I cóż, że do Szwecji?

Polacy nie spieszyli się z wylotem do Sztokholmu, gdzie rozstrzygnie się ich być albo nie być na mundialu. – My też mamy swoje marzenia! – deklarował Jan Urban.

Czy Nicola Zalewski okaże się asem w talii Jana Urbana? Fot. PAP/Leszek Szymański

Organizowanie barażowego zgrupowania reprezentacji było trudniejsze niż zazwyczaj. Wynikało to z faktu, że przecież jeszcze w czwartek nikt nie wiedział, gdzie będą musieli udać się Biało-czerwoni – czy do Hiszpanii, gdzie swoje mecze gra Ukraina, czy do Szwecji. Padło na Skandynawię. Co ciekawe, gdyby reprezentacja Polski miała grać w Walencji, udałaby się tam już w piątek. Do Sztokholmu zaś leciała dopiero w niedzielę po południu.

Nocleg nad jeziorem

– Znaczenie mają pogoda i warunki do treningu w Hiszpanii. Jeśli będziemy mieli tam grać, chcemy być na miejscu szybciej. Jeśli natomiast będzie to Szwecja, to warunki tam są podobne jak u nas. Zostaniemy dłużej w Polsce, ale nie widzę w tym wielkiej strategii – mówił jeszcze przed spotkaniem z Albanią trener Jan Urban. Miał rzecz jasna rację, bo o ile akurat w niedzielę temperatura i w Walencji, i w Warszawie była taka sama, to zazwyczaj w Hiszpanii o tej porze roku jest co najmniej 20 stopni. Sztokholm? To mniej więcej 6-8 stopni, choć by też być uczciwym – mecz odbędzie się w Solnej. To gmina sąsiadująca ze Sztokholmem (taka trochę „dzielnica”), posiadająca status osobnego miasta (coś w stylu Pruszkowa i Warszawy). Jednakże dla ułatwienia nawigacji, często podaje się, że Strawberry Arena, gdzie odbędzie się finał barażu, znajduje się właśnie w stolicy Szwecji. Polacy zakwaterowali się w hotelu Hagastrand w Solnej, nad jeziorem Brunnsviken, dosłownie rzut beretem od areny jutrzejszych zmagań. Okolica jest przepiękna, a same warunki hotelowe – chyba można się domyślić.

Po meczu z Albanią Biało-czerwoni trenowali na Stadionie Narodowym – taki trening odbyli też jeszcze w niedzielę przed południem. W piątek zespół był podzielony na dwie grupy – tę, która zagrała i tę, która nie zagrała. Ci pierwsi regenerowali się w hotelu, ci drudzy – trenowali na Narodowym. W sobotę zajęcia były już „normalne”, a w międzyczasie odbywały się także analizy półfinału z Albanią, choć oczywiście większy nacisk położono już na wtorkowego rywala. W poniedziałek czeka Polaków oficjalna konferencja przedmeczowa (godz. 16.45) i trening na Strawberry Arena (17.30).

Szwedzki as w rękawie

Można zażartować, że mieszkający w Hiszpanii Jan Urban wolałby pewnie grać w Hiszpanii – ale tak poważnie: którego rywala wolał? – Zależy, czy popatrzymy na statystyki, bo podobno w Szwecji nie wygraliśmy od stu lat. To będzie zupełnie inne spotkanie niż z Albanią. Szwedzi po słabych eliminacjach i zmianie trenera mieli tylko jedno okienko, gdzie zagrali dwa spotkania w różnych składach. Można powiedzieć, że selekcjoner zrobił sobie przegląd, jakich graczy ma do dyspozycji. Natomiast zwycięstwo 3:1 z Ukrainą? Są teraz na wielkiej pozytywnej fali, bo wiedzą, że grają u siebie, wiedzą, co się stało w eliminacjach, a i tak mają szansę, żeby pojechać na mundial – mówił polski szkoleniowiec, który pochwalił Szwedów, nazywając ich najmocniejszymi w tej ścieżce barażowej. 

– Mieć takiego napastnika jak Viktor Gyokeres to wielki as w rękawie – wskazał zdobywcę hat tricka z Ukrainą Urban. – On to po prostu potwierdza. Tacy zawodnicy chcą być na wielkich imprezach, ale my też mamy swoje marzenia. Będziemy z nimi grali mecz o wszystko. Dla mnie, po meczu z Albanią, spotkanie ze Szwecją jest najważniejsze w mojej karierze trenera reprezentacji. Marzę, by pojechać na mistrzostwa świata – zadeklarował z uśmiechem Jan Urban.

Pełna gotowość

Wtorkowy finał można więc opisać mianem rywalizacji napastników: Gyokeres kontra Robert Lewandowski. Jednakże należy pamiętać, że trener Urban będzie miał w swojej talii nowego asa, bo po pauzie kartkowej do gry wróci Nicola Zalewski. I zapewne od razu do wyjściowej jedenastki w miejsce Filipa Rózgi. Mimo pewnych wątpliwości zdrowotnych – np. czy wszystko w porządku ze zdrowiem Jakuba Kamińskiego – na ten moment wszyscy polscy reprezentanci są gotowi do gry.

Piotr Tubacki

W rękach Słoweńca

Sędzią barażowego finału między Szwecją a Polską będzie pochodzący ze Słowenii Slavko Vincić – pomagać na boisku będą mu jego rodacy, zaś na VAR-ze zasiądą Niemcy z Bundesligi: Christian Dingert oraz Robert Schroeder. 46-letni Vincić to doświadczony arbiter, który sędziuje w Lidze Mistrzów (m.in. finał Real Madryt – Borussia Dortmund w 2024, ale też finał Ligi Europy Eintracht Frankfurt – Rangers dwa lata wcześniej), a prowadził też mecze na Euro 2020/21 i 2024 oraz na mundialu w 2022. Dwukrotnie gwizdał w spotkaniach Polski – w eliminacjach Euro 2024 z Albanią i w półfinale barażu o ten turniej z Estonią. Oba te mecze Biało-czerwoni wygrali.

Pod gołym niebem

Finał barażu o awans do mistrzostw świata pomiędzy Szwecją i Polską zostanie rozegrany we wtorek w Sztokholmie przy otwartym dachu stadionu - poinformowała miejscowa federacja. - Takie jest życzenie piłkarzy - przekazała rzeczniczka SvFF Petra Thoren.

Szwedzcy piłkarze przeprowadzili trening w niedzielę na stadionie Strawberry Arena przy zamkniętym dachu. Później przeprowadzono dyskusje w ekipie „Trzech Koron” i większość wypowiedziała się za grą pod gołym niebem.

Czwartkowy mecz Polska - Albania w Warszawie grany był przy zamkniętym dachu PGE Narodowego. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się