Grunt to pozytywne myślenie

Rozmowa z Dariuszem Szpakowskim, komentatorem sportowym

Dariusz Szpakowski ze spokojem czeka na kolejne mecze reprezentacji Polski. Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus

Relacjonuje pan mistrzostwa świata od 1978 roku. Jesteśmy po losowaniu grup do kolejnego mundialu. Wiedząc, że wylosowaliśmy Hiszpanię lub Holandię, a także Finlandię, Litwę, Maltę – jest pan optymistą czy pesymistą?

-  Chciałbym być optymistą, ale przede wszystkim jestem… realistą. Ostatnio ta reprezentacja tylko momentami dawała nam jednak argumenty do tego, żeby mieć powody do zadowolenia. Życzę trenerowi Michałowi Probierzowi sklejenia tych wszystkich fragmentów w całość. Życzę więcej takich połówek, jak pierwsza w meczu z Portugalią, czy takich piętnastu minut jakie zagraliśmy z Chorwacją… Mecze Ligi Narodów, tak twierdzi selekcjoner, służyły wyselekcjonowaniu odpowiedniej grupy ludzi. „Bądźmy optymistami, jesteśmy na dobrej drodze” – powtarza. Cóż, wierzmy w to, choć nie mam wątpliwości, że ta droga będzie wyboista… Muszę powiedzieć, że nie wróżę tej reprezentacji awansu z pierwszego miejsca w grupie, daję na to pięć, może dziesięć procent…

Pyta mnie pan: jaka to jest grupa…  Podkreślę jednak, że to nie grupa, ale gra zdecyduje, czy będziemy na mundialu! Obowiązkiem tej reprezentacji, przynajmniej w naszym kibicowskim odczuciu, jest zajęcie w tej grupie drugiego miejsca. Przypominam jednak, że drugie miejsce będzie przede wszystkim oznaczać, że trzeba będzie bić się w barażach. W dwóch przypadkach zdarzyło się ostatnio, że te baraże zakończyliśmy zwycięsko. Myślę, że i teraz, gdyby do nich doszło, zwycięstwo byłoby w zasięgu naszej reprezentacji. Przypuszczam, że w grupie zagramy z Holandią, bo myślę, że w Lidze Narodów Hiszpanie – jako mistrzowie Europy, dysponując niezwykle utalentowanym pokoleniem - z Holendrami sobie jednak poradzą.  Myślę też, że to pewnie Holandia awansuje na mistrzostwa z pierwszego miejsca.

Na kogo moglibyśmy trafić z drugiego miejsca?

- Analizując pozostałe grupy widać, że są w nich jednak reprezentacje na podobnym, czasem wręcz wyższym poziomie… Jeśli dojdzie do rywalizacji – z pewnością nie będzie łatwo, ale życie nauczyło mnie, że warto być optymistą. Jeden z największych polskich piłkarzy wszech czasów, Włodzimierz Lubański, z którym miałem przyjemność komentować wiele spotkań polskiej reprezentacji podczas mistrzostw świata czy Europy – wielokrotnie mi powtarzał: „positive denken”. Co to znaczy po niderlandzku? „Pozytywne myślenie”! (uśmiech).

Z drugiej strony, rywale mają z czego czerpać, u nas jest z tym kłopot. Dlaczego? Andrzej Strejlau zwraca uwagę na ważką sprawę: ligowe mistrzostwa Polski to obecnie w dużej mierze mistrzostwa zawodników zagranicznych. W prawie każdej drużynie wiodą prym, może z wyjątkiem Zagłębia Lubin czy GKS-u Katowice. A przecież nie obcokrajowcy tworzą narodową reprezentację…

Wie pan: trzeba grać! Ostatnio wyniki są takie, jakie są. Do ostatnich mistrzostw Europy awansowaliśmy przez baraże i odpadliśmy najszybciej jak się dało.  Michał Probierz powtarza, że budując reprezentację jest optymistą, a trzeba mu wierzyć. Ale selekcjonerowi jest trudno, bo nie ma nowych talentów, a wiadomo, że tacy piłkarze jak Szczęsny, Glik, Piszczek, Błaszczykowski - zakończyli kariery.  A przecież nie tak dawno rzut karny dzielił nas od półfinału mistrzostw Europy (za kadencji Adama Nawałki, w 2016 roku Polska odpadła w ćwierćfinale po rzutach karnych z Portugalią nie przegrywając wcześniej meczu, przyp. aut.). To było ostatnie nasze znaczące osiągnięcie. Drużyna Czesława Michniewicza potrafiła wyjść z grupy na poprzednim mundialu, ale pozostał jednak niesmak jeśli chodzi o styl.

Co można zrobić?

- Trzeba nam czasu, żeby nowo tworzone akademie wyprodukowały nowych, dobrych graczy.  Od zamożności czyli portfela właścicieli klubów zależy jak szybko będą sprzedawać te talenty zagranicę. Jeśli się szybko ich sprzedaje, to oni nie mają ugruntowanej pozycji. Oni rokują, ale rokują na tyle, że siedzą na ławkach… Potem korzystać z nich w kontekście reprezentacji jest niezwykle trudno.

A ciągle nam sporo brakuje do konkurencji, choćby do szkoły włoskiej, gdzie wyrósł Zalewski, Urbański się ukształtował, bo wyjechał tam jako młody chłopak.

