szkole Podstawowej nr 5 w Rybniku. Jej pierwszym trenerem był Wojciech Kozioł. Potem szybko trafiła na szkoleniowca, który – z olbrzymimi sukcesami - prowadzi ja do dziś. To trener Artur Fajkis, szkoleniowiec RMKS Rybnik, a także polskiej kadry juniorek. Trener z doświadczeniem, który wcześniej prowadził mężczyzn.
- To bardzo dobry trener i cieszę się, że trafiłam na jego osobę, bo wiadomo, że od szkoleniowca bardzo wiele zależy, czy zawodnik chce zostać i kontynuować karierę. To że jest trenerem kadry juniorek, to też jest ułatwienie. Dobrze, że trafiłam na taką osobę – podkreśla Alicja.
Szybko zaczęła odnosić sukcesy na planszach. Na mistrzostwach Europy do lat 17 zdobyła brąz indywidualnie i w drużynie. Było to pięć lat temu. W tej samej kategorii wiekowej została mistrzynią świata indywidualnie. Było to w 2021 roku. Kolejne medale zdobywała w starszej kategorii do lat 20. To choćby złoto w drużynie w MŚ i ME, a także srebro mistrzostw globu indywidualnie. W zeszłym roku srebro w drużynie i brąz indywidualnie w ME do lat 23.
Przede wszystkim jednak w sezonie przedolimpijskim notowała sukcesy na planszach seniorskich. Dobre występy w Pucharach Świata, a w kwietniu tego roku mistrzostwo Polski w szpadzie wywalczone w Toruniu. Została pewniakiem do wyjazdu do Paryża, przebojem wchodząc na szermiercze plansze w szpadzie nie tylko na krajowym podwórku.
To był szok
- W tym sezonie było mi łatwiej, bo wiedziałam już, jak to wszystko wygląda. Dwa lata temu startowałam na zawodach seniorskich, jeździłam na obozy. Pierwszy taki wyjazd to był dla mnie szok. Ta 17-18-letnia Alicja nie była na to gotowa, było to dla mnie ciężkie i po tych startach zrobiłam rok przerwy w seniorskiej szermierce i skupiłam się na swoich zawodach w juniorach – opowiada Alicja Klasik.
Co było szokiem? – Inny klimat w kadrze niż to, co znałam wcześniej. Nieznane mi koleżanki, inny trener, a ja przez większość kariery trenowałam z trenerem klubowym, który jest też trenerem kadry – tłumaczy, a jej starsza siostra Joanna dodaje. - W tej juniorskiej kadrze miałaś super zgrany zespół - podkreśla.
- W tej drużynie dziewczyn w juniorach świetnie się rozumiałyśmy, a tutaj wszystko trzeba było dopiero budować – tłumaczy Alicja.
20-latka mocno i z przytupem weszła w towarzystwo starszych koleżanek. - Jak z trenerem Fajkisem zdecydowaliśmy, że w roku kwalifikacji olimpijskich zaczynamy w dorosłej szpadzie, to trzeba było iść na całość. Wszystko wcześniej przepracowałam i skończyło się happy endem - dodaje.
Wierzy, że wkrótce do kadry trafią jej koleżanki z juniorskiej i młodzieżowej kadry. Jedna z nich, Kinga Zgryźniak, była zresztą rezerwową i jeżeli którejś z czterech polskich szpadzistek obecnych w Paryżu coś by się stało, to walczyłaby tam kolejna zawodniczka RMKS Rybnik.
- Wszystkie jesteśmy na takim samym poziomie. To że zakwalifikowałam się dwa razy do pierwszej ósemki na Pucharach Świata, zdecydowało o tym, że pojechałam na igrzyska. Koleżankom trochę zabrakło szczęścia, ale mam nadzieję, że na kolejne igrzyska pojedziemy już wszystkie razem, tą drużyną, którą znam - mówi.
Trenowały razem
W Paryżu Alicja zaczęła jako jedna z pierwszych Polek. Już w sobotę po otwarciu rozegrano przecież turniej indywidualny. Klasik spisała się w nim najlepiej z czterech Polek. W pierwszej walce w 1/16 finału zmierzyła się z będącą na 5. miejscu w światowym rankingu Giulią Rizzi. Wysoko prowadziła z Włoszką, żeby doprowadzić do nerwowej końcówki i ostatecznie wygrać po niesamowicie emocjonującej walce 12:11.
