I tak w łeb dostanie
BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk
Ale też umówmy się – „tracenie nerwów” jest przypadłością, której poddają się niemal wszystkie gwiazdy sportu, w obojętnie jakiej dyscyplinie. Nie trzeba mieć za sobą studiów psychologicznych, by wejść w buty gwiazdy jednej z drugą i uświadomić sobie ciśnienie, jakiemu są one poddane. Tym większe, im dalej zajdą.
No więc nieustannie żyją pod presją – stwarzaną przez siebie, kibiców, dziennikarzy – oczekiwań na kolejne zwycięstwa; z koniecznością godzenia się na zaglądanie w życie prywatne, sprawdzanie, jakie lektury czytają, jakiej muzyki słuchają, z kim się spotykają, co jedzą i dlaczego tak dużo słodkiego. I jeszcze narażają się na – czasem wściekły – atak, jeśli pozwolą sobie na publiczne narzekanie, że gra się tak późno (tak wcześnie), że WTA i ATP ganiają tenisistów po całym świecie, nie dając za wiele wytchnienia czy też nie dając go w ogóle, no i dlaczego proporcje między przychodami wspomnianych organizacji a przychodami tenisistów są tak bardzo zachwiane.
Złośliwie można byłoby powiedzieć, że niech nie narzekają, nie marudzą, nie płaczą, bo sami taki los sobie wybrali. Skądinąd w wielu wymiarach bardzo atrakcyjny. Jak zatem powiedziałby klasyk (Zbigniew Boniek do Grzegorza Laty po wyborze tego drugiego na prezesa PZPN): „Chciałeś rower, to pedałuj!”.
Nie da się ukryć, że Iga – i oczywiście nie tylko ona – z zapałem pedałuje, a dzięki temu osiągnęła szczyty, jakich nie było dane osiągnąć żadnym jej polskim poprzednikom. Gdyby była przeciętna, jedną z wielu, ze sporadycznymi wyskokami, a w każdym razie bez statusu kogoś, kto znajduje się w centrum sportowego wszechświata, najpewniej nie płaciłaby takiej psychicznej ceny, jaką właśnie płaci.
Można przyjąć (bardzo roboczo), że to skutek zderzenia wielkości z bezradnością. Z jednej strony miejsce w światowej czołówce, z drugiej porażki z zawodniczkami plasującymi się o wiele niżej. Jeśli te następują po sobie, frustracja się nasila, następuje utrata kontroli nad własnym zachowaniami, a może i nad własnymi myślami. No i pytania się mnożą, i nie ma dobrej na nie odpowiedzi, a przynajmniej nie ma jej tu i teraz.
Pewnie dlatego codziennością jest to, że bardzo wielu sportowców, nie tylko tych z najwyższej półki, sięga po pomoc psychologów. Ale Igę i za to... hejt spotyka – z takim głównym wątkiem, że ta pani, Daria Abramowicz, to ma za dużo do powiedzenia. Innymi słowy, cokolwiek Iga Świątek zrobi, cokolwiek powie, jakikolwiek wynik osiągnie, i tak w łeb dostanie. Oczywiście w sumie głównie za to, że jest wysoko, na świeczniku, w silnym świetle reflektorów, a w sumie pod obstrzałem całego świata. Jak widać niekoniecznie przychylnego. Jak tu więc nerwów nie tracić?
