Igrzyska niezawodności

Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk

Tytuł zapożyczyłem od włoskiego dziennika „Corriere della Sera”, a konkretnie od dziennikarza i pisarza Beppe Severgniniego. Napisał on odnosząc się do igrzysk: „Po początkowych wątpliwościach, wyrażanych na forum międzynarodowym i przez nas po cichu, przyznajmy to: podziwialiśmy nie tylko wyczyny sportowców, ale także cały spektakl, organizację, logistykę”.

Właściwie trudno się przyczepić, zarówno do tego - igrzyska niezawodności - sformułowania, jak i meritum. W istocie, ta wielka impreza - patrząc na stronę organizacyjną - przebiegała bez większych wstrząsów, wpadek, żalów. Była tak ciepła, naturalna, bezpretensjonalna, że protesty, do których doszło nazajutrz po ceremonii otwarcia - ok. 10 tysięcy ludzi w Mediolanie i gdzie indziej awanturowało się pod hasłem: „a po kiego nam igrzyska, skoro jest tyle pilniejszych potrzeb niż ściganie się, skakanie itp.” - wypaliły się niemal błyskawicznie. Odżyły na krótko tylko wczoraj, przy okazji ceremonii zamknięcia igrzysk.

Można przyjąć, że i z tego powodu, iż sportowcy włoscy spisywali się na swojej ziemi kapitalnie, nazbierali mnóstwo krążków (30), a w klasyfikacji medalowej uplasowali się tak wysoko, jak bodaj jeszcze nigdy w przeszłości. Żeby nie było: trochę tych igrzysk w przeszłości już organizowali, jedne letnie i trzy zimowe, ale bez aż takiego powodzenia, tak więc niekoniecznie trzeba przyjąć, że ściany im sprzyjały. „Po raz kolejny my, Włosi, zdołaliśmy przekształcić to, co mogło się wydawać kryzysem, w święto. Nikt nie jest w tym od nas lepszy” - podkreślił z dumą Beppe Severgnini i trudno mu nie przyznać racji.

Być może kiedyś nadejdzie czas, że nasze - polskie - sportowe występy nazwiemy niezawodnymi, bo o ile w kwestii organizacji dużych imprez, poczynając od Euro 2012, zrobiliśmy wielkie postępy, czego dowodem są coraz liczniej odbywające się u nas najwyższej rangi zawody w rozmaitych dyscyplinach, o tyle pod względem poziomu sportowego mocno odstajemy, a wyjątki - siatkówka, żużel; coś jeszcze? - tylko potwierdzają tę regułę. Mówi się więc coraz częściej o tym, że zorganizujemy (letnie) igrzyska olimpijskie, może w 2036, może w 2040 roku - jest wola kolejnych władz naszego kraju, są już też wstępne rozmowy z kierownictwemMKOl - z przekonaniem, że ten wysiłek uniesiemy; niestety, należy jednocześnie przypuszczać, że możemy mieć duże kłopoty z niezawodnością sportowców, a konkretnie z wynikami, jakie osiągną.

Żeby było inaczej, trzeba by wszelkie działania organizacyjne, szkoleniowe, selekcyjne itd. zacząć już-natychmiast i odpuścić sobie czekanie na cuda, a w takiej przecież kategorii należy potraktować trzy medale Kacpra Tomasiaka, który sprawił, że nie zapomnimy o zakończonych właśnie igrzyskach zaraz po ceremonii ich zamknięcia.

Chyba że będziemy wspominać powszechne w naszej ekipie płacze i narzekania, a to na śnieg, a na to na lód, a to na pecha, a to na fatalnych i niekompetentnych działaczy, którzy nie wiedzą, co czynią. Część z naszych sportowców - również tych narzekających - zapowiedziało przejście na drugi brzeg tęczy, czyli zakończenie kariery sportowej. Dla nich to idealny moment, by zastanowić się nad swoją przyszłością, która być może ściśle będzie się wiązać z ich dyscypliną. I to dla nich - a pewnie i dla całego polskiego sportu - szansa, by pokazać, że są dużo lepsi niż ich dzisiejsze otoczenie, że potrafią wyszkolić swoich następców na wielkie gwiazdy, a w sumie tak zorganizować pracę macierzystych związków, że któreś kolejne igrzyska będą dla nas pasmem sukcesów. Niezawodnie.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się