- O wygranej zdecydowała psychika. Mimo, że to doświadczona zawodniczka, miała wspaniały sezon, to dla niej też – jak w moim przypadku – były to pierwsze igrzyska olimpijskie. Zestresowała się na początku. Ja też, ale gdzieś tam zachowałam swój poziom. Po niej widać było nerwowość. Kiedy atakowała, to była niepewność. W tych swoich natarciach była „krótka”, jak mówimy w szermierczym slangu – tłumaczy Klasik.
W walce o ćwierćfinał jej rywalką była dobrze jej znana Nelli Differt. Dlaczego dobrze znana? Bo Estonka w Spale przed igrzyskami trenowała z naszymi kadrowiczkami.
- Cieszyłem się, że trafiłam na nią. Na obozie dobrze mi się z nią walczyło. Szkoda, że takie było zakończenie, bo liczyłam, że wygram, ale niestety stało się inaczej. Czego zabrakło? Wiedziałam, jak ona walczy, a ona jak ja. Zgubiło mnie to, że myślałam, że w bezpośredniej walce na olimpijskiej planszy zmieni taktykę. Robiła jednak to samo, co znałam. Gdybym w tym ostatnim natarciu zaufała temu, co wychodziło, zrobiła to odruchowo, to ten pojedynek skończyłby się innym rezultatem. Warto zaufać intuicji - mówi. Klasik przegrała 10:11, a Differt weszła potem do strefy medalowej, żeby walkę o brąz przegrać z niewiele starszą od Polki Węgierką Eszter Muhari.
Turniej w szpadzie kobiet wygrała reprezentantka Hongkongu Vivian Kong, pokonując w decydującej walce Auriane Mallo-Breton.
- W szpadzie kobiet Azjatka jest naprawdę dobra. Jest jedynką światową i to nie przypadek, że wygrała, a trzeba też dodać, że coraz więcej krajów robi postępy. Szermierka staje się popularna, inne kraje uczą się od czołówki. Tak jak kiedyś mały odsetek krajów był dobry, tak teraz ta szermiercza geografia się zmienia – tłumaczy Alicja.
Jak księżniczki!
Potem przyszedł pamiętny turniej drużynowy. Wszystko rozgrano we wtorek 30 lipca. Tutaj trzeba dodać, że szermiercze walki odbywały się w niesamowitym miejscu w Grand Palais. To hala wystawowa, teraz też muzeum, która została zbudowana na wielką paryska wystawę w 1900 roku, czyli w czasie, kiedy w stolicy Francji rozegrano pierwsze z trzech igrzysk olimpijskich w tym mieście.
- W Paryżu już walczyłam, ale nie w Grand Palais – mówi Alicja.
- Wrażenia? W porównaniu do innych zawodów, kiedy jeździliśmy dopingować Alę, to oprawa niesamowita, elegancka. Świetnie były zorganizowane wejścia na finały, kiedy zawodniczki wchodziły na plansze po schodach, jak księżniczki. Niesamowicie na żywo to wyglądało! Poza tym bardzo dużo ludzi na trybunach, 8 tysięcy. Większość trybun to byli Francuzi i byli bardzo głośni. Będąc tam, zastanawialiśmy się, jak to wpływało na zawodniczki – opowiada Joanna Klasik.
Jak mówi reprezentantka Polski, taki niesamowity doping uskrzydlał gospodarzy, którzy w szermierczym turnieju odnoszą sukcesy. Dość niespotykana była też choćby rekcja Francuzki Mallo-Breton, która po swoich trafieniach reagowała niesamowicie emocjonalnie, podnosząc rękę do góry i zachęcając do jeszcze większego dopingu.
- W trakcie walki było to poza naszą uwagą, bo skupiałyśmy się na tym, co dzieje się na planszy. Ale nie ukrywam, że trochę mnie to już po walce denerwowało. Wiadomo, dziewczyna się cieszyła, ale nie do końca było to takie szermiercze zachowanie. Zresztą powiedzmy tak, rzadko kiedy mamy taką widownię, albo inaczej, jakąkolwiek widownię – podkreśla Alicja Klasik.
Było jej przykro…
Właśnie, zawodniczka RMKS Rybnik i turniej drużynowy… 20-latka wyszła na planszę w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu z Amerykankami, ponownie zaprezentowała świetną formę, wygrywając swój pojedynek, po czym przez trenera kadry Bartłomieja Języka została… zmieniona! W jej miejsce weszła Aleksandra Jarecka.
