Emocje do końca
Belgijki zrewanżowały się Polkom za ubiegłoroczną sensacyjną porażkę w Antwerpii.
Stephanie Mavunga i jej koleżanki zostawiły na parkiecie mnóstwo zdrowia. Fot. PAP/Jarek Paszkiewicz
Mecz w Arena Sosnowiec miał wielką stawkę - w razie wygranej Polki mocno przybliżały się do awansu do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Po raz ostatni nasz zespół grał w turnieju finałowym Eurobasketu przed dziesięciu laty. Na trybunach w Sosnowcu pojawiło się ponad 1600 widzów, wśród nich dawne gwiazdy polskiej kobiecej koszykówki - m.in. Elżbieta Nowak, Edyta Koryzna, Anna Wielebnowska czy Katarzyna Dulnik. Z Krakowa przyjechał też nestor naszego basketu 92-letni Ludwik Miętta-Mikołajewicz.
Polki nie wystraszyły się utytułowanych rywalek, grały z pasją i przez większość meczu prowadziły. Najlepsza w naszych szeregach była Stephanie Mavunga, która nie bała się brać na siebie odpowiedzialności w trudnych momentach. Na wielkie brawa zasłużyła Agnieszka Skobel, która przechwytami mocno napsuła krwi Belgijkom. Biało-czerwone do przerwy prowadziły 9 punktami (41:32), w drugiej połowie też bardzo długo kontrolowały przebieg boiskowych zdarzeń.
Mistrzynie Europy długo się rozkręcały i w czwartej kwarcie znalazły swój rytm. Emma Meesseman była nie do zatrzymania, a do jej poziomu dostroiły się Kyara Linskens (15 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst), Julie Allemand (12 punktów, 7 asyst) i bombardująca kosz trójkami Julie Vanloo. Statystycy obliczyli, że Polki były na prowadzeniu przez 34 minuty, Belgijki ledwie przez 4 minuty. Ale w końcówce to właśnie doświadczone przyjezdne uzyskały minimalną przewagę i nie oddały jej już do końca. W ostatniej minucie gospodynie popełniły aż 3 straty (Mavunga, Gajda, Makurat), w całym meczu miały ich aż 20! To zdecydowanie za dużo, gdy chce się pokonać tak dobry zespól jak Belgia.
Polki są teraz w trudnej sytuacji. O awansie najprawdopodobniej przesadzi lutowy mecz wyjazdowy z Litwą. Biało-czerwone potrzebują wygranej. Do turnieju finałowego ME zakwalifikują się zwycięzcy ośmiu grup, a także cztery najlepsze drużyny z drugich miejsc. Dwie pierwsze reprezentacje już uzyskały awans. Są to Szwecja (grupa D) oraz Turcja (grupa F). Niepokonane pozostają także Hiszpanki, Francuzki i Serbki i te drużyny też są blisko przyszłorocznych finałów.
(pp, mic)
◾ Polska - Belgia 77:80 (17:17, 24:15, 16:24, 20:24)
POLSKA: Skobel 22 (3x3), Gajda 4, Makurat 8, Mavunga 18 (2x3), Telenga 7 - Pawłowska, Niemojewska 6, Borkowska 3, Banaszak 4 (1x3), Gertchen 3 (1x3), Jakubiuk 2. Trener Karol KOWALEWSKI.
BELGIA: Vanloo 12 (4x3), Alleman 12 (1x3), Mbaka 3, Linskens 15 (1x3), Meesseman 29 (1x3) - Ramette 3 (1x3), Claessens, Massey 6 (1x3), Joris. Trener Rachid MEZIANE.
◾ W drugim meczu grupy C: Azerbejdżan - Litwa 47:108.
1. Belgia |
4 |
7 |
359:242 |
2. Litwa |
4 |
7 |
352:263 |
3. Polska |
4 |
6 |
322:268 |
4. Azerbejdżan |
4 |
4 |
188:448 |
ZDANIEM TRENERÓW
Karol KOWALEWSKI: - Mimo porażki jestem bardzo dumny z zespołu, z tego jak się rozwija. Powiedziałem zawodniczkom, że to nie przypadek, że zagraliśmy dwa wyrównane mecze z takim rywalem, jak Belgia. Pierwszy wygraliśmy, co było określane jako duża niespodzianka. To, że teraz graliśmy jak równy z równym z Belgią, już nie było żadną niespodzianką. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa, będziemy walczyć o udział w EuroBaskecie.
