Granice prowokacji
CZTERY PYTANIA DO… Erika Janży, piłkarza Górnika
W akcji Erik Janża (nr 64). Fot Marcin Gadomski / PAP
1. Zagraliście kolejny dobry mecz i wygraliście w Gdyni. Jesteście zadowoleni?
– Tak, oprócz tej pierwszej minuty, kiedy daliśmy się zaskoczyć. To był dobry mecz w trudnych warunkach, bo był i deszcz, i silny wiatr. Dostosowaliśmy się do wszystkiego, stąd zasłużona wygrana. Teraz szybki powrót do domu i w niedzielę ponownie zagramy z Arką – tyle że w lidze.
2. Warunki rzeczywiście były niekorzystne: wiatr, deszcz, liście. Łatwo się chyba nie grało?
– Dokładnie. Nie wiem, skąd na boisku nagle znalazło się tyle liści, chyba przywędrowały za nami z Zabrza (śmiech).
3. Jak się gra, kiedy traci się tak szybko bramkę?
– Zareagowaliśmy dobrze, bo nie było paniki, nie było chaosu, nikt nie krzyczał z ławki. Wiedzieliśmy, co mamy robić i tak było do 90 minuty. Były może słabsze momenty w pierwszej połowie, ale ogólnie nie możemy narzekać. To my byliśmy lepsi, to my stworzyliśmy sobie więcej bramkowych okazji i super, że znowu udało się trafić po stałych fragmencie.
4. Wszedł pan w kontakt z kibicami Arki. O co poszło?
– O niefajne okrzyki w kierunku Ukraińca Maksyma Chłania. Na takie odzywki nie ma miejsca na stadionach. Rozumiem, że ktoś może prowokować, ale nie tak, jak to było w Gdyni, nie w takim stylu. Najważniejsze, że spokojnie skończyliśmy mecz.
Rozmawiał Mariusz Rajek
