Gadosport
REMANENT - Jerzy Chromik
Szkoda, że państwo tego nie widzą.
Tak dręczyli nas kiedyś sprawozdawcy radiowi.
A dziś?
- Szkoda, że państwo tego nie widzieli.
Gadające głowy to zmora wszystkich telewizji. Mecz lub cokolwiek o dwudziestej pierwszej, a oni już o osiemnastej zapraszają do studia, by nas „przygotować” do wydarzenia, które dziś prawie wszyscy nazywają eventem. Niedługo będą zaczynać razem z telewizją śniadaniową i mam już dla nich zastępczy tytuł programu: „Emocje w powijakach”, bo dawno temu używano wytrychu – Wprowadzenie do meczu.
Co gorsze, wszystkie stacje kłamią również w zapowiedziach, bo podają nie godzinę rozpoczęcia transmisji, a godzinę początku ględzenia. O wszystkim i o niczym.
Ponad 15 lat patrzyłem z bliska na kulisy powstawania różnych programów. Ba, odpowiadałem nawet za dobór tzw. gości. Wylansowałem, tak trochę niechcący, sporo tych gadających głów, a teraz odnajduję je w innych stacjach. Byli i są nie do zdarcia. Nie muszą nawet za dobrze wyglądać w tzw. obrazku. To taki żargon firmowy. Wystarczy, że mają łatwość mówienia.
W piątek przecierałem znowu oczy ze zdumienia. W transmitowanej w telewizji pierwszej serii PŚ w skokach w szwedzkim Falun Polki były na 12. i 14. miejscu. I oto światowa stacja wybrała studio do kwalifikacji skoczków w fińskiej Ruce zamiast drugiej serii pań. Nie zauważono, że w tym czasie nasze skoczkinie poprawiły najlepsze lokaty w historii – Pola Bełtowska utrzymała 14. miejsce, a Anna Twardosz ukończyła konkurs w pierwszej dziesiątce! Tak wysoko w zawodach nie był dotąd w tym sezonie żaden z panów.
Gdy w studiu znudzono się już mówieniem o ciągle przekładanych z powodu zbyt silnego wiatru kwalifikacjach, postanowiono puścić reklamy. W ich czasie ktoś chyba w końcu znalazł czas, żeby zajrzeć do mediów społecznościowych, gdzie zdenerwowani telewidzowie od dawna upominali się o przełączenie na drugą serię. Było już jednak za późno i powrócono na skocznię dopiero po próbach obu Polek. Zobaczyliśmy tylko uśmiechniętą Twardosz z nartami na sztorc, z wynikiem i lokatą. Dobre i to, bo co telewidza może obchodzić, jak prezentowała się w locie. W „Locie” każda stewardesa jest piękna! Z takiego założenia wyszła stacja europejskiego formatu, tym razem nieco spóźniona na progu. Progu oglądalności.
Człowiek uczy się na własnych błędach? Niekoniecznie. Kwalifikacje w wiecznie wietrznej Ruce zostały przeniesione na sobotę, po sprintach w PŚ w biegach narciarskich. Co zrobiono w rzeczonej stacji? Zamiast finałowego biegu panów pokazano... studio do przełożonych kwalifikacji. Prowadzący przypomnieli w nim o sukcesie naszych zawodniczek i pokazali ich piątkowe skoki z drugiej serii. A trwający raptem kilka minut finał sprintu? Zostanie powtórzony zapewne... w niedzielnym studiu.
Reklamowo nadal wszystko się zgadza – Dom sportów zimowych. Można nawet hasło rozszerzyć – Dom wszystkich skoków! A jak ktoś chce podziwiać Twardosz i Bełtowską w powietrzu, to przecież dekodery pozwalają teraz odwinąć każdy skok. A nie – wróć! Ta transmisja była w całości, ale w niemieckiej wersji Eurosportu...
Było 4K, jest 4F, a mnie coraz bardziej irytuje nowy skrót – 4S. Studio, studio, studio i... po studiu. Tak sobie próbuję na własny użytek wytłumaczyć ten fenomen. Łatwiej chyba wybrać dowolne studio telewizyjne, by poczuć się jak... na studiach. Zalicza się występy zamiast egzaminów, nie grozi powtarzanie roku, a czesne płacą telewidzowie. Mają coraz częściej usta i oczy szeroko otwarte. Bynajmniej nie z zachwytu. Z przerażenia.
Studio w busie? Niedługo i to będzie możliwe... Fot. JCH
