Harmonii nie stwierdzono

We Frankfurcie nic nie zmierzało we właściwym kierunku – i głową zapłacił za to trener Dino Toppmoeller. Ale czy to na pewno on jest głównym winowajcą?

Piłkarze Eintrachtu zdają się myśleć: „co poszło nie tak”? Fot. Eintracht Frankfurt

NIEMCY

W Bundeslidze jest 7. miejsce i 6 punktów straty do czołowej czwórki, dającej Ligę Mistrzów. W Pucharze Niemiec już Eintrachtu nie ma, bo w październiku po karnych wyeliminowała go Borussia Dortmund. W samej Champions League natomiast – delikatnie mówiąc – idzie słabo, bo Orły zdobyły tylko 4 punkty w 6 spotkaniach. Zaczęły od imponującego zwycięstwa 5:1 z Galatasaray, by potem... zaliczyć dwie porażki takim właśnie bilansem goli. Terminarz nie był łatwy (Atletico, Liverpool, Napoli, Atalanta, Barcelona), ale problem jest szerszy.

Litania problemów

Eintracht znaczy po niemiecku „harmonia” czy „zgoda”, a takowych – jak na złość – we frankfurckiej ekipie nie widać. Trener Dino Toppmoeller osiągnął z zespołem wiele dobrego. Poprzedni sezon zakończył na 3. miejscu, najlepszym dla Orłów od 32 lat. Pod jego skrzydłami wypromowali się też wtedy dwaj napastnicy, którzy czarują Europę – w połowie sezonu Manchester City kupił Omara Marmousha za 75 mln euro, a już po jego zakończeniu Liverpool wziął Hugo Ekitike za 95 mln euro. Dwie sprzedaże – a wpadło 170 mln! Dokładając do tego jeszcze kilka sprzedaży w tych okienkach, zebrało się ponad 200 mln zysku. Część tej kwoty działacze wydali na nowe transfery – ok, połowę – ale to okazało się za mało. Poza tym tak jak w ostatnich latach Eintracht kapitalnie spisywał się w kwestii skautingu i wynajdywania perełek, tak teraz Toppmoellerowi zdecydowanie nie pomógł. Jak zauważył Bild: „Jego kontrakt przedłużono do 2028 roku, a oczekiwania na Ligę Mistrzów były duże. Naiwnie duże. Pod koniec okienka transferowego pojawiły się pierwsze wątpliwości, czy trener na pewno poradzi sobie w grze na trzech frontach? Przeciwko drużynom takim jak Bayern czy Liverpool, grając ofensywną i atrakcyjną piłkę. Taki był wymóg, ale czy Toppmoeller miał odpowiednich zawodników? Eintracht był drużyną chwiejną we wszystkich aspektach” – czytamy.

Później pojawiła się cała litania problemów wszelakiej maści, dotycząca większości zawodników na wszystkich pozycjach. Niby drobne rzeczy, ale zebrane do kupy dały efekt kuli śnieżnej, która na początku 2026 roku przybrała spory rozmiar. Po krótkiej przerwie świąteczno-noworocznej gra Eintrachtu nie wyglądała odpowiednio. Było wesoło, to na pewno – 3:3 z Dortmundem, 2:3 ze Stuttgartem, 3:3 z Werderem... No ale nie było skutecznie. Co ciekawe, Orły pożegnały Toppmoellera z wielką klasą, na wspólnej konferencji prasowej z dyrektorem sportowym Markusem Kroesche. To widok nietypowy.

Racja dyrektorska

Dyrektor nazwał zwolnionego szkoleniowca „wybitnym”, ale dodał, że razem ze sztabem „zaklinowali się”. – To skomplikowane. Nie wszystko potoczyło się tak, jak chciał to wdrożyć sztab. Pojawiła się niepewność, potem porażki, niezadowolenie. Takie zmiany zdarzają się w piłce nożnej – tłumaczył Kroesche, który pytany o letnie okienko transferowe, czy zrobiłby coś inaczej, odpowiedział, że „mamy wystarczająco dużo jakości”. Dyrektor przyznał, że tez popełnia błędy... ale nie powiedział jakie. Niemieckie media wskazują jednak, że zwolnienie Toppmoellera – którego przed sezonem pewnie nikt by przewidział – to jedna z porażek Kroeschego. I trudno się z tym nie zgodzić, patrząc na ogólny regres, jaki dotknął zespół i że wielu ze ściągniętych w ciągu minionych 12 miesięcy piłkarzy to nie „to”.

Nie wiadomo na razie, kto na stałe obejmie Eintracht, ale można się domyślić, że Toppmoeller długo nowej pracy szukać nie będzie.

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się