Głodni sukcesu
Rozmowa z Erikiem Janżą, kapitanem Górnika Zabrze
Erik Janża (z prawej) w pojedynku z Samuelem Akere. Fot. PAP
Jest pan jedynym zawodnikiem z obecnej kadry, który pamięta czas, kiedy Górnik był liderem ekstraklasy. Proszę przypomnieć ten okres.
- Oczywiście pamiętam, to było w sezonie 2020/21, kiedy na początku wygraliśmy kilka meczów z rzędu, a potem…. A potem przegraliśmy osiem kolejnych. Na początku było dobrze, ale skończyło się gorzej [tamten sezon Górnicy skończyli na 10. miejscu – przyp. red.]. Teraz też powiedziałem kolegom, że jest fajnie, ale to chwila. Oczywiście, trzeba się z niej cieszyć, choć czasu za wiele nie mamy. W środę przecież czeka nas kolejny mecz, tym razem w Pucharze Polski. Na pewno jednak teraz fajnie popatrzeć na tabelę. Z Widzewem było dobre widowisko do zobaczenia, pomogli nam bardzo kibice i można być zadowolonym z tego, w którym miejscu jesteśmy.
Mecz z Widzewem był widowiskowy, bo sporo bramek, wygrana 3:2, wiele się działo, ale dla obrońców jednak trochę gorszy. Mimo dwóch straconych goli, to w całym sezonie nie tracicie ich za dużo - siedem w dziewięciu meczach. Jak pan na wszystko patrzy?
- W pierwszej połowie z Widzewem słabo graliśmy, ale prowadziliśmy 2:1. Mieliśmy trochę szczęścia, ale gra nie była dobra, nie było to to, co trenowaliśmy w tygodniu poprzedzającym mecz i czego oczekiwaliśmy. Brakowało pewności siebie przy piłce. Trochę szczęścia mieliśmy przy bramce Ousmane Sowa na 3:2, to jest taka nagroda, bo jak robisz na boisku to co trenujesz, jak walczysz, to ktoś tam na górze to widzi i oddaje. Obiektywnie zasłużona wygrana.
Mecz z łodzianami był trudniejszy od ostatniego z Rakowem?
- Ciężko powiedzieć, bo to inny styl grania. Widzew ma więcej jakości z przodu, mają za to większe problemy w defensywie i to było widać w spotkaniu u nas. Ja się bardzo cieszę, że znowu strzeliliśmy trzy bramki i oby tak dalej.
Bramkarz rywali wam pomógł?
- To nie nasz problem. Czasami tak jest, trafisz dobrze, wpada, czasami jest słupek. Ja się cieszę, że zdobywamy sporo bramek. Gramy skrzydłami przez napastników. Sondre Liseth sam miał trzy dobre sytuacje. Nie wszystkie wykorzystał, ale raz trafił i ważne, że dochodzi do tych sytuacji, potrafi się znaleźć. Jak w każdym meczu strzelimy tyle goli co z Widzewem, to będzie dobrze.
Pan też dopisuje kolejną liczbę, bo była asysta przy trafieniu na 2:1 Lisetha.
- Było w tym trochę szczęścia, bo piłka odbiła się gdzieś tam od nóg stopera Widzewa, ale jasne - jestem zadowolony, że pomagam z przodu. W tyłach było ciężko, bo Widzew ma dobrych skrzydłowych. Szybki Baena, to samo Akere. Musiałem mocno z nimi walczyć. Bramki z mojej strony nie straciliśmy. To dla mnie na plus.
Przed wami wyjazd do Krakowa. Utrzymacie się na tej pierwszej pozycji na dłużej?
- Zobaczymy. Jesteśmy w dobrym momencie. Na razie chcemy w Pucharze Polski wygrać z Legią II. To teraz najważniejsze zadanie. Trzeba wygrać, żeby była pozytywna energia, a mamy pewność siebie, potrzebną żeby wygrać w lidze z każdym. I w szatni i w klubie jest dobra energia. Jak masz taki dobry moment, to musisz go trzymać jak najdłużej.
Co jest atutem lidera ekstraklasy?
- Drużyna. W środku pola mamy zawodników, którzy naprawdę dużo biegają, jak Patrik Hellebrand, jak „Jaro” Kubicki, „Ambro” czy Koreańczyk Goh. Swoje z przodu dokłada Sondre. Wszyscy, naprawdę wszyscy, którzy grają od pierwszej minuty, czy wchodzą z ławki - czują się ważni, potrzebni i to jest najważniejsze. Trener też podkreśla, że każdy jest częścią tej grupy, każdy może czuć się doceniony.
Mało tych straconych bramek z waszej strony. To jedna z takich rzeczy, na którą trener Gasparik ze swoim sztabem szczególnie zwracał uwagę w okresie przygotowawczym?
- Dokładnie. Były mecze, że jak traciliśmy bramki, to potem wiele z nich kończyło się naszą przegraną. W ekstraklasie tak jest, że jak pierwszy stracisz gola, to potem trudno to wszystko odwrócić. Teraz jest lepiej, walczymy w każdym meczu, na każde spotkanie mamy swój plan, sztab wykonuje dobrze swoją robotę. Uczymy się z tygodnia na tydzień, czasami to lepiej wychodzi, czasami gorzej. Z Widzewem boli bramka ze stałego fragmentu.
Jest jakaś presja na wynik?
- Trener nawet przed meczem z Widzewem powtarzał, że nie ma presji. Przed spotkaniem z Motorem napisałem na grupie słowa, żeby odpalić jeszcze chłopaków, taka dodatkowa motywacja, ale może to była dodatkowa presja. Teraz nic nie pisałem, szkoleniowiec sam zdejmuje z nas presję. My nie musimy, ale możemy coś fajnego zrobić i tak trzeba funkcjonować. Presji więc nie ma, ale trzeba być głodnym sukcesu.
Rozmawiał Michał Zichlarz
