„Dziadek” Jurek

Dzisiaj rodzina i przyjaciele pożegnają trenera Jerzego Kuliga, który był legendą GKS-u Jastrzębie i Szkółki Piłkarskiej MOSiR Jastrzębie.

Jerzy Kulig (pierwszy z prawej, w okularach) był trenerem nietuzinkowym, mającym „podejście” do piłkarzy. Czwarty z prawej jego były zawodnik, a potem współpracownik, Ryszard Duda. Fot. Mariusz Gołąbek

Jerzy Kulig 19 lutego br. skończyłby 89 lat. Niestety, okrutna choroba w ubiegłym tygodniu przerwała jego życie, pogrążając w głębokim smutku nie tylko rodzinę, ale również liczne grono przyjaciół i znajomych. Dzisiaj (czwartek, 16 stycznia) o godz. 10.30 w Kościele pw. Św. Katarzyny w Jastrzębiu Górnym odbędą się uroczystości pogrzebowe.

Miałem ten zaszczyt, że poznałem Go na początku swojej drogi zawodowej i mogę wypowiadać się o Nim w samych superlatywach. Nawiasem mówiąc, nie znam nikogo, kto wypowiadałby się o Nim źle. Stosunkowo szybko kazał mi mówić do siebie po imieniu, co początkowo trochę mnie peszyło, bo do tego samego liceum ogólnokształcącego chodziłem z Jego starszym synem, Januszem. Przez ponad 40 lat mojej „posługi” dziennikarskiej wiele skorzystałem na Jego ogromnej wiedzy, wymianie poglądów, sugestiach, podpowiedziach; rozmowy z Nim nie tylko na temat futbolu nigdy nie były nudne, to była sama przyjemność i nie mówię tego, że tak wypada, tylko po prostu tak czuję. Nie ukrywam, że będzie mi Go bardzo brakowało, bo był nie tylko wspaniałym szkoleniowcem, ale również człowiekiem o bardzo wysokiej kulturze osobistej. Nie chcę, by zabrzmiało to dwuznacznie, ale cieszę się, że zdążyłem spotkać się z Nim i porozmawiać, gdy był już pacjentem Hospicjum im. Jana Pawła II w Żorach. Przy jego łóżku czuwali żona Maria, syn Wiesław i jego małżonka, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Jastrzębiu Zdroju Zofia Florek oraz mój przyjaciel od lat licealnych, doktor Tomasz Wodecki. Nikt z nas wówczas nie przypuszczał i nie przeczuwał, że Jurek odejdzie tak szybko. Mimo że w trakcie pisania niniejszego tekstu łzy napływają mi do oczu, ośmielam się w ramach pożegnania z nim napisać - Jureczku, dziękuję Ci za wszystko!

Niekwestionowana legenda

Jerzy Kulig był jednym z najwybitniejszych i najważniejszych trenerów w historii GKS-u Jastrzębie, przyczyniając się do największych sukcesów tego klubu. W 1974 roku objął występującą w 3. lidze drużynę, która dwa lata później sprawiła jedną z największych rewelacji w historii Pucharu Polski, eliminując w drodze do półfinału Legię Warszawa, Wisłę Kraków i obrońcę trofeum, Stal Rzeszów. Dopiero w 1/2 finału ekipę z Kasztanowej zatrzymała naszpikowana gwiazdami (Grzegorz Lato, Henryk Kasperczak, Jan Domarski) Stal Mielec. W sezonie 1976/77 Kulig poprowadził w ekstraklasie ROW Rybnik, a następnie przez cztery lata pracował w występującej na jej zapleczu Odrze Wodzisław. Do Jastrzębia wrócił w 1986 roku. Dwa lata później stworzył podwaliny pod historyczny awans GKS-u do ekstraklasy, a tę kampanię zakończył jego były piłkarz, a później asystent - Ryszard Duda.

2 maja 1992 roku Jerzy Kulig rozpoczął budować „dzieło swojego życia”, jakim okazała się Szkółka Piłkarska MOSiR Jastrzębie, działająca przy Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. Był jej pomysłodawcą i trenerem-koordynatorem do 1 lipca 2008 roku. To właśnie Szkółka Piłkarska MOSiR pozwoliła futbolowi w Jastrzębiu Zdroju przetrwać najtrudniejsze chwile, bo w oparciu o jej wychowanków GKS Jastrzębie walczył o powrót na „salony”.

