Gdzie mam sobie wsadzić?
KONTROWERSJA KOLEJKI
Stop-klatka jeszcze przed zagraniem piłki przez Jakuba Łabojkę (żółta koszulka). Ocenę słuszności decyzji arbitra pozostawiamy czytelnikom. Fot. zrzut ekranu z YT
Zazwyczaj w tym miejscu wyłapujemy sędziowskie pomyłki albo decyzje tak właśnie oceniane przez większość obserwatorów (lub ekspertów). Tym razem wpadła nam w oko sytuacja, która ostatecznie uratowała Raków przed porażką w Lublinie – mowa oczywiście o powietrznym starciu Jakuba Łabojki z Jonatanem Brautem Brunesem. Skutek znamy: interwencja VAR, marszobieg Bartosza Frankowskiego przed monitor, decyzja o rzucie karnym, pewna egzekucja i ostatecznie remis 1:1. Poszło o „zderzenie” norweskiego snajpera z łokciem Lublinianina.
Na środku się nie gwiżdże
Ten ostatni na gorąco z wielką goryczą mówił o sędziowskim werdykcie. – Wygrałem pojedynek główkowy! – zastrzegał przed kamerami Canal+ Sport. – Kiedy się skacze do piłki, automatycznie wystawia się ręce. Jest to ruch naturalny. Sędzia powiedział, że najpierw trafiłem rywala łokciem, a dopiero później odbiłem piłkę głową. Ja się z tą interpretacją nie zgadzam – pieklił się Jakub Łabojko i kreślił własny obraz samego zdarzenia. – Owszem, czułem kontakt z zawodnikiem Rakowa na swoim przedramieniu, nie na łokciu! Natomiast pierwszy byłem przy piłce! Już nie wiem, gdzie mam sobie te ręce wsadzić! – pytał retorycznie piłkarz Motoru. Podkreślał zarazem, że – jego zdaniem – podobnych sytuacji stykowych jest w każdym meczu dużo więcej. – Również na środku boiska. Tam takie zagrania nie są gwizdane, a w polu karnym taki faul waży – wzdychał bezradnie.
Kowal kuje, póki gorące
Sytuacja ta wywołała emocje bardzo skrajne. Do pieca – w swoim stylu – dołożył m.in. w programie „Weszło” Wojciech Kowalczyk. – Łabojko nie uderzył nikogo! Brunes wpadł na jego łokieć. Motor Lublin został skrzywdzony – wydał jednoznaczny werdykt.
Łokieć nierozważny
Merytorycznie zabrał się za to do rzeczy w magazynie ligowym Canal+ ekspert do spraw sędziowskich tejże stacji. – Lubię operować na faktach, więc zrobiłem stop-klatkę. Piłka nie jest jeszcze zagrana głową przez gracza Motoru, a już następuje nierozważny atak łokciem i uderzenie nim przeciwnika w twarz! – Adam Lyczmański był bardzo pewny swego zdania, nazywając decyzję sędziowskiego zespołu „właściwą”. – Na wozie VAR był Tomasz Kwiatkowski, właśnie nominowany na mistrzostwa świata. Ocenił sytuację, moim zdaniem, prawidłowo. I kiedy pokazał ją sędziemu Frankowskiemu, ten nie miał innego wyjścia, jak podyktować rzut karny – dodawał były rozjemca ligowy, dziś próbujący z telewizyjnego studia edukować kibiców.
Dariusz Leśnikowski
