Jaga jest dla mnie faworytem

Rozmowa z Iljanem Micanskim, byłym reprezentantem Bułgarii, piłkarzem m.in. Lecha, Korony, Odry Wodzisław, Zagłębia Lubin i Lewskiego Sofia

Może i Jagiellonia będzie faworytem w Sofii. Ale na Brazylijczyka Reinaldo musi uważać, by nie dać mu okazji do takiego świętowania! Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus

Kiedy polski kibic słyszy: „bułgarska piłka klubowa”, od półtorej dekady myśli: „Łudogorec”. I nagle zwrot: mistrzostwo dla Lewski, i teraz Lewski staje na drodze Jagiellonii. Skąd ta zmiana?

- Łudogorec przez wiele lat miał przewagę budżetową nad całą resztą bułgarskiej ligi, a dzięki temu – także najlepszych piłkarzy. Ale tak naprawdę wiadomo było, że to Lewski i CSKA mają najbogatszą tradycję, najwięcej kibiców i największy potencjał rozwoju. Wystarczyło więc, by w tych klubach pojawiło się ciut więcej pieniędzy, i można było zmieniać „geografię sukcesu” w bułgarskiej piłce. Choć tak naprawdę – w ostatnim momencie, zanim jeszcze na dobre wszyscy „zasnęli”, znudzeni dotychczasowym układem. Udało się przerwać marazm w dwóch sofijskich klubach, w których jeszcze nie dawno nie było odpowiedniej organizacji, struktury, planów.

A te pieniążki w Lewskim to skąd?

- Trochę prywatnych firm, trochę bukmacherów, ale – choć pewnie specjalnie głośno się o tym nie mówi – całkiem sporo środków państwowych.

I to chyba niemałych, skoro dzisiejsza kadra Lewskiego – według transfermarktu – jest o 10 mln euro droższa, niż Jagiellonii!

- Z jednej strony – pieniądze nie grają. Ale jednak te drużyny, które ich mają więcej, zazwyczaj są wyżej w hierarchii, prawda? Natomiast tu sprawa nie jest tak oczywista.

Pan – swoją drogą - też ma Lewskiego w CV, prawda?

- Tak, ale to był akurat gorszy moment w mojej przygodzie z piłką, a i dla drużyny też nie najlepszy. Byłem po kontuzji, i bardzo szybko stamtąd wyjechał – zresztą znów do Polski.

Ale sentyment pozostał?

- Niewiele jest pewnie takich familii piłkarskich, w których dwa pokolenia grały w Lewskim. Mój ojciec zaliczył parę meczów przez półtora roku, ja też kilka zebrałem. Więc nie mogę Lewskiemu nie kibicować. Jagiellonia robi na mnie wrażenie swymi występami w Europie, doświadczeniem zbieranym w ostatnich sezonach. A Lewskiego dawno w niej nie było, więc powinien się obawiać białostockiej drużyny. Mnie się wydaje, że to ona będzie faworytem. Atutem Bułgarów może być oczywiście własny stadion, atmosfer, kibice; ale Jaga jest przyzwyczajona do takich meczów, o taką stawkę. Jeśli zagra na swoim normalnym pucharowym poziomie, ma szansę wygrać w Sofii.

W lidze krajowej w tym sezonie nikt jeszcze Lewskiego nie pokonał!

- Ale zwycięstwo w weekendowej kolejce Lewski wymęczył bramką w ostatniej minucie. Więc jest jakaś zadyszka. A poza tym sporo błędów w obronie przydarza się ostatnio mistrzowi Bułgarii. Wygląda to tak, jakby piłkarzy zaczęła zjadać presja. Choć dla mnie byłoby to dziwne, bo raczej się jej na Lewskiego w Bułgarii nie nakłada.

A jakiej gry rywala powinna się spodziewać Jagiellonia?

- Na ławce Lewski ma hiszpańskiego trenera, więc drużyna lubi mieć piłkę, ale niekoniecznie musi dominować nad przeciwnikiem. Czasem po prostu czeka, aż ten wyjdzie po tę piłkę wyżej. I wtedy następuje zagranie do któregoś z Brazylijczyków, których całkiem sporo jest w składzie. To głównie oni robią przewagę na rzecz Lewskiego.

Statystyki Reinaldo czy Serginho mogą robić wrażenie, to prawda.

- Lewski sprawdzał już ten brazylijski kierunek od jakiegoś czasu. Sprzedawał, kupował – z różnym skutkiem. Teraz trafił dobrze, na dodatek trener Julio Velazquez cieszy się dużym zaufaniem graczy.

Generalnie niezły obieżyświat z niego. Lewski jest chyba pierwszym od ponad 10 lat klubem, w którym przepracował więcej niż rok.

- Dlatego na początku nie miał dobrej prasy. Zresztą u nas w kraju trudno trenerowi zbudować autorytet. O nim też mówiono i pisano: „przychodzi pewnie na pięć meczów”. Ale on przetrzymał tę krytykę, ten brak wiary. I teraz wszystko się odwróciło. Zapracował na szacunek piłkarzy i kibiców.

Na czele Lewskiego stoi słynny Nasko Sirakow?

- Tak. Legenda Lewskiego, ale i całej bułgarskiej piłki. To też wzmacnia klub. Oczywiście generalnie jesteśmy jeszcze daleko za polskim futbolem, ale powoli – dzięki takim ludziom – tworzą nam się te 2-3 kluby, które można bez wstydu pokazać w Europie.

No to jeszcze na koniec słówko o tym, czym się dziś pan zajmuje.

- Mieszkam w miejscowości Sandanski, niedaleko greckiej granicy. Jestem przedstawicielem jednej ze znanych europejskich firm produkujących sprzęt sportowy (Jako – dop. aut.). A oprócz tego zainwestowałem w hotel w Grecji (w Salonikach – dop. aut.), więc przez 3-4 letnie miesiące mieszkam właśnie nad greckim morzem. A przez resztę roku – w ojczyźnie.

I nadal świetnie mówi pan po polsku!

- Nigdy nie zapomnę języka polskiego, świetnie wspominam czas spędzony w Polsce!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Iljan Micanski na polskich boiskach zbierał wyróżnienia dla wyróżniających się postaci. Fot. Tomasz Folta / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się