Pytam, jak to możliwe, że trener zmienił świetnie prezentującą się zawodniczkę? To przecież tak – używając futbolowej analogii – jakbyśmy grali z Francją, prowadzili 1:0 po trafieniu Lewandowskiego, a ten w 40 minucie został zmieniony przez przykładowo Piątka.
Jarecka, owszem, walczyła dobrze, ale już przykładowo Martyna Swatowicz-Wenglarczyk nie. Inną zawodniczką w zespole była 36-letnia Renata Knapik-Miazga.
- Nie powiedziałabym, że zmienił najlepszą zawodniczkę, bo tego dnia nie tylko ja dobrze zawalczyłam, ale też dziewczyny. Nie chciałabym, żeby wylał się jakiś hejt na Martynę. Ona też się starała, to są emocje. Nikt nie mógł przewidzieć, że w jakiejś walce się zestresuje i straci punkty w walce o brązowy medal. Cały sezon walczyła dobrze i to ona była zawodniczką kończącą. Poza tym ta zmiana była ustalona wcześniej. Nie wiem, czy było to dobrze przemyślane po turnieju indywidualnym, patrząc na to, co się dzieje tu i teraz, ale skończyło się dobrze, bo jest medal – odpowiada dyplomatycznie Klasik.
Z nią w składzie mogłoby być jeszcze lepiej? - Może, a może przegrałybyśmy w walce z Amerykankami o wejście do strefy medalowej, gdzie przecież Martyna zdobyła decydujące punkty w końcówce? Było mi przykro, że nie walczyłam dalej i czekam na ten moment, kiedy sama będę mogła stanąć na planszach na igrzyskach i pokazać swoją szermierkę. Mam nadzieję, że uda mi się za 4 lata – zaznacza ambitna śląska sportsmenka.
Czy przyszłość żeńskiej szpady należy do takich zawodniczek, jak 20-letnia Klasik i starsza o dwa lata brązowa medalistka z turnieju indywidualnego z Paryża Eszter Muhari?
- W szermierce można długo trenować i długo utrzymywać się na wysokim poziomie. Trudno przewiedzieć, czy któraś z doświadczonych zawodniczek odejdzie po igrzyskach. Ja będę przykładała się do treningów i mam nadzieję, że ten progres u mnie będzie widoczny i znajdę się w czołówce, która pojedzie na kolejne igrzyska. Ale trzeba też pamiętać, że system tej kwalifikacji u nas jest bardzo długi, złożony i trudny. Sezon rozpoczęłam w sierpniu zeszłego roku i skończył się dla mnie dopiero teraz – tłumaczy Klasik.
Ma swój rytuał
Młodą dziewczynę ze Stanowic pytamy, jak na planszach daje sobie radę ze stresem i nerwami, których przecież szermierzom nie brakuje.
- Przed samym startem wszystko dopinam na ostatni guzik. Mam swój rytuał, o który dbam. Staram się nie myśleć o wszystkich pobocznych rzeczach, tylko skupiać na walce. Wiedziałam, że przed pierwszym pojedynkiem będzie olimpijski stres, ale podeszłam do tego tak, że te nerwy nie mogą mi zniszczyć startu, a to, że będę zestresowana nie znaczy, że zapomnę jak się walczy, że zapomnę szermierki, bo tego się nie zapomina - odpowiada.
- Ten rytuał to lekcja z trenerem i siłownia. Potem sprawdzam sprzęt, żeby wszystko było jak należy, żeby nie było żadnych niespodzianek. Przed ważnymi spotkaniami, zawodami mam też spotkanie z psycholog, a już przed samym startem staram się wyciszyć, zadbać o swoje potrzeby. Przed zaśnięciem trening relaksacyjny, żeby zasnąć, a rano śniadanie, sala, rozgrzewka i skupienie na walkach - tłumaczy. Od 3 lat pracuje z rekomendowanym przez PKOl psychologiem z Częstochowy Ewą Serwotką.
Jej atuty na szermierczej planszy? – Jestem cierpliwa i to trener Fajkis często podkreśla. Zachowuję spokój i mam duży zakres możliwości, jeżeli chodzi o działania szermiercze. Ten zakres się powiększa i mam nadzieję, że jeszcze będzie się powiększał. Co jeszcze? Na pewno wspierająca rodzina i znajomi, dzięki nim wytrwałam w tych najtrudniejszych chwilach - podkreśla.
