Iskra nadziei...

Turniej w Sosnowcu trzeba zapisać po stronie plusów, ale kadrowiczów czeka sporo pracy.

Grzegorz Klich (od prawej), Pekka Tirkkonen i Tobiasz Bigos - tercet odpowiadający za wyniki Biało-czerwonych. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

REPREZENTACJA 

Za Biało-czerwonymi udana inauguracja sezonu międzynarodowego i zarazem debiut Pekki Tirkkonena w roli selekcjonera. Dwa zwycięstwa, z Włochami (4:2) oraz Wielką Brytanią (1:0), i porażka po dogrywce ze Słowenią (2:3) sprawiły, że Sosnowiec Cup w ramach Europejskiego Pucharu Narodów zakończył się sukcesem naszej reprezentacji. Nie mamy nic przeciwko, by tę passę kontynuować przez cały czas, łącznie z przyszłorocznymi, majowymi mistrzostwami świata Dywizji 1A, również w Sosnowcu.

Właściwy wybór

Były różne pomysły, kto ma trenować reprezentację Polski. Ustępujące władze PZHL ostatecznie doszły do jedynego i słusznego wniosku, że wybór selekcjonera pozostawią nowym władzom. Nowy prezes Krzysztof Woźniak wraz ze swoimi współpracownikami zdecydował się na trenera obrońców tytuł mistrzowskiego, GKS-u Tychy, ale na swoich stanowiskach pozostali dwaj współpracownicy poprzedniego selekcjonera Roberta Kalabera: Tobiasz Bigos i Grzegorz Klich.

Ten pierwszy w szkole trenerów w fińskim Vierumäki broni dzisiaj pracy dyplomowej, składającej się z części teoretycznej oraz prezentacji wideo. Ma za sobą roczny staż w Ilves Tampere i obecnie jest drugim szkoleniowcem zespołu Ilves U-18 w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trzech zawodników z tej ekipy miało już okazję grać w seniorskim zespole i to nawet w Lidze Mistrzów. Zawodnicy tej drużyny są przygotowywani są do draftu w NHL.

Bigos dzieli czas na pracę w Finlandii i z kadrą. Tirkkonen chętnie skorzystał z podpowiedzi swoich współpracowników i trzeba powiedzieć, że dokonano nieco zaskakujących, acz właściwych wyborów. W Sosnowcu kadra nie była w optymalnym zestawieniu, bowiem kilku graczy, z różnych względów, było nieobecnych. Pewnie przed grudniowym zgrupowaniem dostaną szansę gry.

Więcej kandydatów

Jeszcze do niedawna słyszeliśmy, że w kadrze, zwłaszcza wśród obrońców, mamy ograniczony wybór. Wydaje się, że obecni zawodnicy reprezentacji zadali kłam tej tezie. Przecież trenerzy nie mogli skorzystać z kontuzjowanych: Michała Naroga oraz Olafa Bizackiego, a jest jeszcze Jakub Wanacki, który po kontuzji powrócił do ligowej rywalizacji. Ucieszyła nas obecność w tym towarzystwie Bartłomieja Pociechy, który miał... 7-letnią przerwę. Dwaj doświadczeni napastnicy - Grzegorz Pasiut oraz Aron Chmielewski - to klasa sama w sobie i teraz trudno sobie wyobrazić reprezentację bez nich. Z kolei debiutanci - Jakub Lewandowski i Adrian Gromadzki - mile zaskoczyli, choć ich nominacja była dla nas niespodzianką. Szymon Kiełbicki oraz Jakub Ślusarczyk, napastnicy z Jastrzębia, również zaprezentowali się więcej niż dobrze, ale czasami spontaniczność w grze brała górę nad wyrachowaniem. Obaj mają niewielki staż reprezentacyjny i bardzo chcieli pokazać swoje umiejętności. A przecież nie było jeszcze graczy kontuzjowanych, m.in. Bartosza Fraszki oraz Kamila Wałęgi czy Patryka Wronki (sprawy rodzinne). Grupa potencjalnych reprezentantów jest znacznie szersza niż nam się wydaje.

Kadra spotkała się po raz pierwszy, ale formacje zostały odpowiednio zestawione. Trzej bramkarze mieli okazję grać, a Michał Kieler zaliczył czyste konto, dodajmy trzecie z rzędu.

- Skład poszczególnych piątek to nasze wspólne dzieło, bo Pekka wysłuchał naszych opinii i ostatecznie zostały tak ułożone – wyjawił Tobiasz Bigos. - Wszystko to bardziej polegało na naszej intuicji, ale cieszymy się, że całkiem dobrze wyszło. Turniej zapisujemy na plus, ale zdajemy sobie sprawę, że czeka nas jeszcze sporo pracy. Podczas grudniowego zgrupowania planujemy sprawdzenie kolejnych kandydatów.

Nie można oczekiwać cudów, skoro mieliśmy zaledwie trzy treningi – dodaje napastnik GKS-u Katowice, Mateusz Michalski, który w poprzednim sezonie niemal w ostatniej chwili przed mistrzostwami świata stracił miejsce w reprezentacji. - Na reprezentację nigdy się nie obraziłem i jeżeli otrzymuję nominację do kadry, to z przyjemnością przyjeżdżam. Teraz, mam nadzieję, dostanę kolejną szansę.

Dobrze się stało, że działacze oficjalnie podziękowali za 5-letnią pracę trenerowi Robertowi Kalaberowi oraz dyrektorowi reprezentacji. Leszkowi Laszkiewiczowi. Oby tylko nie zapomniano o zawodnikach, którzy rozstali się z zespołem narodowym, a kolejka jest spora - m.in. Krystian Dziubiński, John Murray, Marcin Kolusz czy też Maciej Urbanowicz.

W zaciszu sali VIP

Gdy hokeiści walczyli na tafli, działacze związkowi zainaugurowali spotkanie Klubu Biznesu przy naszej reprezentacji. Prezes Woźniak, Mariusz Czerkawski, prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński, hokeiści Tomaš Fučik i Krzysztof Maciaś oraz dyrektorzy reprezentacji: były - Laszkiewicz oraz obecny - Jarosław Rzeszutko - przekonywali potencjalnych sponsorów, biznesmenów, do hokeja. Szef związku pragnie, by wiele firm większych czy mniejszych zainwestowało w reprezentację. Z naszych informacji wynika, że już niebawem pojawią się wiadomości o nowych hokejowych sponsorach. Działacze za wszelką cenę chcą zmienić wizerunek dyscypliny. By jednak tak było, trzeba zaistnieć w telewizji, tymczasem w tej kwestii jest to twardy orzech do zgryzienia. Na stałe relacje z meczów ligowych na razie się nie zanosi. Najbliższe hokejowa transmisja odbędzie się25 listopada z Superpucharu Polski GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie, a potem znów poczekamy do... play offu.

Włodzimierz Sowiński

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się