Gra warta świeczki

Liga ma przerwę, a w centrum uwagi będzie reprezentacja.

Filip Komorski (z lewej) stoczył wiele potyczek z Aleksim Varttinenem i jego kolegami. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz

TAURON HOKEJ LIGA

Jeszcze tylko cztery kolejki i hokeiści zakończą pierwszą cześć zmagań. Miniony weekend miał, przynajmniej częściowo, wyjaśnić, który zespół na jakie miejsce może liczyć, a tymczasem niewiele wiemy, bo ciągle cztery zespoły mają szansę na pierwsze miejsce. Może będziemy wiedzieli więcej po meczu Unii z GKS-em Tychy, który rozegrany zostanie po reprezentacyjnej przerwie. Baczni obserwatorzy przekonują, że na finiszu karty będą rozdawały zespoły z Jastrzębia oraz Torunia, wszak będą się potykały z czołowymi rywalami i pozbawione presji mogą im sprawić psikusa.

Rozżalony kapitan

Filip Komorski, kapitan GKS-u Tychy, miewał lepsze i gorsze okresy, ale nie błyszczał w tym sezonie, jednak teraz powoli dochodzi do odpowiedniej formy, a i zespół wskoczył na wyższy poziom. W piątek Tyszanie pokazali się z jak najlepszej strony i w Sosnowcu nie dali najmniejszych szans gospodarzom. Zaliczyli dziewiąte zwycięstwo z rzędu i mieli prawo oczekiwać kolejnego w derbach z GKS-em Katowice.

- Wszystko wyglądało fajnie, pełne trybuny, gorący doping, walka na lodzie jak w play offie i tylko końcowy rezultat nam się nie zgadza – kręcił głową z niezadowolenia tyski kapitan. - Druga tercja obfitowała w gole, ale z wielce doświadczonym rywalem jak Katowice nie można grać „otwartego” hokeja, bo natychmiast zostaje się skarconym. Wychodzimy na prowadzenie i łup, dostajemy szybko gola, a potem historia się powtarza, bo prowadzimy 3:2 i szybko tracimy bramkę. Zabrakło spokoju, wyrachowania, by opanować sytuację. Mieliśmy gorące głowy, co nas zgubiło, ale dobrze że doprowadziliśmy do remisu. A za karne mam pełen szacunek dla naszych rywali, którzy pokazali się z jak najlepszej strony, wykonywali je wręcz po profesorsku. Moge tylko dodać, że w sytuacji z najazdami znaleźliśmy po raz pierwszy raz w tym sezonie, ale nie szukam usprawiedliwień.

Niewiadoma do końca

Tyszanie mają trzy dni wolnego i zaczną przygotowania do ostatniego rozdania.

- Wcale nie będzie łatwo, bo przecież czekają nas mecze w Oświęcimiu, u siebie z Jastrzębiem oraz w Toruniu – wpada w słowo Komorski. - I strasznie żałujemy straconych punktów z GieKSą, a przecież mieliśmy szansę, by odwrócić losy tej potyczki i to w regulaminowym czasie. No trudno, walczymy, ale staram się nie myśleć z któego miejsca wystartujemy. Teraz najważniejsze, by jak najlepiej się przygotować do play offu.

W tabeli jest ścisk i każdy punkt będzie miał znaczenie. Tyszanie stracili dwa z GieKSą i zdają sobie sprawę, że może ich zabraknąć do 1. miejsce w tej części rozgrywek.

- Gra jest warta świeczki, bo najlepiej stratować z dwóch pierwszych lokat, bo wówczas trafi się na rywali niżej notowanych – przekonuje ekspert TVP Sport, były trener i szef szkolenia związku, Tomasz Rutkowski.- Zespoły Polonii oraz Cracovii, przy całym szacunku dla obu, nie są w stanie wygrać rywalizacji z czołową dwójką. Mogą pokusić się o jedną, może dwie wygrane, ale nie cztery. Natomiast ekipy z Jastrzębia oraz Torunia dla ligowej „3” i „4” mogą być groźne i wcale nie są bez szans. Nie potrafię powiedzieć jaki będzie układ tabeli, bo to zależy od wielu czynników. Wydaje się, że największy potencjał oraz szerokie kadry mają drużyny z Tychów oraz Oświęcimia. Najmniej liczną kadrę ma GKS Katowice, a Zagłębie stabilną. Przygotowanie fizyczne oraz umiejętność gry w formacjach specjalnych mogą odegrać najważniejszą rolę. W kluczowych momentach rywalizacji będzie liczyła postawa czwartej formacji. Jeżeli zawodnicy potrafią podjąć walkę, to każde spotkanie będzie interesujące.

GieKSa zadowolona

W Katowicach nikt nie ukrywa, że miniony weekend był udany dla hokeistów. Po dwóch wyjazdowych porażkach z Zagłębiem trener Jacek Płachta mocno ubolewał, że zespół nie podjął walki i został przez rywala stłamszony. Jednak GieKSiarze to charakterni hokeiści, w weekend walczyli jak lwy i wygrali Unią i Tychami po karnych. Trener Płachta potrafi zaskakiwać niekonwencjonalnymi decyzjami. Zarówno z Unią, jak i z Tychami na serię rzutów karnych desygnował między słupki Michała Kielera zamiast Jespera Eliassona. Polak zaimponował spokojem opanowaniem i GieKSa zdobyła cenne punkty. Kieler solidnie pracuje na miejsce w kadrze i czuje się w niej coraz pewniej.

Ligowa rywalizacja idzie w odstawkę, bo w centrum uwagi będzie reprezentacja podczas Europejskiego Pucharu Narodów.

Włodzimierz Sowiński

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się