Eurozagadka
Na dwa i pół tygodnia przed inauguracją mistrzostw Starego Kontynentu wciąż nie wiadomo, na co stać Biało-czerwonych.
Svetislav Pesić (z prawej) i Igor Milicić. Trenerzy Serbii i Polski byli zadowoleni ze sparingu. Fot. Facebook Kosz Kadra
Za naszymi kadrowiczami kolejny etap przygotowań do EuroBasketu. Reprezentacja przygotowuje się już dwa tygodnie, rozegrała trzy zagraniczne sparingi, ale po każdym kolejnym jej obraz wydaje się mocno niewyraźny. W środę zagraliśmy w Belgradzie z Serbami. Trudno o ciekawszego i lepszego rywala. To byli mistrzowie świata i Europy, trzeci zespół ostatnich igrzysk olimpijskich. Przegraliśmy w Belgradzie nieznacznie, tylko 12 punktami, co ujmy nam nie przynosi. Dzień wcześniej Serbia prawie 40 punktami rozbiła Bośnię i Hercegowinę. W tamtym meczu Nikola Jokić zagrał fenomenalnie – zdobył 20 punktów, zebrał 19 piłek, dodał 9 asyst.
Tymczasem nie wiemy nawet, czy w meczu z Biało-czerwonymi Jokić pojawił się na boisku. Nie wiemy, w jakim składzie Serbowie wybiegli na parkiet. Gospodarze utajnili bowiem ten sparing – żadnych filmów, zdjęć, statystyk.
Trudno zatem ocenić wartość tych 12 „oczek” dystansu do wielkiej Serbii. Poznaliśmy skład Polaków, ale nie mamy pojęcia, w jakim wymiarze czasowym grali poszczególni gracze. Czytamy, że Jeremy Sochan nie zdobył choćby punktu! Ale też nie wiemy, czy długo był na boisku. Plotki głoszą, że nasz jedynak z NBA złapał szybko faule i stąd absencja na parkiecie.
– Kolejny sprawdzian za nami. Serbowie to drużyna, która zmierza ku wysokim celom, medalom. Możemy wyciągnąć z tego spotkania dużo dobrego. Skuteczność jeszcze nieco szwankuje, ale na tym etapie to nie jest najważniejsze. Pokazaliśmy dużo zespołowości, mądrej obrony. Wyprowadziliśmy wiele dobrych ataków, które zakończyły się otwartymi rzutami. Z tego możemy być zadowoleni. Krok po kroku realizujemy to, co sobie założyliśmy. Każdego dnia pracujemy, by 28 sierpnia być w pełnej gotowości – stwierdził nasz selekcjoner Igor Milicić.
Serbskie media przekazują słowa swojego szkoleniowca. – Wszystko idzie zgodnie z planem. To już ósmy dzień przygotowań, rozegraliśmy dwa mecze. Trenujemy, przygotowujemy się, rozmawiamy, pracujemy nad taktyką, poprawiamy sprawność zawodników. Mamy kilka drobnych kontuzji – pewne problemy Trifunovicia, małe problemy Micicia, niewielkie Smailagicia – ale to teraz integralna część wszystkich przygotowań. Mamy nadzieję, że zawodnicy szybko dojdą do siebie. Te dwa mecze rozegraliśmy tak, jak chcieliśmy – bardziej jako trening, a nie grę. Wynik nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia. Najważniejsze, żeby spróbować przenieść to, co robiliśmy na zajęciach, na boisko, zobaczyć, jak zawodnicy reagują na to, co trenowaliśmy i o czym rozmawialiśmy – podsumował Svetislav Pesić.
Biało-czerwoni wrócili już do kraju. W sobotę i niedzielę dwumecz ze Szwedami. Pierwszy mecz znowu odbędzie się „za zamkniętymi drzwiami”, bez widzów, bez mediów, za to w niedzielę w Spodku już z udziałem publiczności. Szwedzi to obecnie 49. drużyna w rankingu FIBA, więc teoretycznie na poziomie Islandii i Senegalu. To zespół nieobliczalny – w kwalifikacjach do mistrzostw Europy ograli m.in. u siebie silnych Niemców!
Szwedzi w EuroBaskecie zagrają w grupie B w fińskim Tampere, gdzie ich rywalami będą Niemcy, Finowie, Litwini, Brytyjczycy i reprezentacja Czarnogóry. W ich kadrze jest grupa zawodników, których znamy z polskiej ligi – Chris Czerapowicz (GTK Gliwice), Viktor Gaddefors (był jednym z liderów Arriva Polski Cukier Toruń), Mattias Markusson (były gracz MKS-u Dąbrowa Górnicza) i Denzel Andersson (do niedawna Dziki Warszawa).
(p)