Jaka Alicja jest w domu? Joanna Klasik: – Podczas igrzysk uświadomiła sobie, jak dziewczyny mają na planszy, kiedy wychodzą i walczą, będąc zdanym na siebie. Często na Alicję denerwuję się, że poważne rzeczy błaho traktuje. Ale tam w Paryżu uświadomiłam sobie, ile ona przeżywa stresu i napięcia podczas takiej walki. Ile zdrowia ją to kosztuje. To są takie emocje, że jak wraca do codzienności, to jest uodporniona na to, co się wokół dzieje, na to, co mnie czy rodziców denerwuje – odpowiada starsza siostra.
Mieszkając w domu w Stanowicach, ma duży komfort. Trenuje przecież w pobliskim Rybniku.
– Teraz dziewczyny są stąd, ale nie zawsze tak było. Są przecież zawodniczki z Warszawy, z Krakowa. Ale to, że trenuję w Rybniku, to na pewno ułatwienie. Kiedyś rodzice mnie wozili, teraz sama już podjeżdżam sobie samochodem - odpowiada.
Wyjeżdża do Rzymu
Ten etap w jej życiu dobiega jednak końca. Przynajmniej na jakiś czas. Dlaczego? Alicja godzi profesjonalny sport ze studiami, na dodatek dziennymi. Skończyła właśnie pierwszy rok zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Śląskiem.
– Mam indywidualną organizację studiów, dzięki temu mogę mieć mniej obecności na zajęciach i zmieniać terminy kolokwiów czy egzaminów. Zaliczyłam rok, zdałam egzaminy, bo przy tych wszystkich wyjazdach, które miałam w ostatnich 12 miesiącach, bez tej indywidualnej organizacji by się nie udało. Pod koniec drugiego semestru bałam się, że noga może mi się powinąć, ale na szczęście wszystko udało się pozaliczać - mówi. Rok akademicki zamknęła przed igrzyskami.
Dodajmy że jej chłopak, Jan Jurkiewicz, też olimpijczyk z Paryża we florecie, już skończył studia. Uczył się za oceanem w Nowym Jorku, studiując psychologię, którą sama Alicja też się mocno interesuje. Być może na pogłębienie tej wiedzy będzie szansa za granicą w nowym studenckim roku.
- Dostałam się na Erasmusa i lecę do Włoch, do Rzymu i bardzo się z tego powodu cieszę. Już się dogadałam z trenerem z Rzymu i będę tam trenowała. Do Polski oczywiście będę wracała na zawody, do klubu też. Mam nadzieję, że trener Fajkis przyjmie mnie z otwartymi ramionami - uśmiecha się.
W stolicy Włoch będzie miała okazję do treningów z mistrzyniami olimpijskimi. Włoszki wygrały przecież turniej drużynowy szpady kobiet, pokonując w decydującej batalii Francję. - Większość zawodniczek z tej drużyny, która zdobyła dla Włoch mistrzostwo olimpijskie, zjeżdża do Rzymu, żeby razem trenować. Taki mają system. Będę miała tam z kim trenować i walczyć.
Klasik dodaje. - To duża zmiana, ale jestem podekscytowana. Z domu – nie licząc zgrupowań – tak naprawdę jeszcze nie wyjechałam. Studentem jest się jednak tylko raz! Włoski? Miałam zajęcia, ale jeszcze nie potrafię się porozumiewać. Mam podstawy. Teraz będę się chciała skupić na języku i mam nadzieję, że jak wrócę za rok, będę już rozmawiała po włosku.
- W zeszłym roku lody potrafiła już zamówić – mówi z uśmiechem starsza siostra. Rodzina Klasik wyjeżdżała do Italii, nie tylko na zawody Alicji. – Utrzymuję kontakty z zawodniczkami z Włoch, z tym młodszymi, z którymi rywalizowałam w juniorkach - tłumaczy.
Do Italii wyjeżdża już we wrześniu. Teraz czeka na powrót chłopaka i chcą wyjechać odpocząć po wyczerpującym sezonie. A całe zamieszanie wokół jej osoby, wspaniałego olimpijskiego medalu? - Przede wszystkim cieszę się, że ludzie zaczęli się interesować szermierką, kiedy toczyłyśmy emocjonujące walki w drużynie na planszy. Dla tego mogę się spotykać, rozmawiać. Na parę wywiadów mogę powyjeżdżać (śmiech).
Michał Zichlarz
23MEDALIw szermierce zdobyliśmy w historii igrzysk. Na ten wynik składają się 4 złote medale, 9 srebrnych i 10 brązowych. Medal drużyny kobiet w szpadzie w Paryżu był pierwszym w tej dyscyplinie od 16 lat.
