Feedback

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Ten mój angielski, jak mawia Poniedzielski, jest bardziej mój niż angielski, ale co tam. Dziś daję tytuł obcojęzyczny, bo na szczęście każdy magister marketingu i zarządzania, choćby z Siedlec, dobrze go rozumie. Dlaczego akurat z Siedlec? Bo tam jest moja ulubiona placówka oświatowa. Kiedyś tylko Wyższa Szkoła Pedagogiczna, a dziś już pełną gębą uniwersytet. A po drodze z Radzynia do Warszawy mijam także Wyższą Szkołę Biznesu w Łukowie. Też kształci ludzi i daje tytuły, choć – w przeciwieństwie do kuźni polityków-dorobkiewiczów pod łacińską nazwą Collegium Humanum – żaden prokurator się jej nie czepia.
Trzeba zawsze wiedzieć, dla kogo felieton? Kiedyś nieodżałowany Bohdan Smoleń pytał Zenona Laskowika w przedstawieniu „Z tyłu sklepu warzywniczego”: a dla kogo ten wywiad? No to ja też zastanawiam się przy niedzieli, dla kogo ja właściwie tu piszę. A skoro niedziela, to obowiązkowo robię rosół z... felietonem czterojajecznym! 
Przyznaję się uczciwie i bez bicia, nie miałem w 2025 długimi miesiącami żadnego feedbacku, więc poruszałem się trochę w tematach po omacku, ale w minionym tygodniu przyszła zwrotna informacja. A więc... A więc – pała bęc! Pamiętam dobrze memento każdego szanującego się polonisty, ale co tam – ryzykuję.
Wraca do mnie jak bumerang Andrzej Poniedzielski z pomocą:

– Myślę sobie, to napiszę ja felieton

I napiszę ja felieton o? O PZPN!

I do pióra poprzez ramię, ale przecież od ciemienia,
 
Które czasem zowią deklem 

Spłynął taki oto refren


La La La
La La La
Ten felieton nie jest całkiem zły

Ten felieton, który mówi

Jak się nie ma, co się lubi

To nie lubi się i tego, co się ma


A ja lubię PZPN. Dawno o nim nie było, a konkretnie, jak powtarza Darek Szpakowski, po raz ostatni w odcinku „Kabanosy i kokosy” z listopada. Opisałem wtedy w nim, jak nasz dzielny zarząd podpisał swego czasu umowę z dziwną spółką o świadczenie usług marketingowych. Prawie do... 2050. Spółka ta, i tak też bywało, że czasami z nikim się nie kontaktowała, a pieniądze za pośrednictwo oczywiście brała. Taka jest bowiem natura... takich firm.
Po lekturze listopadowej zadzwonił ważny gość z centrali piłkarskiej i zapytał wydawcę – kto to jest ten Chromik? Pan Rysio mógł oczywiście odpowiedzieć – Eeee, taki tam dawny rekordzista świata w biegu na 3 km z przeszkodami, ale już nie żyje. Zdenerwował się jednak co nieco, uniósł honorem i odpowiedział: – Jak pan nie wie, kto to jest Chromik, to nie mamy o czym rozmawiać. 
Miłe! Ja nie mam żalu do młodszego pewnie o połowę moich lat „pijarowca” (swoją drogą to piękny termin dla odpowiedzialnego za korzystny obraz towarzystwa niepijących), bo nie mógł czytać tygodnika „Sportowiec” i może na co dzień czyta tylko służbowo wybrane teksty krzywdzące federację w oczach opinii publicznej. Tak trafił do aplikacji „Sportu”. Przepraszam go za to na wszelki wypadek już teraz, ale dziś znowu z cyklu – „Z tyłu związku”. 
Otóż postanowiono jednak rozwiązać tylko z pozoru niekorzystną dla bractwa umowę, bo... inaczej po 31 stycznia stałaby się praktycznie nierozwiązywalna. Ale... Wysłannikom internetowego „Gońca” udało się ustalić to i owo po cichu z dwoma wysoko postawionymi działaczami w strukturze. Oczywiście wszystko „off the record” (ach ten mój namolny i powracający angielski), że PZPN przeczeka chytrze szum wokół sprawy, za jakiś czas wróci do umowy i współpracy ku chwale polskiej piłki. Mnie to przekonuje! A Czytelników? Proszę o szybki feedback! Bo bez tzw. zwrotki przestaję tutaj pisać.

To zdjęcie ilustrowało felieton sprzed ośmiu tygodni, ale jest nadal aktualne, więc... powtarzamy.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się