Rozmawiamy podczas promocji najnowszej książki Jerzego Chromika.

- Jurek jest moim przyjacielem od wielu, wielu lat. To niecodzienny reporter, można powiedzieć wręcz, że Ostatni Mohikanin polskiego dziennikarstwa. Potwierdza klasę felietonami i reportażami zebranymi w formie książkowej, Jurek nigdy nie był dziennikarzem, który dobrze czuł się na pierwszym planie. Woli raczej opowiadać o postaciach pierwszego planu, wielkich gwiazdach polskiego sportu i polskiej piłki  z zupełnie innej perspektywy, odkrywać i pokazywać je z nieznanej strony. Kolejne „Remanenty” są jednocześnie podsumowaniem, zwieńczeniem jego świetnego dziennikarskiego dorobku. Chwała mu za to. Jego dziennikarstwo zostało określone jako „przeźroczyste”, chodzi o to, że w jego tekstach bardzo wyraźnie widzimy te wszystkie osoby, z którymi rozmawiał, które niejako przedstawia. Jesteśmy mu za to wdzięczni.

O tym, że w 16 minucie jakiegoś meczu ktoś strzelił gola wiedział przecież każdy. Jego zawsze interesowało co na pierwszy rzut oka niewidoczne.

- Fascynowałem się pisarstwem Jurka już jako młody człowiek, także jego nieżyjących przyjaciół ze „Sportowca” – Macka Biegi czy Jacka Żemantowskiego. Miał niebywałe pióro, żeby utrwalać  coś czego nie uchwyciła telewizyjna kamera. Mogę wręcz powiedzieć, że Jurek, który kontynuował karierę w innych miejscach – „Expressie Wieczornym” czy „Przeglądzie Sportowym”, zaglądał w głąb duszy. Nigdy nie zapomnę jego znakomitego materiału o Darku Dziekanowskim i słów, które wtedy piłkarz wypowiedział, grając w Widzewie (zdania „wyjeżdżam do stolicy na dyskotekę. Po minięciu tablicy z napisem < > otwieram szybę i powiew innego powietrza wpływa na mnie kojąco” – odbiły się szerokim echem, przyp. aut.]. Trzeba było mieć odwagę, żeby napisać coś takiego, ale Jurkowi nigdy odwagi, także tej dziennikarskiej, nie brakowało. Dlatego polecam gorąco jego teksty zebrane w pięciu już tomach. Myślę, że niespełnionym marzeniem Jurka było zostać olimpijczykiem. Myślę, że takim olimpijczykiem został, to jest pięć tomów czyli pięć kółek olimpijskich. Każdy tom jest przecież w właśnie innym kolorze, jak kolory pięciu kontynentów jednoczących się podczas igrzysk olimpijskich (uśmiech).

Zgodzi się pan z opinią, że zarówno Jerzy Chromik jak i pan mieliście szczęście mówić o futbolu, opisywać go w wyjątkowo ciekawych czasach?

- W tamtych czasach była. Moje czasy to choćby rok 1978 kiedy Polska zajęła miejsce „wybrzydzane” V-VIII miejsce  za czasów Jacka Gmocha podczas mundialu w Argentynie albo rok 1982 czyli ciągle niedoceniana przygoda drużyny  Antoniego Piechniczka, zakończona trzecim miejscem podczas mundialu w Hiszpanii, takim samym przecież jak tym, które wywalczyła drużyna Kazimierza Górskiego w 1974 roku. Potem nawiązanie, po latach czekania, przez ekipę Jerzego Engela zakończoną jednak tylko udziałem w kolejnych mistrzostwach… Potem pierwszy awans do mistrzostw Europy drużyny Leo Beenhakkera, zakończony tak samo i drużyna Adama Nawałki, która dała nam poczucie dumy.

Myślę, że tym, co łączy tamte osiągnięcia i obecne trudne czasy, to fakt, że futbol  podczas obecnej globalizacji daje narodową tożsamość. Zawsze zaczynam czy kończę gdzieś tam swoją transmisję od słów: „proszę państwa, bez względu na podziały, jesteśmy Polakami, jesteśmy wszyscy razem, czekamy zawsze na mecze naszej reprezentacji”. Myślę, że to będzie trwałe – niezależnie od wyników, osiągnięć, miejsc…

Kończąc: wszystkiego najlepszego dla wszystkich w Nowym Roku. Oby to był rok w którym awansujemy na mundial!

Rozmawiał: Paweł Czado

Dariusz Szpakowski

Ur. 15 maja 1951 roku w Warszawie.

W latach 1976-82 dziennikarz radiowy.  Pierwszy mecz reprezentacji Polski skomentował na antenie Polskiego Radia w 1976 roku (0:2 z Francją). Obsługiwał jako radiowiec MŚ w 1978 i 1982, ME w 1980, letnie igrzyska olimpijskie w Moskwie (1980.)

Od 1983 roku dziennikarz telewizyjny TVP. Obsługiwał w tej roli m.in. MŚ 1986, 90, 94, 98, 2002, 06, 10, 14, 18, 22, oraz ME 1984, 88, 92, 96, 00, 04, 12, 16, 20, 24, a także letnie i zimowe igrzyska olimpijskie.  Ogółem skomentował 12 finałów mundiali.