Góralskie sekrety
Zamknięty sparing z czeskim drugoligowcem zakończył się nie tylko porażką Podbeskidzia, ale też kuriozalną ciszą medialną. Kibice szydzą, że w tajemnicy należało utrzymać również... wstydliwy wynik.
Nie wiadomo nic na temat tego, jaki skład wybrał w Dankowicach trener Marcin Włodarski. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
Podbeskidzie jeszcze przed sparingiem informowało, że mecz ma charakter zamknięty i w Dankowicach nie pojawią się ani kibice, ani przedstawiciele mediów. Po sparingu klub ograniczył się jedynie do podania końcowego wyniku w mediach społecznościowych. Jakiejkolwiek informacji próżno szukać na stronie internetowej, a tym samym nie wiadomo, kiedy padały gole ani w jakim zestawieniu personalnym wystąpił zespół. To pewnego rodzaju novum, bo o ile zamknięty sparing w obozie Górali nie jest niczym nowym, to klub w takiej sytuacji podawał po spotkaniu przynajmniej kadrę meczową, nie informując szczegółowo jedynie o tym, w jakim zestawieniu personalnym prezentował się na murawie. Tym razem utajniono wszystko.
Dwie szybkie straty
„Jak taka wielka tajemnica, to i wyniku trzeba było nie podawać” – to komentarz jednego z kibiców. Można się jednak spodziewać, że w spotkaniu wystąpili wszyscy zawodnicy, którzy nie narzekają na urazy. W sobotę spotkanie ligowe ze Spójnią Landek grała drużyna rezerw, a w składzie czwartoligowca pojawił się jedynie Michał Matys, który w ostatnich kolejkach jest głównie zmiennikiem Szymona Brańczyka.
Kilka zdań po wygranej napisał klub zza południowej granicy. Pierwszą interwencją w sparingu popisał się Radoslav Murin, który sparował niebezpieczny strzał jednego z piłkarzy Podbeskidzia. Po drugiej stronie w sytuację sam na sam wyszedł Lucas Cienciala, ale i tym razem górą był bramkarz. Pierwszy gol padł w 7. minucie po dośrodkowaniu Jakuba Bolfa – w polu karnym nieudanie interweniował jeden z obrońców gospodarzy, nieszczęśliwie pakując piłkę do własnej bramki. Upłynęły trzy minuty, a Podbeskidzie straciło drugiego gola. Muhammed Jamiu Abdoulkarim ruszył lewą stroną, a jego idealne podanie, które przeszło przez całe pole karne, na długim słupku skutecznym uderzeniem wykończył Tomas Omasta.
Mieli okazje
Dwa szybko stracone gole musiały wyraźnie podciąć skrzydła piłkarzom Marcina Włodarskiego, bo – jak relacjonuje czeski klub – w kolejnych minutach goście mieli jeszcze jedną doskonałą okazję na zdobycie gola. Strzał nigeryjskiego pomocnika z okolicy pola karnego minął jednak w nieznacznej odległości poprzeczki. Co nie udało się przed przerwą, stało się po godzinie gry. Wymiana kilku podań w środku pola zakończyła się prostopadłym zagraniem Martina Cerny do Andreja Nguyena, który minął rozpaczliwie interweniującego bramkarza, a piłka trafiła do Ondreja Machuca. Pomocnik musiał tylko dopełnić formalności.
Choć wynik może sugerować pełną dominację czeskiego drugoligowca, gospodarze mieli kilka dobrych okazji na zdobycie honorowego trafienia. Rywal odnotowuje dwie interwencje Murina i Ondreja Mrozka, który zmienił go po przerwie i wybronił sytuację z gatunku stuprocentowych. – Zawodnicy zrobili dokładnie to, czego od nich oczekiwaliśmy – powiedział po meczu Tomas Jakus, szkoleniowiec zespołu z Trzyńca.
Mało dyplomatyczne wpisy
Po porażce upust emocjom dali kibice Górali. Wśród różnej maści mało dyplomatycznych wpisów na uwagę zasługuje komentarz jednego ze stałych bywalców trybun przy Rychlińskiego: „Ktoś powie, że to tylko sparing, ale taka przegrana zostaje w głowie i na mecz ligowy chłopaki wyjdą znowu na miękkich nogach, bo wszyscy oczekują od nich wygranej. A wiadomo, że jak się bardzo chce, to zazwyczaj nic nie wychodzi. Im jest potrzebny dobry psycholog, żeby oczyścili głowy” – zasugerował. Podbeskidzie nie wygrało bowiem od równo dwóch miesięcy – po raz ostatni 5 sierpnia pokonało Hutnik Kraków w rundzie wstępnej Pucharu Polski.
(gru)
◼ Podbeskidzie Bielsko-Biała – FK Trzyniec 0:3 (0:2)
