Dziewczyna z Nowej Kachowki
Linda Klimoviczova i Maja Chwalińska o krok od awansu do Australian Open.
Anhelina Kalinina wie, co to życie pod ostrzałem w Ukrainie. Nie tylko dlatego będzie trudną rywalką dla Mai Chwalińskiej. Fot. Sam Greene-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus
Dwie reprezentantki Polski z drugiej setki światowego rankingu dzieli już tylko jeden mecz od udziału w pierwszym tegorocznym Wielkim Szlemie. Linda Klimoviczova (134. WTA) i Maja Chwalińska (145.) odniosły po dwa zwycięstwa w kwalifikacjach i w nocy ze środy na czwartek czasu w Polsce miały walczyć w decydujących potyczkach.
W środę Klimoviczova wygrała z Australijką Lizette Cabrerą (275.) 6:4, 7:5 i w finale mierzyła się z Belgijką Greet Minnen (123.). Z kolei Chwalińska pokonała wyżej notowaną Szwajcarkę Rebekę Masarovą (115.) 7:6 (10-8), 5:7, 6:1 i na ostatniej prostej stanęła przed jeszcze większym wyzwaniem, bo jej rywalką była doświadczona Anhelina Kalinina. Za 28-letnią Ukrainką dramatyczne miesiące i historia, która wiele mówi o współczesnym świecie; historia doniosła bez względu na to, jak bardzo zarządzający zawodowym tenisem i - szerzej - światowym sportem chcieliby zamknąć oczy na rzeczywistość...
Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie…
Dziś Kalinina jest dopiero 178. na liście WTA, ale była już w rankingu 25. Trzy lata temu wyrzuciła w 3. rundzie AO dwukrotną mistrzynię Wimbledonu Czeszkę Petrę Kvitovą. Jeszcze w styczniu rok temu dotarła do półfinału mocno obsadzonego turnieju w Brisbane, jednak kontuzje ostatecznie dały o sobie znać w czerwcu podczas imprezy ITF w Bari we Włoszech; co ciekawe - w tym samym turnieju z powodu urazu wycofała się także Chwalińska. Właśnie wtedy Kalinina zawiesiła karierę, by się wyleczyć.
– Z pewnością było to korzystne także pod względem mentalnym, bo przez pięć lat byłam w tourze na dobrym poziomie i bez przerwy. Myślę, że to również spowodowało u mnie pewne problemy zdrowotne i szkody – wyznaje Ukrainka na oficjalnej stronie AO.
Milion ludzi bez wody…
Dodatkową korzyścią dłuższej przerwy Kalininy była możliwość spędzenia czasu z rodziną – rzadki luksus dla sportowców rywalizujących w tourze. Choć było to regenerujące i pozwalało nabrać dystansu, niosło też ze sobą ogromne obciążenie psychiczne ze względu na trwającą agresję rosyjskich barbarzyńców na Ukrainę.
W 2023 roku rodzinne miasto tenisistki, Nowa Kachowka w okupowanym obwodzie chersońskim, zostało zalane po zniszczeniu zapory w Kachowce. Raport ONZ wykazał, że powódź uszkodziła 32 tysiące domów i pozbawiła milion ludzi dostępu do czystej wody – a wszystko to w połączeniu z nieustannymi bombardowaniami, które ostatecznie skłoniły całą rodzinę tenisistki do przeprowadzki do Kijowa.
W stolicy również jednak nie mogli czuć się w pełni bezpiecznie. - Życie pod ostrzałem rakiet i dronów to nie jest dobry czas. Nie mogłam spać, nie byłam w stanie jeść, bo nie żyję na co dzień w takim środowisku. Moja rodzina i wszyscy wokół się przyzwyczaili, ale dla mnie było to szokujące, jak ludzie potrafią się do tego dostosować – chodzą do pracy, normalnie funkcjonują, robią wszystko jak gdyby nigdy nic. Byłam tym ogromnie poruszona. Brakuje mi słów, by opisać, jak silni są Ukraińcy - opowiada Kalinina.
Byłoby głupio patrzeć dalej…
Obecnie przebywa głównie między Słowacją a USA i - już zdrowa - jest ponownie gotowa na życie na walizkach. Wróciła na korty w grudniu i od razu wygrała challengera WTA 125 w Limoges.
W kwalifikacjach w Melbourne Ukrainka pokonała dotąd bez straty seta Joannę Garland (117.) z Tajwanu - sensacyjną finalistkę środowego turnieju jednego gema - oraz Holenderkę Anouk Koevermans (192.). I wciąż trzyma się mantry, że byłoby „absolutnie głupie patrzeć dalej niż na kolejny mecz”. I słusznie, bo my jednak stawiamy na Maję.
W 1. rundzie kwalifikacji w Melbourne odpadła bohaterka United Cup w Sydney, Katarzyna Kawa.
Tomasz Mucha