Przez większość spotkania prowadziliśmy, ale trudno mówić o kontrolowaniu gry z tak silnym zespołem jak Belgia. Wiedzieliśmy z kim gramy i jaka jest jego siła. Belgijki odrobiły pracę domową po pierwszym meczu. Pewne rzeczy, które wtedy u nas funkcjonowały, teraz już tak dobrze nie działały. Każdy zespół się uczy. Wielkiego zaskoczenia nie było, ale na pewno rywalki były lepiej przygotowane, niż w spotkaniu u siebie.
Popełniliśmy kilka błędów, zwłaszcza niewidocznych dla kibiców, jak złe ustawienie, czy zagranie innej zagrywki niż była ustawiona. Być może one zdecydowały o naszej przegranej. Generalnie w ofensywie zaprezentowaliśmy się dobrze. Zawsze bym sobie życzył, by rzucić Belgii 77 punktów.
Rachid MEZIANE: - To był bardzo trudny mecz, ale zagraliśmy solidnie. W pierwszej połowie nie trafiliśmy z wielu otwartych pozycji. W drugiej to się zmieniło i rzuty zaczęły wpadać. Wróciliśmy do gry. Zespół pokazał charakter, co jest bardzo pozytywne. Jestem szczęśliwy po zwycięstwie z wymagającym rywalem na jego terenie. Mamy pierwsze miejsce w grupie i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.
Oba mecze z Polską były trudne. Pierwszy dla nas był straszny, bo przegrywaliśmy różnicą nawet 20 punktów. Natomiast dziś wygraliśmy. Podobna była fizyczna gra. Nagrodą jest to, że wygraliśmy i kontynuujemy drogę, by utrzymać nasz poziom. W połowie spotkania starałem się być w szatni konstruktywny. Chodziło o to, by rozwiązać nasze problemy, ograniczyć szybki atak Polek. Była męska rozmowa, po przerwie mocniejsza obrona przyniosła efekt.
POD SZATNIĄ
Stephanie MAVUNGA: - Bardzo trudno pogodzić się w takim meczu z porażką. Teraz jest duży stres, bo przegrałyśmy w końcówce. Popełniłyśmy zbyt dużo błędów, ale nie zmienia to faktu, że jestem bardzo dumna z drużyny. Gramy dalej, teraz jest czas na sprawdzenie, co zrobiłyśmy źle i wyciągnięcie wniosków.
Agnieszka SKOBEL: - Tak kształtujemy drużynę, aby jej znakiem rozpoznawczym było, że walczymy, że nie boimy się najlepszych drużyn, nawet mistrza Europy. Cieszę się i jestem dumna z dziewczyn, że wszystkie walczyły do końca i tak im zależało, aby pokazać, że polskie koszykarki też potrafią.
Liliana BANASZAK: - Trudno na gorąco powiedzieć, czego zabrało, bo są emocje. Na boisku dużo się działo i najpierw trzeba na spokojnie przeanalizować spotkanie. Przygotowane byłyśmy dobrze. Na tle tak silnych rywalek zagrałyśmy dobrze. Belgijki w pewnym momencie też zaczęły prezentować się lepiej. Nie wypowiadam się często o sędziach, ale ich decyzje spowodowały, że Belgijki dostały energię. Tego właśnie nam zabrakło. Tej energii od arbitrów.
Emma MEESSEMAN: To była fizyczna gra, bardzo wyczerpująca, ale byłyśmy na to przygotowane. Na początku zbyt wiele łatwych rzutów nie wpadało do kosza. Jestem dumna z drużyny. Kilka sezonów temu prawdopodobnie nie wróciłybyśmy do gry po pierwszej połowie. Dziś wróciłyśmy.W kwalifikacjach liczy się ich koniec, to jest dla nas najważniejsze.
