Grazie Iga! Ale nawet sama chce więcej
Półfinał w Rzymie to najlepsze osiągnięcie Igi Świątek w tym sezonie, ale wcześniejsze mecze na Foro Italico zaostrzyły apetyt - na razie niezaspokojony.
Idze Świątek wciąż brakuje regularności w grze i na pierwszy tytuł w tym roku musi poczekać. Fot. Xinhua/ ABACA/ PAP
Na drodze do pierwszego finału Polki w turnieju WTA od września ub. roku stanęła świetnie dysponowana od początku roku Elina Switolina. W nocy z czwartku na piątek 31-letnia Ukrainka pokonała o 7 lat młodszą Igę Świątek 6:4, 2:6, 6:2, rozwiewając jej marzenia o czwartym tytule (po 2021-22 i 24) w Wiecznym Mieście. Raszynianka wcześniej wygrała cztery spotkania, a te z Naomi Osaką (16. WTA) i Jessicą Pegulą (5.) były popisem byłej liderki rankingu – w obu straciła zaledwie po 3 gemy.
Generalnie podopieczna Francisco Roiga zaprezentowała się o niebo lepiej niż jeszcze w marcu w Indian Wells (porażka w ćwierćfinale ze... Switoliną) i w Miami (przegrana z Magdą Linette w 2. rundzie).
- Patrząc z perspektywy tego, jak się czułam chociażby w USA, turniej w Rzymie to dla mnie krok do przodu. Wiadomo że chcę więcej, ale wciąż sprawiało mi przyjemność granie w tenisa, a to nie tak oczywiste i nie powinno się brać jako pewnik – powiedziała Świątek Dominikowi Senkowskiemu ze sport.pl.
W piątek podsumowała swój występ na Instagramie: „Wczorajszy mecz był wymagający i oczywiście liczyłam na inny wynik. (...) Czuję, że dzięki pracy, jaką ostatnio włożyliśmy, moja forma idzie w górę. Rzym jest dla mnie zawsze wyjątkowy. Tenis, kibice i – powiedzmy sobie szczerze – jedzenie sprawiają, że już nie mogę się doczekać powrotu w przyszłym roku. Grazie!”
I choć apetyty zostały zaostrzone, to Świątek wciąż brakuje stabilizacji - w trzech setach półfinału Polka popełniła aż 50 niewymuszonych błędów - przy zaledwie 28 uderzeniach kończących i przegrała już szósty z rzędu trzysetowy mecz przeciwko zawodniczkom z top 10.
Po meczu Polka zdobyła się na słowa uznania dla rywalki. - Szkoda tego meczu, ale Elina zaprezentowała się naprawdę dobrze. Wczoraj też musiała zagrać świetnie (w ćwierćfinale z Jeleną Rybakiną - przyp. red.), chociaż nie oglądałam tego pojedynku. Widać, jak świetnie jej idzie w tym sezonie - dodała.
Tenisistka z Odessy w 2026 r. wygrała turniej w Auckland, dotarła do finału w Dubaju, zaś w Australian Open, Indian Wells i Stuttgarcie odpadała w półfinale. Wróciła niedawno do top 10 rankingu, w którym była już numerem 3, a dzięki finałowi w Rzymie – lubi ten turniej podobnie jak Świątek, wygrała go w latach 2017-18 - zapewniła sobie awans na 8. miejsce, a jeżeli sięgnie po tytuł, będzie siódma.
W sobotnim finale (17.00) Ukrainka zmierzy się z Coco Gauff, ubiegłoroczną mistrzynią Rolanda Garrosa. Z 22-letnią Amerykanką - po tegorocznych zwycięstwach w Australian Open i w Dubaju - ma bilans 3-2. Ich różnica wieku - 9 lat i 182 dni - jest największą w finale Internazionali d’Italia od czasu, gdy Amerykanki Martina Navratilova i Monica Seles (17 lat i 45 dni różnicy) walczyły o tytuł w 1990 roku. Switolina stanie przed szansą zdobycia 20. tytułu w karierze, a w finałach na mączce ma imponujący bilans 7-0.
(ToM)
