Entuzjazm pozwala Zielińskiemu na finezję
Rozmowa z Piotrem Czachowskim, byłym reprezentantem Polski, dziś komentatorem Serie A w Eleven Sports
Piotr Zieliński znów wielki w barwach Interu! Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus
Mam wrażenie, że Święta i Nowy Rok przyniosły polskim kibicom sporo optymizmu w kontekście kadrowiczów Jana Urbana. Zgodzi się pan?
- Owszem, zwłaszcza jeżeli popatrzymy na występy Piotra Zielińskiego w Interze. Ale – moim zdaniem – dobre chwile dla niego zaczęły się już nieco wcześniej. Myślę o meczu z Hellasem Verona (2.11. - przyp. aut.) i tej jego przepięknej bramce, którą pokazywał cały świat. Uderzył znakomicie i od tego momentu Inter zaczął nie tylko wygrywać, ale przede wszystkim – grać dobrą piłkę. Głównie w Seria A, bo przecież miał swoje wtopy w Supercoppie i w Lidze Mistrzów.
Myśli pan, że Piotrek wreszcie przekonał do siebie Cristiana Chivu?
- Nie chodzi tu specjalnie o samo przekonanie trenera. Chivu – mam wrażenie – potrafi nieco lepiej zarządzać kadrą zespołu, niż robił to Simone Inzaghi. Rumun daje pograć większości zawodników. A dla Piotrka – co łatwo zauważyć – ważne jest, że to podejście daje mu wiele entuzjazmu. A ten entuzjazm pozwala mu na wielką finezję w grze.
Kwestia mentalu? Piotrka bardzo napędza regularna gra, a dołuje rola rezerwowego?
- W jego pierwszym sezonie w Interze miałem wrażenie, że nie miał specjalnie wiele radości z obecności w takim klubie, z obecności na boisku. Potrzebował poukładania sobie wszystkiego w głowie.
I to się w końcu udało?
- Jestem pewien, że tak. Od wielu tygodni możemy pisać o Piotrze wyłącznie w samych superlatywach. W tym momencie zasługuje wyłącznie na to, by go chwalić. Mocno chwalić. Jest wręcz – rzekłbym – kluczową postacią Interu. A wracając do polityki personalnej Chivu; cel ma oczywisty: po pierwsze – odzyskanie scudetto, po drugie – przypomnienie Europie o Interze. To pierwsze jest całkiem sporym wyzwaniem: Inter nie wygrał żadnego z czternastu kolejnych meczów z włoskimi gigantami – Juventusem, Napoli i Milanem!
Za to zagrał w dwóch z trzech ostatnich finałów Ligi Mistrzów.
- Bo potrafi się świetnie mobilizować na mecze w Europie. Na Arsenal też będzie – sądzę – kapitalnie ustawiony i zmotywowany. Lautaro Martinez znów jest wielki: odzyskał wigor, przewodzi strzelcom Serie A.
W poprzedniej edycji oba zespoły też grały ze sobą: Inter wygrał 1:0.
- No właśnie. Tym samym Arsenal też ma coś do udowodnienia, będzie żądny rewanżu. A niezależnie od ostatniego – słabego i zremisowanego bezbramkowego – meczu z Nottingham mam wrażenie, że jest w dużo lepszej dyspozycji, niż wynikałoby to z zaprezentowanej formy. Wystarczy spojrzeć na tabelę Premier League i przewagę „Kanonierów” na przykład nad Manchesterem City. Ale na Giuseppe Meazza, przy swej supergorącej publice, Inter będzie mieć sporo argumentów.
Tym niemniej sześć tygodni temu przegrał u siebie z Liverpoolem...
- To był jeden z tych nielicznych nijakich meczów mediolańczyków w ostatnich trzech miesiącach.
A fakt, że Arsenal ma już pewny awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, a Inter jeszcze musi mocno o niego powalczyć, może mieć znaczenie?
- W zasadzie w zawodowej piłce nie powinniśmy w ogóle rozważać kwestii „demotywacji”. Ale nie mam wątpliwości, że spojrzenie na tabelę będzie mieć znaczenie. Zwłaszcza dla Włochów. I nie chodzi tylko o własnych kibiców, ale i o ambicję samych piłkarzy: żaden z nich nie chce przegrać na swoim stadionie drugiego z rzędu meczu z angielską drużyną!
Rozmawiał: Dariusz Leśnikowski
Liga Mistrzów – 7. kolejka◼ Inter – Arsenal
dziś, 21.00 – Canal+ Extra 2
