Flaki z olejem
Rozmowa z Tomaszem Wieszczyckim, srebrnym medalistą olimpijskim z Barcelony (1992). Obecnie telewizyjnym ekspertem.
Fot.KamilMisiek/Pressfocus.pl
Zacznijmy od końca, czyli podsumujmy spotkanie ze Szwecją.
– Jestem bardzo rozczarowany drugą połową. Jednak w pierwszej połowie potrafiliśmy przejąć inicjatywę, zdominować Szwedów, udowodnić to golem, ale po przerwie zagraliśmy słabo. Takie flaki z olejem.
To wróćmy do początku tego meczu. Od pierwszych minut pozwalaliśmy Szwedom na bardzo dużo, co zresztą ci szybko i bez litości wykorzystali. Ale od 20 minuty było o wiele lepiej.
– No tak, szybko straciliśmy bramkę. Potem Szwedzi wycofali się do obrony niskiej, a my dość dobrze wykorzystaliśmy ten moment. Wrażenie artystyczne sprawiliśmy dobre. Piłkarsko na tle Szwedów wyglądaliśmy nieźle, co nie do końca przełożyło się na wynik, bo tradycyjnie nie byliśmy skuteczni.
Czyli to był taki remis ze wskazaniem na nas?
– Mieliśmy ewidentne problemy z lewej strony, aczkolwiek gol padł z drugiej strony. Nie potrafiliśmy się dobrze ustawić względem Wallemarka i Svenssona. Nie było współpracy, przesuwania i asekuracji w tym sektorze boiska, co było natychmiast w przerwie do poprawy. Puchacz dobrze grał w ofensywie, gubił się trochę w obronie, co rzutuje na jego ocenę. Ale poprawiliśmy grę i z dużym optymizmem czekałem na drugą połowę.
Tymczasem Szwedzi wypunktowali nas jak juniorów...
– Nie da się ukryć, że wypunktowali, aczkolwiek porównując ten nasz ostatni mecz ze Szwedami, gdy graliśmy w eliminacjach do mundialu, to mimo wszystko odniosłem wrażenie, że Szwedzi byli groźniejsi niż poprzednio, ale to taki nasz poziom. Z takimi reprezentacjami w naszym zasięgu musimy wygrywać.
Na tym polega klasa Szwedów, że to oni potrafią wygrywać z zespołem będącym w ich zasięgu, na podobnym poziomie, nie my.
– I mają Gyokeresa, który ma jakość, klasę...
Niewidocznego do przerwy...
– Wiśniewski może być 7–8 razy lepszy w jakichś sytuacjach boiskowych, a raz zrobi błąd – a zrobił przy straconej bramce – który taki napastnik natychmiast wykorzysta. Przewyższył naszą defensywę w tym meczu. Zaskoczyło mnie jednak coś zupełnie innego...
Mianowicie?
– Że po przerwie tak to mizernie wyglądało. Po 30 minutach wydawało się, że jednak postawimy się Szwedom i zrewanżujemy się za baraże do mistrzostw świata. Tymczasem my zniknęliśmy, popełnialiśmy kolejne łańcuszki błędów w obronie, więc Szwedzi przejęli kontrolę nad meczem i byli skuteczni. Wygrali zasłużenie, bo lepiej się przygotowali do meczu, zwłaszcza w drugiej połowie, ale podkreślę – to nie jest zespół poza zasięgiem.
Dużym rozczarowaniem jest więc start reprezentacji w eliminacjach Ligi Narodów?
– Bardzo. Można było liczyć na zdecydowanie coś więcej niż tylko remis z Bośnią i Hercegowiną u siebie. Oczywiście zacznie się szukanie argumentów, że Szwedzi mają więcej zawodników w lepszych ligach, ale bez przesady. Niestety, słabo to wszystko wygląda.
Przez media znów przetoczy się fala mocnej krytyki...
– Gdybyśmy wygrali 1:0 z Bośnią, to pewnie inaczej by się w mediach toczyła dyskusja. Ale był remis w Warszawie, a nasza nieskuteczność sprawiła, że mamy jeden, a nie trzy punkty, więc łatwiej już w tych eliminacjach nie będzie.
Sytuacja trenera Urbana też się pogorszyła?
– Widać, że sytuacja wokół niego staje się coraz gęstsza. Z mediami miał dobre relacje, więc głos dziennikarski był bardzo wstrzemięźliwy. Ten ochronny okres się skończył. Teraz trzeba mieć wyniki, żeby nadal być chronionym. A że wyników nie ma, to nie ma też ulgowej taryfy.
Brak wyników jest winą Jana Urbana czy rzeczywistości, czyli jakości naszych zawodników?
– Kogoś trzeba obarczyć winą. Natomiast ja uważam, że teraz gramy na poziomie naszych możliwości. W grupie Dywizji B są drużyny prezentujące nasz poziom. Można więc było oczekiwać zwycięstw. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – Polska musi dalej walczyć o awans. To jest sprawa oczywista dla mnie.
No to jeszcze zapytam na koniec o Roberta Lewandowskiego. Został posadzony na ławce, bo?
– Chociaż mówimy o najlepszym piłkarzu w historii, to trzeba patrzeć tu i teraz. Nie patrzeć, co było kiedyś. Trener Urban był uczciwy. Wyszedł naprzeciw oczekiwań kibiców i dziennikarzy – ciekawe tylko, jak mu to zakomunikował – bo w meczu z Bośnią „Lewy” zaprezentował się słabo, więc słusznie, że nie znalazł się w wyjściowej jedenastce na Szwecję.
I to rozumiemy, ale dlaczego nie pojawił się na boisku przy wyniku 1:2, tylko wszedł na kilkadziesiąt sekund, gdy wszystko było już przegrane – by zaliczyć kolejny mecz w reprezentacji i jeszcze zobaczyć żółtą kartkę jako manifest czegoś?
– Też tego zupełnie nie rozumiem.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
