I NA KIm się tu oprzeć?
Legia jest dziś jedynym zespołem w ekstraklasowej stawce, który ostatni ligowy mecz wygrał we wrześniu.
Reprezentantów Polski – i nie tylko – w Legii nie brakuje, ale i oni niespecjalnie umierają za Inakiego Astiza... Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
WYDARZENIE KOLEJKI
Jaroslav Vejvoda, a potem długo nikt. Już w XXI wieku Dragomir Okuka, a potem może jeszcze Henning Berg i ewentualnie Stanisław Czerczesow – lista zagranicznych trenerów, których warto pamiętać z pracy przy Łazienkowskiej, nie jest specjalnie długa. Inaki Astiz może się na niej znaleźć z zupełnie odmiennych powodów.
Sześć tytułów mistrzowskich, cztery triumfy w Pucharze Polski – hiszpański obrońca ściągnięty do Warszawy 18 lat temu przez Jana Urbana dzięki roli hegemona, jaką Legia pełniła w polskiej piłce w minionej dekadzie, należy do najbardziej utytułowanych piłkarzy klubu z wojskową przeszłością. Wrósł w stołeczny klimat, nic zatem dziwnego, że po odwieszeniu korków na haczyk płynnie wszedł w buty trenerskie. No, może nieco mniejszego rozmiaru, za to trwałe: kolejni szkoleniowcy znikali z Łazienkowskiej po dłuższej bądź krótszej z nią przygodzie, a Hiszpan trwał jako asystent.
Od niemal czterech tygodni Inaki Astiz jest pierwszym trenerem Legii. I nie odmienił jej oblicza. Warszawianie w ostatnich chwilach uratowali w sobotę remis z Lechią, po raz kolejny zawodząc nie tylko sportowo, ale i mentalnie. Co więcej; mają tego świadomość sami zawodnicy, czemu wyraz dał przed kamerami Canal+ Bartosz Kapustka. - Sami prosiliśmy się o to, aby ten mecz przegrać – mówił kapitan Legii, stając w ten sposób w obronie szkoleniowca. - Bierzemy pełną odpowiedzialność. To my wychodzimy na boisko, jesteśmy piłkarzami. Musimy robić to, co do nas należy. A tymczasem podejmujemy nerwowe decyzje, nie kreujemy sytuacji – dodawał.
Legia jest dziś jedynym zespołem w ekstraklasowej stawce, który ostatni ligowy mecz wygrał jeszcze we wrześniu. Od tamtej pory zaliczyła trzy remisy i trzy przegrane, po drodze odpadając z Pucharu Polski i ponosząc dwie porażki w Lidze Konferencji. Na czym – i na kim – ma Inaki Astiz opierać nadzieję na nagły zwrot? Nastroje w szatni najwyraźniej są mocno zwarzone. - Nie ma zawodnika Legii, który może być teraz zadowolony z siebie. Każdy musi spojrzeć w lustro, uderzyć się pierś i zacząć od siebie – głos Kapustki był mocny. Pytanie, czy nie okaże się głosem wołającego na puszczy...
(DaL)
