Gutek strzela, Arka przegrywa

Vladislavs Gutkovskis jest jednym z najlepszych strzelców zaplecza ekstraklasy, ale jego Arka - największym rozczarowaniem. Łotysz odczuwa z tego powodu ogromny dysonans.

Tak cieszył się z kolegami w Gdańsku Gutek po golu na 1:1. Finalnie Lechia jednak pokonała Arkę 2:1. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

WYDARZENIE KOLEJKI

Po powracającym do polskiej ligi po średnio udanej koreańskiej (Daejeon Hana) przygodzie Vladislavsie Gutkovskisie nie wiadomo było, czego do końca się spodziewać. Wiosną poprzedniego sezonu w ekstraklasie uzbierał cztery gole i jedną asystę. Nie był to może wynik spektakularny, ale też nie tragiczny.

Strzelec regularny

W obecnym sezonie do „Gutka” ciężko mieć jednak jakiekolwiek pretensje. Z sześcioma golami jest wiceliderem klasyfikacji strzelców, ustępując jedynie Arturowi Szachowi z Lechii oraz równając się z Kamilem Zapolnikiem z Bruk-Betu. W niedzielny wieczór z tym pierwszym miał okazję się spotkać w 49. derbach Trójmiasta. Obaj wpisali się na listę strzelców, ale cieszyć mógł się tylko Ukrainiec. Lechia w obecności ponad 37 tysięcy kibiców wygrała 2:1, awansując na trzecie miejsce w tabeli. Arka jest na zupełnie przeciwległym biegunie – 11 punktów po 11 kolejkach to tyle samo, co będące w strefie spadkowej Podbeskidzie oraz Unia Skierniewice. A przecież w Gdyni chcieli szybko wrócić do ekstraklasy…

„Nic taki gol nie cieszy”

Do samego Gutkovskisa nie można mieć zastrzeżeń – w Gdańsku przepięknym trafieniem doprowadził do wyrównania, tydzień wcześniej również wpisał się na listę strzelców w starciu z Polonią Warszawa. Wspólnym mianownikiem obu spotkań są jednak porażki 1:2. Wcześniej Łotysz wpisywał się na listę strzelców w wygranych meczach – w starciu ze Stalą Rzeszów (4:0) ustrzelił hat-tricka, dołożył też gola do pewnie wygranego spotkania (3:0) z Puszczą Niepołomice. Mało o kim można obecnie powiedzieć tak bardzo jak o Gutku, że może mieć mieszane uczucia: – Nie ma żadnej radości po takim spotkaniu, bo to był jeden z naszych najważniejszych meczów w tym sezonie. Nawet ta bramka mnie nic nie cieszy. Mieliśmy 1:1, wydawało się, że możemy odwrócić losy, ale znów popełniamy prosty błąd, nie panujemy nad rywalem na jego połowie i strzelają nam gola – przyznał wyraźnie zasmucony przed kamerami TVP Sport.

Babcia największym fanem

Gutkovskis pochodzi z kraju, gdzie piłka nożna nie jest sportem ani numer jeden, ani nawet numer dwa. Na Łotwie zdecydowanie ustępuje miejsca koszykówce i hokejowi. Jak to się zatem stało, że „Gutek” został piłkarzem? – Tutaj podziękowania należą się mojej babci i dziadkowi, którzy mnie zawieźli pierwszy raz na piłkę. Potem wozili mnie na treningi, kupowali korki. Jeździłem na różne turnieje, również za granicę. Trzeba było za to wszystko płacić, dlatego jestem im bardzo wdzięczny. Jestem szczęśliwy, że uprawiam tę dyscyplinę. Wprawdzie mam warunki na hokeistę, ale nigdy nie myślałem, żeby uprawiać ten sport. Jestem fanem piłki – opowiadał napastnik. Babcia pozostała zresztą jego najwierniejszą fanką, wspierającą go z trybun podczas każdego meczu reprezentacji w Rydze. – Dziadek już niestety nie żyje, ale babcia jest zawsze na spotkaniu – dodaje były gracz m.in. Rakowa.

Wychowanek hegemona

Klubem, w którym stawiał pierwsze kroki, i jedynym, gdzie występował przed przyjazdem do Polski, jest Skonto Ryga. Ten hegemon na skalę Łotwy sięgnął 14 razy z rzędu po mistrzostwo kraju (1991–2004). Niestety, 10 lat temu wskutek problemów finansowych najbardziej utytułowana łotewska drużyna przestała istnieć. – Bardzo szkoda, że nie ma już takiego zespołu na Łotwie. Pamiętam, że kiedy zdobyłem tytuł króla strzelców w 2014 roku (28 goli – przyp. red.), to klub chciał mnie sprzedać, żeby poratować trochę finanse. Były wtedy kilkumiesięczne zaległości w wypłatach, ale mieliśmy bardzo dobrego trenera, który potrafił nas zmobilizować do gry. Na boisku zrobiliśmy świetny wynik, ale niestety klub upadł. Kiedy odszedłem do Polski, to był ostatni transfer ze Skonto. Na kolejny sezon nie dostali już licencji. Próbowali jeszcze zacząć od niższej ligi, zmienili nazwę, ale to się nie udało – wspomina Łotysz, który polską ligę zna jak żadną inną.

Mariusz Rajek


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się