Faworyci zrobili swoje
Duńczycy oraz Niemcy osiągnęli identyczne rezultaty w półfinałach i w niedzielę zagrają o złoto. Brąz przypadnie Islandczykom lub Chorwatom.
Mathias Gidsel (w środku) poprowadził Duńczyków do finału. Fot. PAP/EPA
MISTRZOSTWA EUROPY
Początek piątkowych meczów półfinałowych miał miejsce jeszcze w czwartek. Pierwsze podanie należało do Dagura Sigurdssona, prowadzącego Chorwatów. Podczas konferencji prasowej Islandczyk nie gryzł się w język, bez ceregieli krytykując regulamin turnieju, a konkretnie liczbę rozgrywanych meczów; jego podopieczni w ciągu 12 dni mieli ich 7 (między 6. a 7. upłynęły 22 godziny), a przeznaczony na regenerację czwartek spędzili w autokarze, bo po decydującym o awansie do czwórki spotkaniu z Węgrami musieli przenieść się z Malmoe do Herning. - EHF ma w nosie zawodników i drużyny. Są jak fast food - jakość nie ma znaczenia, liczy się tylko sprzedaż. Właściwie to firma eventowa - zamawia artystów i oczekuje widowiska - grzmiał Sigurdsson, porównując swoich zawodników - z którymi przed rokiem zdobył srebrny medal mistrzostw świata - do mrożonych kurczaków. Nic więc dziwnego, że w starciu decydującym o awansie do finału jego podopieczni tylko na początku dotrzymywali kroku rozpędzającym się Niemcom. Wspieranym przez fanatycznych kibiców Chorwatom najwięcej krwi napsuł Andreas Wolff, który za obronę 13 z 41 rzutów został MVP spotkania. Niemcy - zwłaszcza w drugiej połowie (24:17, 27:21, 30:26) - kontrolowali przebieg spotkania, przyspieszając i zwalniając grę, a najwięcej (6) bramek zdobył prawoskrzydłowy Lukas Zerbe. Wygrana 31:28 (17:15) była zasłużona.
Znacznie bardziej wyrównany przebieg miało starcie Duńczyków z Islandczykami. Niesieni dopingiem pełnych trybun współgospodarze turnieju początkowo podpuścili rywali (3:6), ale w miarę upływu czasu sunęli po właściwych torach. Emil Nielsen potrzebował kwadransa, by złapać właściwy rytm i obronić dwa rzuty karne z rzędu, Mathias Gidsel i Simon Pytlick udowadniali, że są w ścisłej czołówce bocznych rozgrywających globu (odpowiednio 7 i 5 bramek), a Simon Hald znakomicie kierował defensywą. Mimo drobnych zakłóceń, częstej gry w osłabieniu, pogoni za wynikiem, mistrzowie świata i olimpijscy wygrali 31:28 (14:13) i w niedzielę o 18.00 staną przed szansą skompletowania hat tricka. Mecz Dania - Niemcy to wisienka na torcie Euro 2026.
Marek Hajkowski
