Gdybologia Arki Gdynia
W piłce nożnej zawsze nadchodzi czas, gdy żałuje się straconych szans.
Symboliczne zdjęcie z meczu Arki w rundzie wiosennej 2026: rozpaczający Vladislavs Gutkovskis.. A gdyby... Fot. Norbert Barczyk / Press Focus
ARKA GDYNIA
Sytuacja Arki w ekstraklasie jest bardzo trudna, choć ciągle jeszcze może się z niej wykaraskać. Zajmuje przedostatnie miejsce ze stratą trzech punktów do bezpiecznej strefy. Zostały już jednak tylko dwie kolejki i nie wszystko zależy od niej. Nawet jeśli wygra najpierw u siebie z rozluźnioną, bo zdegradowaną już Niecieczą, a w ostatniej kolejce na wyjeździe ze spiętym, bo mającym jeszcze szanse nawet na podium Rakowem - i tak wszystko w kontekście utrzymania będzie zależeć od wyników rywali. Generalnie: którymś dwom przeciwnikom musiałoby w tych dwóch ostatnich kolejkach zdecydowanie nie pójść. Trener Dariusz Banasik oczywiście nie uważa wcale, że sytuacja jest tragiczna, ale powiedzmy sobie szczerze - nawet gdyby uważał, że jest, to nie mógłby tego publicznie powiedzieć. Byłby to czynnik mocno demotywujący jego drużynę przez najważniejszymi - bo bezpośrednio decydującymi o ekstraklasowym bycie - spotkaniami sezonu. Jeszcze jedno: Arka musi wygrać te mecze, a... nie wygrała - ani razu od pięciu kolejek! Co miałoby więc nagle sprawić przeobrażenie zespołu mającego kłopoty z wygrywaniem w... skutecznego triumfatora?
Kalkulacje, kalkulacje...
Najbliższy mecz z Niecieczą jawi się już jako zero-jedynkowy. Zero punktów: noc degradacji. Trzy: szansa na walkę dalej; bez względu na wyniki rywali w 33. kolejce Arka o utrzymanie zagra w ostatniej kolejce 23 maja w Częstochowie. Dopiero wtedy wszystko się wyjaśni i do tego punktu drużyna musi dążyć za wszelką cenę. Jeśli Arka jednak znów zremisuje - losy będą zależeć od rezultatów w Gdańsku, Kielcach i Lublinie. Muszą spełnić się przynajmniej dwa z trzech warunków: Lechia nie wygrywa z Legią, Korona nie remisuje z Widzewem, a Cracovia przegrywa z Motorem.... Tylko z Cracovią Arka ma korzystny bilans bezpośrednich meczów, z Lechią, Koroną i Widzewem jest już dla niej niekorzystny. Jeśli spełni się jednak tylko jedna wspomniana wyżej ewentualność to Arka leci już na kolejkę przed końcem. Z kolei porażka to już oczywiście degradacja bez oglądania się na nic,
Z przygnębieniem przyjęty został więc rezultat ostatniego meczu z Górnikiem na własnym stadionie. Padł remis 0:0, który nic Arce nie daje. Atmosfera nie jest w Gdyni więc dobra. Wiadomo jednak, że i tak trzeba się spiąć i walczyć dopóki jest szansa; to truizm. Niemniej zawsze w takich sytuacjach wracają w pamięci konkretne sytuacje, konkretne momenty które uruchamiają proces „gdybologii”. To stały element, gdy sytuacja staje się ekstremalnie trudna.
A gdyby...
Oto trzy, w naszym mniemaniu, chwile z ostatnich kolejek, które wygrywają w rankingu gdyńskiej „gdybologiii” w tej rundzie:
1. Gdyby Sebastian Kerk w 88 minucie ostatniego meczu z Górnikiem uderzał inaczej... Miał przecież nie tyle „setkę” co... dwie. W dogodnej sytuacji w polu karnym najpierw trafił jednak piłką w ofiarnie interweniującego Pawła Olkowskiego, a zaraz potem jego dobitkę obronił Marcel Łubik. To powinno skończyć się 1:0. Arka miałaby dwa punkty więcej;
2. Gdyby w meczu 28. kolejki podczas wyjazdowego meczu z Cracovią, przy stanie 2:2 (takim zresztą wynikiem zakończył się mecz) piłka po szybkiej kontrze zakończonej lobem Vladislavsa Gutkovskisa wpadła w 69 minucie do bramki gospodarzy i Arka wygrałaby ostatecznie 3:2, to miałaby teraz ledwie punkt mniej niż Pasy. A tak ma aż o cztery mniej, bo nie wykorzystała tamtej szansy;
3 Gdyby w meczu 23. kolejki zremisowanego u siebie derbowego meczu z Lechią przy stanie 2:2, w 64 minucie Sebastian Kerk minimalnie inaczej przycelował i piłka trafiła wtedy słupek tak, żeby potem wpaść do bramki, a nie wyjść w pole, to Arka miałby teraz dwa punkty więcej i była w efekcie o punkt przed Lechią, a nie punkt - za. Ale nie jest , bo nie wykorzystała tamtej szansy. A przecież prowadziła już 2:0...
A gdyby...
Paweł Czado
