Im gorzej, tym lepiej…
Czy organizacyjno-gabinetowe zmiany mogą odbić się negatywnie na drużynie Aleksandara Vukovicia?
W trudnych dla klubu chwilach przyda się doświadczenie Jakuba Czerwińskiego. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
PIAST GLIWICE
Jeszcze kilka sezonów temu Piast był klubem… komfortowym. Pensje i premie wypłacane były na czas, przeprowadzano ciekawe transfery, zespół notował wyniki, których mu zazdroszczono. Nie bez kozery Piast nazywał siebie najlepszym śląskim zespołem XXI wieku. Ale ten piękny sen się skończył, bo chęć utrzymania wysokiego poziomu sportowego odbiła się na klubowym budżecie. Excel od pewnego czasu świeci na czerwono, a długi wynoszą więcej niż 13 milionów zł. Ile dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo, ale nowe władze Gliwic i nowe władze klubu chcą to szybko policzyć. Audyt ma być jednym z pierwszych zadań, za którymi mają pójść kolejne. W Piaście jest już nowy prezes, nowy dyrektor sportowy, a lada moment klub ma zarobić na sprzedaży co najmniej jednego piłkarza. Ariel Mosór przenosi się do Rakowa, a częstochowianie zapłacą ok. miliona euro. Taka suma nie załata całej dziury, ale pozwoli odetchnąć trochę z ulgą klubowemu księgowemu.
Przed trenerem Vukoviciem i zespołem trudny sezon, bo kołdra wydaje się… trochę za krótka. Gliwiczanie są w stanie wciąż wystawić jakościową jedenastkę, która może powalczyć z każdym, ale ich ławka rezerwowych nie robi wrażenia. Gdy pojawią się kontuzje i kartki, będzie problem. W poprzednim sezonie gliwiczanie przez moment uwikłali się w walkę o utrzymanie. Czy tak będzie i tym razem?
KOMENTARZ „SPORTU”
Gliwicki MacGyver
W piłce nożnej wszystko może się błyskawicznie zmienić i to o 180 stopni. Jeszcze kilka sezonów temu ówczesny prezes Piasta Paweł Żelem cieszył się, że budżet klubu jest największy w historii, nie ma długów, a finanse są na plusie. Gliwiczanie sprzedawali Joela Valencię i Patryka Dziczka za 2 mln euro, a mimo to nadal byli czołową drużyną ligi. Ale w poprzednim sezonie z trudem przyszło im utrzymanie, nadto w szybkim tempie rośnie dług. Nic nie trwa wiecznie, a wydaje się, że przy Okrzei chciano, aby tak właśnie było. Zatrzymywanie za wszelką cenę najważniejszych piłkarzy ze sportowego punktu widzenia wydawało się dobrą decyzją, ale okazało się, że wielu z nich już lepiej grać nie będzie, a dodatkowo ogromne kontrakty coraz więcej ważyły w budżecie. Raporty finansowe pokazują, że przekroczono niebezpieczną granicę, bo jak inaczej nazwać to, że ponad 90% budżetu klubu jest wydawane na pensje piłkarzy? W efekcie drużyna nie jest tak mocna jak kiedyś, klubu nie stać na jakościową „świeżą krew”, brak transferów wychodzących nie pomógł załatać dziury, a kadra drużyny nie jest zbilansowana. W takich warunkach trener Aleksandar Vuković, niczym serialowy MacGyver, musi składać swoją „maszynę” z tego, co ma.
Krzysztof Brommer