Gdzież ci ludzie z wartościami?

Rozmowa z Łukaszem Surmą, rekordzistą ekstraklasy w liczbie rozegranych spotkań, dziś próbującym sił w pracy szkoleniowej

Łukasz Surma marszczy brwi na myśl o „oszustwie w majestacie prawa”... Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Bramkarz „opatrywany” na boisku, a jego koledzy – przy ławce rezerwowych na „lekcji” u swego trenera. Widział pan te sceny w meczu Legia – Zagłębie Lubin?

- Jestem nie tyle przerażony tą sytuacją, co bardzo zmartwiony. To jest – mówiąc wprost – kombinatorstwo, mogące rodzić bardzo poważne konsekwencje dla futbolu jako dyscypliny. Trzeba mieć teraz dużą wyobraźnię, żeby takie rzeczy zastopować!

Mocne słowa! Co pan ma na myśli, mówiąc o tych „poważnych konsekwencjach”?

- Piłka nam się „amerykanizuje”. Już i tak mamy kilkuminutowe ingerencje VAR-u. Jeżeli teraz dopuścimy do kolejnych przestojów w grze, to co będzie następne? Oficjalne przerwy na telewizyjną reklamę w pierwszej i drugiej połowie? Za chwilę to już nie będzie ta dyscyplina, która nas tak pociąga, którą kochają miliony.

Widzę, że nie muszę już pytać o to, czy byłby pan zwolennikiem wprowadzenia oficjalnego „czasu dla trenera” - jak w innych dyscyplinach...

- W życiu nie! Zmienność, nieprzewidywalność futbolu to jego największe zalety, wyróżniające go na tle innych dyscyplin. A jej istota to kreatywność, myślenie. Samodzielne myślenie zawodników na murawie!

Daleko pan wybiegł w swej refleksji od clou naszej rozmowy: czyli – najpewniej – prób oszukiwania sędziego poprzez symulowanie kontuzji bramkarza...

- Bo czuję to niebezpieczeństwo zniszczenia naszej dyscypliny. A wracając do sedna: ja bym nigdy – jako piłkarz i trener – nigdy nie wpadł na to, by tak kombinować. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze - istotą tej gry jest to, aby oddać 45 minut samym zawodnikom na boisku. I wielkie gwiazdy, i piłkarze zupełnie przeciętni, muszą w tym okresie wpaść w pewien rytm. Maradona nie byłby Maradoną, gdyby tego rytmu nie szukał, a tym bardziej – gdyby te poszukiwania mu przerywać takimi sytuacjami, jak widzieliśmy w meczu Legia – Zagłębie. Po drugie – to jest oszustwo wobec przeciwników. Ja się pytam: to Legia nie ma w swych szeregach kapitanów, liderów potrafiących zareagować na niekorzystny dla niej rozwój wydarzeń na murawie? Przecież to śmieszne, by nie rzec – żałosne.

Jestem pewien, że to nie piłkarze wymyślili ów fortel, umożliwiający trenerowi dodatkową konsultację z całą drużyną...

- Oczywiście. Dlatego – moim zdaniem - związek musi jakoś zareagować na takie sytuacje. A trener Ojrzyński dobrze zrobił, że publicznie poruszył tę kwestię. Gratulacje dla niego.

Jak powinien zareagować związek?

- Długofalowo. Już na etapie szkolenia przyszłych kadr trenerskich. W Szkole Trenerów PZPN znacznie więcej miejsca zajmować powinna etyka tego zawodu. Wyobraża pan sobie, żeby na przykład świętej pamięci trener Orest Lenczyk chwytał się takich metod? Chętnie bym posłuchał jego komentarza do tej sytuacji... To było pokolenie ludzi z wartościami. A dziś – by wygrać – szuka się sposobu obejścia przepisów. Trener Papszun ma wielkie osiągnięcia, świetnie prowadzi swoje drużyny, one są zawsze bardzo zdyscyplinowane. Ale takich rzeczy piłkarzy uczyć nie powinien: oni mają sobie poradzić przez te 45 minut! Mało tego: jaki to jest przekaz etyczny do młodych zawodników? Że można oszukiwać, bo i tak liczy się tylko ostateczny wynik?

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się