Gdyby mi ktoś powiedział…
Rozmowa z Łukaszem Tomczykiem, trenerem Polonii Bytom, wicelidera 1. ligi
Fot. Stanisław Mucha
Parafrazując Marka Papszuna - ja chcę pracować w Rakowie, a Raków chce mnie. Czy to był pana ostatni mecz na ławce Polonii?
- W piłce liczy się tu i teraz. Dopóki nic nie masz podpisane, dopóki siedzisz na tym krześle, to pracujesz tutaj. Żyjmy tym, co tu i teraz. Oczywiście, jest temat, jest na to szansa. Jestem z Częstochowy, to dla mnie podwójna motywacja. Tu nie chodzi o pieniądze, chodzi o coś innego. Mam wiele wspomnień stamtąd, różnych. Kiedyś je opowiem, bo wiele zdrowia w Rakowie zostawiłem, ale tak naprawdę jestem tu i teraz. I zawsze twardo stąpam po ziemi.
To czego brakuje, poza podpisami, żeby pan przeszedł do Rakowa?
- Kwestie organizacyjne, cały proces trwa.
Czy dla pana samego nie jest zaskoczeniem, że po 19 kolejkach beniaminek z Bytomia jest na drugim miejscu, promującym do ekstraklasy?
- Patrząc na całokształt, nie jest to dla mnie olbrzymią niespodzianką, ale wiem też, że to było wymagające. Zawodnicy mieli różne momenty, ale odkąd tu jestem, to wiedziałem, że po wszystkich trudnych chwilach i porażkach - wynikających czy to z braku ogrania, doświadczenia, czy może z nastawienia - w następnym meczu wyciągną wnioski, zrobią dobry krok, zaadaptują się lepiej do ligi, do tempa, do treningu, wyciągną indywidualną refleksję. I wiem to już, że nasze sztuczne boisko nie jest w tej lidze żadną przewagą, bo dla piłkarza z dobrą techniką wyjść tu raz i zagrać swoje to nie jest żaden problem, a my musieliśmy wejść na trawę co drugi mecz i to jest zupełnie inny sport, co było widać w Świdniku.
No właśnie, czy po tych kilku dniach wie pan, dlaczego drugi raz z rzędu przegraliście pucharową rywalizację z Avią?
- To było dla mnie bardzo trudne. Dochodziłem do siebie tak samo długo, jak zawodnicy. Puchar Polski to naprawdę specyficzne rozgrywki. Jasne, ktoś powie, że mieliśmy rywali z niższej ligi, ale kurde, dobrze byłoby zagrać chociaż jeden mecz u siebie, czy to z pierwszoligowcem czy z kimś z ekstraklasy, a my z Wartą w Poznaniu, potem Goczałkowice i znowu wyjazd do Świdnika. Oglądałem Wisłę Kraków z Zawiszą. Po 30 minutach myślę - tu się nic nie wydarzy. Wisła miała sytuacje, zdobyła bramkę, to wyłączyłem telewizor. Wstaję rano, 4:1 dla Zawiszy... Czasami tego nie da się wyjaśnić do końca. Na naszą porażkę wpłynęło kilka rzeczy: boisko, może trochę nastawienie, może po 1:0 poczuliśmy, że już to mamy, to nas często gubi, rozmawiamy o tym, ale też graliśmy z rozpędzonym rywalem, Avia ma swoją jakość. Jak na trzecią ligę jest dobrze zorganizowana, nieźle płacą, i myślę, że jak wejdą do drugiej ligi, to będą w niej kąsać. Szacunek dla moich zawodników, że tak szybko się podnieśli, a w takim momencie łatwo wpaść w apatię, marazm. Z Chrobrym pokazali bytomski charakter, wygrali 2:0 i zapunktowali. Często bywamy pazerni, ale jak ktoś powiedziałby mi przed sezonem, że na końcu dojdziemy tak daleko w pucharze i zajmiemy drugie miejsce w I lidze, to bym powiedział - biorę!
Widzi pan za pół roku mecz Rakowa z Polonią w ekstraklasie?
- Też są takie historie, ale musimy się wstrzymać, popracować. Bo ta liga jest trudna. Mieliśmy w niektórych meczach trochę szczęścia, nawet z Chrobrym. I cały klub, i wszyscy dookoła muszą naprawdę zacisnąć pasa. Złapać się ostro, żeby dawać prąd. Ja też czułem w niektórych momentach, że potrzeba tego prądu. Teraz jest hurra! Super! Ale następna runda jest bardzo krótka, masz cztery punkty mniej i możesz wypaść z barażu. Każdy się zbroi, drużyny jadą na obozy zagraniczne, mają wiele innych rzeczy. To nie jest takie proste, a my jesteśmy cały czas beniaminkiem.
Jak bardzo Łukasz Tomczyk z września 2023, gdy obejmował Polonię, jest inny od Łukasza Tomczyka z grudnia 2025?
- Ciężko mi teraz o taką refleksję, bo cały czas byliśmy na pobudzeniu, ze sparingami zagraliśmy w tej rundzie około 30 meczów, ale czuję, że jestem inny. I pracuję nad tym każdego dnia. Słyszałem historie, jak tu zaczynaliśmy, że ciężko będzie się utrzymać w II lidze. Potem, po przegranym barażu o I ligę, że ciężko będzie o ten awans. Jak doszliśmy do pierwszej ligi, że to teraz jest dopiero sprawdzian! Ja ten sprawdzian chyba zdałem. Uważam, że poziom I ligi się podniósł, więc jako trener też musisz się ulepszać. Jak tylko będziesz chwilę, nie przygotujesz zespołu, odpuścisz tydzień, dwa, to nie dowieziesz. I cały czas musisz siebie motywować, motywować sztab, zawodników. Nawet w tym tygodniu wykonaliśmy bardzo dużo pracy, żeby zespół nie przeszedł ot tak sobie od meczu w Świdniku do meczu z Chrobrym. Wyciągałem wnioski, analizowałem, daliśmy zespołowi dwa dni wolnego, żeby złapać świeżość. Bardzo mi zależało na tym, żebyśmy poszli do przodu, a nie jak choćby w tamtym roku o tej porze, że pomimo liderowania, skończyliśmy jesień w II lidze na trzecim miejscu z 8 punktami straty do Pogoni Grodzisk. Pamiętam, jak źle się wtedy czułem, że zostajemy z tym na długą przerwę. Teraz też mogło być różnie, gdybyśmy przegrali, mogliśmy skończyć na piątym miejscu.
Rozumiem, że w związku z niepewnością co do miejsca pracy nie wyjedzie pan nigdzie na grudniowy urlop?
- Nie mam za bardzo czasu na wakacje, urodziło nam się dziecko (córka Laura - przyp. red.). Jest co robić, trzeba być czujnym cały czas. Jestem tutaj, mam takie drugie miasto w Polsce. Bytom dał mi dziecko, dał mi dziewczynę, świetna sprawa.
Tomasz Mucha