Nie gorszy niż Kontha

- Z Jurkiem Kuligiem współpracowałem trzy razy - najpierw byłem jego zawodnikiem, potem członkiem jego sztabu, a potem namówił mnie do pracy w Szkółce Piłkarskiej MOSiR - wspomina Ryszard Duda, który w Stali Rzeszów grał m.in. z reprezentantami Polski, Marianem Kozerskim oraz Janem Domarskim. - Trener Kulig w moich oczach był tak samo dobry jak Węgier Karoly Kontha, który trenował mnie w Stali Rzeszów, a później do pierwszego tytułu mistrzowskiego poprowadził Stal Mielec. Imponował mi warsztat Jurka, jego podejście do zawodników, miał predyspozycje, by przez lata pracować w klubach ówczesnej 1. ligi, czyli dzisiejszej ekstraklasy. Zaliczył jednak tylko epizod w ROW-ie Rybnik, przejmując zespół w beznadziejnej sytuacji. Był kulturalnym trenerem, który jednak potrafił wrzasnąć w szatni, ale również pogłaskać zawodników. Czasami po prostu trzeba był sprowadzić piłkarzy na ziemię, ale Jurek się na nich nie boczył, często swoją „tyradę” potrafił obrócić w żart. Proponował mi pracę w Odrze Wodzisław, bym został jego asystentem, ale grzecznie odmówiłem, argumentując, że chciałbym popracować na własny rachunek. Nasze drogi ponownie się zeszły, gdy po raz drugi podjął pracę w GKS-ie Jastrzębie. Ja byłem jego asystentem, a Rajnard Koterba trenerem bramkarzy. Wprowadziłby GKS do ekstraklasy, ale po porażce 0:1 w Wałbrzychu dyrektor gwarectwa Bohdan Borowy zażądał, by odsunął od składu Leszka Powieckę. Jurek się nie ugiął i nie spełnił żądania dygnitarza. Ten chciał go wyrzucić z klubu, więc Jerzy Kulig poszedł na zwolnienie lekarskie i to ja z trenerem Koterbą miałem ten zaszczyt awansować po barażach z Piastem Nowa Ruda. Swoją drogą jestem zdumiony, że panu Borowemu nadano tytuł zasłużonego dla miasta, skoro jego specjalnością było... zwalnianie trenerów, nie tylko w piłce nożnej, z byle powodu. Dla mnie to niepojęte. W 2000 roku znalazłem się w szkółce, w której trenowałem młodzież przez 10 lat.

Niepowetowana strata

- Zmarły przed kilkoma dniami trener Jerzy Kulig był bardzo uczciwym i prawym człowiekiem - mówi dyrektor MOSiR-u w Jastrzębiu Zdroju, Zofia Florek. - Naprawdę był wzorem godnym naśladowania. Kiedy został trenerem-koordynatorem w naszej szkółce, kazał do siebie mówić „Dziadek Jurek”. To on wspólnie z ówczesnym radnym Adamem Płaczkiem i dyrektorem MOSTiR-u (wtedy w nazwie był jeszcze człon Turystyki, który został usunięty w 1995 roku) Adamem Grzywnowiczem założyli ją, by ratować upadający futbol w Jastrzębiu. Nawet po przejściu na emeryturę utrzymywał kontakt z byłymi zawodnikami, ich rodzicami, z kierownikami w szkółce; z Mirkiem Zielińskim czy Eugeniuszem Gabrysiem cały czas miał kontakt. Przez tyle lat współpracy nie mogłam powiedzieć na niego złego słowa. To on rekomendował na swojego następcę trenera Henryka Papieroka. Do tej pory nie potrafię się otrząsnąć. Jego śmierć to dla nas wszystkich wielka strata. Był nie tylko wspaniałym trenerem, ale również wychowawcą młodzieży, niekwestionowanym autorytetem.

Nigdy nie żałował

Marian Piechaczek jest (powinien być) doskonale znany sympatykom futbolu. Z Ruchem Chorzów zdobył tytuł mistrza Polski, a z GKS-em Tychy wicemistrzostwo. - Miałem okazję pracować z trenerem Kuligiem przez kilka lat - mówi wychowanek Górnika Radlin, który w dniu pogrzebu Jerzego Kuliga będzie obchodził 72. urodziny. - Najpierw byłem jego zawodnikiem w Odrze Wodzisław, ale zerwałem ścięgno Achillesa i postanowiłem zakończyć karierę, bo miałem już 34 lata. Wtedy zaproponowano mi funkcję jego asystenta, bo akurat Bernard Bytomski odszedł z klubu. Zgodziłem się i nigdy nie żałowałem tej decyzji. Trener Kulig był bardzo porządnym człowiekiem, wszystkich traktował jednakowo, starał się pomagać piłkarzom, a nie ich niszczyć. Atmosfera w szatni zawsze była super, trener zawsze mnie wysłuchał, często zadawał dodatkowe pytania, oczekiwał propozycji z mojej strony. Zmuszało mnie to do intensywnego myślenia, by go czymś zaskoczyć. Był przez wszystkich lubiany, bo mówił prawdę prosto w oczy, a nie szeptał za plecami.

Surowy, ale sprawiedliwy

- Przychodząc do GKS-u Jastrzębie w 1984 roku, znałem nazwisko Kulig - wspomina Jan Furlepa. - Mówił mi o tym trenerze znakomity piłkarz ROW-u Rybnik, Andrzej Frydecki. Jerzy Kulig po prostu nie był postacią anonimową. Darzyłem go szacunkiem ze względu na jego ogromną wiedzę, trafne spostrzeżenia, które dla mnie często były nowością. Czasami byłem na niego zły, gdy sadzał mnie na ławce, ale szanowałem jego decyzje i wybory. Z perspektywy czasu uważam, że trener Jerzy Kulig był surowym, ale sprawiedliwym szkoleniowcem. Pamiętam, że miał taki zwyczaj, że pierwszą połowę meczu oglądał z trybun, a dopiero w drugiej siadał na ławce. Miałem z nim dobry kontakt również po zakończeniu gry w piłkę, bo mój syn Sebastian trenował w Szkółce MOSiR-u. Gdy leżał w hospicjum w Żorach, gdzie mieszkam na stałe, czułem się w obowiązku odwiedzać go. Ale zapamiętam go takiego, kiedy był zdrowy i wprost tryskał życiem.

O tym, że Jerzy Kulig był znany i powszechnie szanowany nie tylko w Jastrzębiu, świadczy fakt, że przed sobotnim Spodek Super Cup Jego pamięć uczczono minutą ciszy.

Bogdan Nather