Głowa ciągle w chmurach…

TRYBUNA KIBICA - Raków Częstochowa

W sezonie 2022/23 jako jeden z raptem kilku osób byłem na każdym meczu Rakowa! To był sezon bardzo długi. Składał się z 46 spotkań. Liga, Puchar Polski, europejskie puchary i mecz o Superpuchar. Na palcach jednej ręki można było policzyć tych, którym taki wynik się udał.

Pamiętam doskonale, że chodząc ulicami Nur Sułtanu - bo tak kilka lat temu nazywała się stolica Kazachstanu - zastanawiałem się, skąd ja się tu wziąłem? Przyleciałem samolotem na mecz Rakowa z Astaną do Azji Środkowej! Paradoks - do Azji na europejskie rozgrywki!

Wiedziałem, że zdarzyło się to w wyniku fenomenalnej pracy Marka Papszuna. Że anonimowy przed przyjęciem do Częstochowy trener - nauczyciel historii wykonał wspaniałą pracę, która sięga aż do Azji! Raków zdobył mistrzostwo Polski. Ostatnie zdanie proponuje przeczytać raz jeszcze - tylko wolniej. Wspomnianą wcześniej Astanę rozgromił w dwumeczu 6:0. Wydawało się, że Raków i Marek Papszun to elementy w puzzlach, które do siebie pasują, że żaden inny by się nie zmieścił. Fenomenalny czas. Każdy wiedział, że Raków bez Papszuna byłby w innym, gorszym miejscu. Ale też Papszun wciąż pozostawałby anonimowy (może na zawsze?), gdyby nie Raków. A Raków to dzieło jednego człowieka - Michała Świerczewskiego. On za tym wszystkim stoi. Papszun przyleciał z drużyną do Kazachstanu samolotem Świerczewskiego. Nie byłoby w Kazachstanie (ani nigdzie indziej w rozgrywkach UEFA) ani piłkarzy, ani kibiców z Częstochowy, gdyby nie Michał Świerczewski.

I kiedy wszystko skończyło się najpiękniej jak mogło - mistrzostwem Polski - Marek Papszun odfrunął helikopterem w dal. Pewnie myślał, że leci albo do reprezentacji Polski, albo do Legii albo jeszcze dalej - za granicę. Tyle że nikt mu lądowania nie zapewnił. A że Michał Świerczewski pamiętał, że to wspaniały trener, więc zaproponował mu ponowne lądowanie. Miękkie, bo w Rakowie Papszun był najbardziej zasłużonym szkoleniowcem w historii. I znów pokazał swój fach. Znów Raków wprowadził do Europy. Zaczął w tej Europie bardzo dobrze, choć w lidze bywało różnie.

Tylko ciągle coś w tej miłości Papszuna do Rakowa nie gra. Ciągle myśli o kimś innym i co jakiś czas marzy mu się helikopter. Drugi raz ma głowę w chmurach. Będąc tu i wykonując kapitalną trenerską robotę, myśli o innym klubie. I jest niemal pewne, że tym razem jego samolot wyląduje na Okęciu. Chciałoby się, żeby ten lot do Warszawy był spokojny. Ale wciąż nie mamy jasnego stanowiska ani Rakowa, ani Legii. Tylko pilot ogłosił komunikat, żeby zapiąć pasy, bo szykują się turbulencje.

Michał Cybulski



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się