Heroiczna porażka
Asseco Resovia dwukrotnie obejmowała prowadzenie, ale pierwszy mecz finałowy dla Ziraatu Bankasi Ankara.
Klemen Cebulj (z prawej) przeciwko Ziraatowi zostawił na parkiecie mnóstwo zdrowia. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
PUCHAR CEV
Rzeszowianie to obrońcy trofeum. Do finału awansowali w wielkim stylu, bez porażki, ale w nim czekało na nich wielkie wyzwanie. Ziraat to klasowa ekipa, mająca w składzie Trevora Clevenota oraz Matthew Andersona, czyli graczy z najwyższej światowej półki. Uzupełniają ich reprezentanci Turcji i niedoceniany Holender Wouter Ter Maat.
Plan gospodarzy był bardzo prosty. Liczyli na wygraną 3:0 lub 3:1, co dałoby im sporą zaliczkę przed rewanżem w Ankarze (9 kwietnia).
Spotkanie od początku było bardzo wyrównane. Po stronie Ziraatu kapitalnie spisywał się Ter Maat. Atakujący nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie zawodził. Kończył wszystko. Miał przy tym sporo szczęścia, bo kilka razy rzeszowianie złapali go blokiem, ale piłka minimalnie lądowała poza polem gry. Poziom trzymał też Anderson. Słabiej natomiast spisywał się Clevenot. Mistrz olimpijski z Tokio i Paryża nie był sobą. Na przyjęciu nie zawsze potrafił utrzymać dokładność, a do ataku szedł bardzo rzadko. Miał za to sposób na zatrzymanie kolegi z reprezentacji Francji Stephena Boyera. Atakujący Asseco Resovii to gracz bezkompromisowy. Nie stosuje półśrodków, idzie na całość i… kilka razy mocno się zdziwił, gdy bo blokach Clevenota piłka błyskawicznie spadała mu pod nogi. Po stronie miejscowych, przy zmiennej formie Boyera, ciężar gry wzięli więc na siebie Lukas Vasina oraz Klemen Cebulj.
Wymiana ciosów trwała w najlepsze. Żadna z drużyn nie potrafiła wywalczyć większej przewagi niż 2-3 punkty. Losy pierwszego seta decydowały się w końcówce. W grze na przewagi więcej zimnej krwi zachowali gospodarze. Decydujący punkt zdobyli, bo Boyer pojedynczym blokiem zatrzymał Andersona.
Kolejne odsłony były podobne i równie dramatyczne. Kibice się nie nudzili. Podziwiali potężne ataki i efektowne obrony. Siatkarze się nie oszczędzali. W każdą akcję wkładali całe serce. O powodzeniu akcji decydowały drobne elementy: dokładniejsze przyjęcie zagrywki, mocniejszy atak, sprytniejsze zachowanie w walce na siatce… W efekcie zespoły wygrywały sety na zmianę i zwycięzcę miał wyłonić tie-break.
Goście dwukrotnie w nim odskakiwali (5:1, 13:10), ale rzeszowianie nie załamywali się i po heroicznym boju odrabiali straty. Cebulj za poświęcenie zapłacił skurczem mięśnia łydki. Ból był tak duży, że musiał przedwcześnie opuścić parkiet.
Był remis 14:14, ale to Asseco Resovia wprowadzała piłkę do gry, co dawało przewagę Ziraatowi. Rzeszowianie dzielnie odpowiadali, broniąc cztery piłki meczowe. Przy piątej nie dali rady. Serwował Murat Yenipazar. Piłka otarła się o siatkę, wyhamowała i wpadła w parkiet. Żaden z miejscowych graczy nie miał siły, by w porę zareagować.
(mic)
Finał - 1. mecz
◼ Asseco Resovia – Ziraat Bankasi Ankara 2:3 (27:25, 21:25, 25:23, 23:25, 17:19)
Rewanż 9 kwietnia w Ankarze
RZESZÓW: Ropret (2), Vasina (20), Woch (10), Boyer (22), Cebulj (17), Kłos (7), Potera (libero) oraz Bucki (1), Staszewski, Kozub. Trener Tuomas SAMMELVUO.
ANKARA: Yenipazar (6), Anderson (28), Savas (6), Ter Maat (28), Clevenot (10), Bulbul (9), Bayraktar (libero) oraz Stern. Trener Mustafa KAVAZ.
Sędziowali: Ilian Georgiew (Bułgaria) i Mauro Carlo Goitre (Włochy). Widzów 4200.
Przebieg meczu
I: 10:8, 14:15, 19:20, 25:24, 27:25.
II: 6:10, 12:15, 17:20, 21:25.
III: 8:10, 15:14, 20:17, 25:23.
IV: 9:10, 14:15, 18:20, 23:25.
V: 1:5, 8:10, 14:15, 17:19.
Bohater – Matthew ANDERSON.
