Grzmoty lepsze od Ostróg
W meczu na szczycie Konferencji Zachodniej Thunder pokonali u siebie Spurs.
W pojedynku sąsiadów w tabeli Golden State lepsi od Portland. Fot. PAP/EPA
Wydarzeniem nocnej kolejki był mecz w Oklahoma City. Thunder i Spurs spotkali się po raz czwarty w tym sezonie. Wszystkie trzy poprzednie mecze wygrały niespodziewanie Ostrogi. Tym razem sensacji nie było. Gospodarze wygrali pewnie. Do połowy mecz był w miarę wyrównany, a o sukcesie Thunder przesądziła dominacja w trzeciej kwarcie (40:24). Shai Gilgeous-Alexander zdobył 34 punkty, Jalen Williams dołożył 20, a Chet Holmgren dorzucił 8 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki. Po stronie przegranych Stephon Castle zdobył 20 punktów, a Victor Wembanyama dodał 17 punktów i siedem zbiórek. Jeremy Sochan był na boisku tylko przez 100 sekund. - Nikt nie lubi tego uczucia, gdy przegrywasz z kimś trzy razy z rzędu. A jeśli ci się to nie podoba, musisz coś z tym zrobić. Staraliśmy się być zawsze przed nimi, wyprzedzaliśmy ich w półdystansie, w razie kontrataków - tłumaczył Shai Gilgeous-Alexander. - Dzisiejszy wynik pokazuje, że kiedy gramy w określony sposób, z pewnym poczuciem siły, agresywności i dbałością o szczegóły, to nie ma znaczenia, kto jest po drugiej stronie. Nie mówię, że nie robiliśmy tego wcześniej, robiliśmy to wielokrotnie, ale myślę, że im bardziej będziemy w stanie osiągnąć ten stan mentalny, ten stan umysłu, tym lepiej - przyznał lider Grzmotów.
Thunder wyglądali jak prawdziwi obrońcy tytułu. Byli lepsi w zbiórkach, zatrzymali rywali na 40 procentach skuteczności z gry, wymusili 12 strat. - Bardzo dobrze dbaliśmy o szczegóły przez cały mecz. Kiedy gra się z tak dobrą drużyną, zmusza cię to do skupienia się na swoich atutach. To coś, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy - przyznał Williams.
Koszykarze Portland jechali do San Francisco z chęcią sprawienia niespodzianki. To miała być ich ósma wygrana w 10 ostatnich spotkaniach. Niestety, przed meczem okazało się, że nie zagra Deni Avdija. Lider Blazers narzekał na ból pleców po sobotnim spotkaniu z Knicks. Bez swojego najlepszego strzelca goście łatwo oddali spotkanie. Decydującą okazała się pierwsza połowa, którą Warriors wygrali aż 26 punktami (67:41). Choć zupełnie nie szło Stephenowi Curry'emu (1 z 9 z gry, 7 punktów) to ciężar gry wzięli na siebie Jimmy Butler (16 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst) oraz rezerwowy De'Anthony Melton (23 punkty).
Na półmetku sezonu Wojownicy są na ósmym miejscu (22-19) w Konferencji Zachodniej, a Trail Blazers tuż za nimi (19:22).
Wyniki: Miami - Phoenix 127:121, Golden State - Portland 119:97, Houston - Chicago 119:113, Milwaukee - Minnesota 106:139, New Orleans - Denver 116:122, Oklahoma City - San Antonio 119:98, LA Lakers - Atlanta 141:116.
(p)
