Gdzie kończy się ta mgła?
Słaba defensywa to nasz problem numer jeden. Krytykę zbiera przede wszystkim Przemysław Wiśniewski.
Przemysław Wiśniewski i Viktor Gyokeres – czyli historia bez happy endu. Fot. PAP/EPA
REPREZENTACJA POLSKI
Postawienie na „Wiśnię” było udanym powiewem świeżości, jaki wprowadził do polskiej drużyny Jan Urban, obejmując ją przed rokiem. Zabrzanin wszedł do kadry przebojem, ale potem w lesie pojawiało się coraz więcej drzew. Ostatnio Przemysław Wiśniewski zderzył się z jednym, które jest wyjątkowo mocno zakorzenione, bo właśnie „zakorzeniony” oznacza z węgierskiego słowo... gyokeres.
Komu uciekł Szwed?
Wiele dyskusji wywołał trzeci gol Szwedów, którego strzelił właśnie Viktor Gyokeres, ponownie okazując się stemplem przypieczętowującym polską porażkę. Napastnika Arsenalu pilnować miał Wiśniewski, który utratę krycia zwalił na... Włochów. Jak padł gol? Całkiem prosto – dośrodkowanie z polskiej lewej strony w kierunku dalszego słupka, gdzie „Wiśnia” był przy Gyokeresie. Szwed uciekł mu jednak w tył (w stronę słupka, w kierunku centry), a Polak go zgubił. W pobliżu był Matty Cash, który jako najszerzej ustawiony zawodnik pilnował skrzydłowego Sebastiana Nanasiego, który zaczął zbiegać do środka. To za „swoim chłopem” ruszył wahadłowy Aston Villi. Wiśniewski twierdzi... że nie powinno tak to wyglądać. Że powinno nastąpić przekazanie krycia i że to on powinien przejąć Nanasiego, a Cash – Gyokeresa. Jak tłumaczył się Zabrzanin?
To wina Casha!
– W klubie każdy trenuje inaczej i każdy pracuje inaczej. Na początku miałem Gyokeresa jeden na jeden, ale gdy widzę, że zawodnik idzie, a Gyokeres się wycofuje, to odpuszczam. Wahadłowy powinien być za mną i kryć długi słupek. Świadomie odpuściłem, bo widziałem, że zawodnik, którego miał Matty, schodzi do środka. Dla mnie, jako stopera, ciężko jest od razu przerzucić się do tyłu (gdzie szedł Gyokeres – przyp. red.). Tak zawsze byłem uczony we Włoszech, krycia strefą, gdzie każdy ma swoją pozycję. Tymi pozycjami byliśmy (przy tym golu – przyp. red.) dobrze ustawieni, ale wyszedł brak porozumienia. Może Matty albo trener mają inne spojrzenie na tę sytuację – analizował defensor Widzewa. Czy miał rację?
Powinni rządzić!
– Wiśniewski za wcześnie otworzył spadochron, piłka znalazła się nad czaszą i Gyokeres musiał tylko dostawić nogę. W ten sposób rozwiał nasze nadzieje na korzystny wynik – przeanalizował obrazowo doświadczony trener Bogusław Kaczmarek, a nigdzie w tej analizie nie padło nazwisko Cash. Także Adam Matysek – choć nie bezpośrednio w kontekście gola Gyokeresa – wskazał na słabą formę „Wiśni”. – Przemek Wiśniewski wszedł przebojem do reprezentacji, ale okazuje się, że teraz nie daje jakości. Do tego mamy Janka Bednarka. Dwa potężne chłopy, które powinny rządzić w polu karnym, a są zupełnie zagubieni. W ogóle cała nasza defensywa zachowywała się jak dzieci we mgle. Ciężko się wygrywa, a nawet remisuje, jeżeli prawie w każdym meczu traci się gole. Tak na poziomie reprezentacji grać nie można i jeżeli to się nie zmieni, nie mamy szans na dobre wyniki – powiedział były prezes Górnika Zabrze, który do tego klubu przyszedł kilka miesięcy po sprzedaży Wiśniewskiego. A jak ktoś chce kilku dosadniejszych komentarzy odnośnie polskiej defensywy, polecamy wywiad z Jackiem Bąkiem z poprzedniego wydania „Sportu”.
Czas Potulskiego
– Stałe fragmenty, oskrzydlanie akcji oraz pojedynki główkowe – te problemy w defensywie wskazał z kolei Kaczmarek. – Rywale rozbijali w powietrzu naszą defensywę, nie mogliśmy sobie poradzić głównie z Gyokeresem. A i tak mieliśmy szczęście, że w Szwecji zabrakło kontuzjowanego Alexandra Isaka – przypomniał „Bobo”, który w następnym meczu chciałby zobaczyć nie Wiśniewskiego, lecz Kacpra Potulskiego. – Ma doskonałe warunki fizyczne. Lepsze od taty-koszykarza Bartosza, którego pamiętam z czasów gry w Treflu Sopot. Do tego prezentuje świetny timing w odbiorze piłki, natomiast poprawy wymaga wprowadzenie piłki do gry, ale nad tym można popracować. Na pewno jest to zawodnik, podobnie jak trochę starszy Wiktor Nowak, na którym można i należy zawiesić oko – docenił 76-latek.
Oczywiście jak jojo czy bumerang wróciła jedna z najsłynniejszych polskich dyskusji – w obronie na dwóch czy trzech stoperów, ale to już zupełnie inna historia. Choć... czy w 2026 roku warta podejmowania?
Piotr Tubacki
9 WYSTĘPÓW w reprezentacji ma Przemysław Wiśniewski. Zadebiutował we wrześniu zeszłego roku z Holandią, gdy w roli selekcjonera debiutował też Jan Urban. Potem grał z Finlandią, Nową Zelandią, Litwą, Maltą, Szwecją, Ukrainą, Nigerią i znowu Szwecją. Z Nigeryjczykami zdobył swoją jedyną bramkę w kadrze – cudowną „bombę” z dystansu na wagę remisu.
Portugalczycy to widzą
Występy duetu z FC Porto, Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora, nie umknęły uwadze portugalskich mediów. Patrzący z boku Iberyjczycy ocenili reprezentacyjną współpracę tych zawodników krótko: nie działa. „Kiwior gra w FC Porto w środku defensywy, co oznacza, że wystawianie go z lewej strony jest niejako zakłócaniem jego rutyny, bo na co dzień tworzy z Bednarkiem duet stoperów” – oceniło Radio Renascenca w kontekście meczu z Bośniakami, określając Biało-czerwonych mianem zespołu rozbitego. Portugalczycy nawiązali także do Benfiki, co uczynił dziennik O Jogo, wskazując kontuzję Jakuba Kamińskiego i fakt, że jej skutkiem będzie jeszcze większe oddalanie się od pierwszego składu lizbońskich Orłów. Telewizja Sport TV natomiast zastanawiała się nad sensem powołania Oskara Pietuszewskiego z Porto. „W poniedziałek nie pojawił się nawet na ławce” – komentowano sytuację skrzydłowego, który niedawno doszedł do siebie po złapanej w lipcu kontuzji.
