Fatalna seria
Nikt się nie spodziewał, że tyszanie będą zimować w strefie spadkowej.
Daniel Rumin - jeden z nielicznych tyszan, którzy tej jesieni mieli parę powodów do frajdy... Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
Mistrzowie rundy rewanżowej poprzedniego sezonu, po rewolucji kadrowej przeprowadzonej latem przez włodarzy GKS-u Tychy, byli dla fachowców-komentatorów I ligi zagadką. Z każdej formacji „Rycerzy wiosny” zniknął co najmniej jeden wiodący zawodnik, a ich miejsce w szatni trójkolorowych zajęli z reguły młodzi zawodnicy. Jedynym wyjątkiem w tym okienku transferowym było pozyskanie doświadczonego Damiana Kądziora, ale on też okazał się „zawodnikiem” (od słowa „zawodzić”).
Lista problemów była bardzo długa. Zaczynała się w bramce, a kończyła w ataku. Dwóch niedoświadczonych golkiperów nie zdało I-ligowego egzaminu. W obronie, grającej trójką stoperów, ciągle następowały rotacje, które niczego dobrego nie przynosiły. Nawet Jakub Tecław, mający być liderem i fundamentem defensywy, popełniał błędy, a „wielbłądy” robili inni, z Kasjanem Lipkowskim i Islandczykiem Oliverem Stefanssonem na czele. Najgorsze było jednak to, że dublerzy też zupełnie nie zdali egzaminu, a lanie w Legnicy, gdzie tyszanie aż 1:6 przegrali z Miedzią, jest tego potwierdzeniem.
Teoretycznie najlepszymi strzelcami zespołu okazali się wahadłowi, ale to wcale nie znaczy, że Marcel Błachewicz i Julian Keiblinger mogą zaliczyć rundę do udanych. Wręcz przeciwnie. Czerwone kartki i samobójcze gole są dowodem na to, że ci którzy mieli być motorami napędowymi gry ofensywnej tyszan czuli się na boisku zagubieni.
Nie funkcjonował także środek pola. Duet pomocników Jakub Bieroński – Marcin Szpakowski, będący odkryciem poprzedniego sezonu, w obecnych rozgrywkach ani tak skutecznie nie współpracował, ani nie oddziaływał w tak wielkim stopniu na zespół. Nie wsparł go także doświadczony Rafał Makowski, a wychowany na niemieckich boiskach młodzieżowiec wypożyczony z Górnika Zabrze, młody zdolny reprezentant Polski U-20 Marcel Kalemba dość boleśnie zderzył się z polską I ligą i w 10 spotkaniach nie strzelił ani jednego gola.
Jeszcze gorzej było w formacjach ofensywnych. Ani żaden z piłkarzy, grających na pozycji „dziesiątki”, ani nikt przymierzany do „dziewiątki” nie pokazał awizowanych walorów. Najmniej krytycznych uwag można mieć pod adresem Daniela Rumina, który po problemach zdrowotnych wrócił do gry dopiero we wrześniu, a na finiszu pokazał, że potrafi być skuteczny, bo w ostatnich 4 meczach strzelił 3 gole. Tyle samo bramek w swoich 14 meczach strzelił Kacper Wełniak, ale on tylko na początku sezonu dał sygnał, że umie strzelać. Reszta napastników rozczarowała, ale trudno się było spodziewać, że Maksymilian Stangert (18 występów, 1 gol) czy Yannick Woudstra po 15 miesiącach leczenia kontuzji wystrzelą.
Mówiąc krótko, w każdej formacji było źle...
Materiały opracował Jerzy Dusik
